fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Czy warto robić siusiu w torcik

Zachęta
Zbiory Zachęty po raz piąty. Prowokujący tytuł, film porno i aranżacja lekceważąca artystów – czyli jak uatrakcyjnić nieciekawy pokaz. Na stronach rp.pl wirtualny spacer po wystawie
Dyrekcja Zachęty nalała z pustego. Zamiast szarpać się o zdobycie funduszy na kosztowne pokazy, wykorzystała zasoby magazynu. Niestety, gros bogatych zbiorów stanowią prace banalne, wtórne, mdłe.
[link=http://www.rzeczpospolita.pl/pliki/kultura/siusiu/siusiu.swf]Wirtualny spacer po wystawie (na całym ekranie)[/link]
[i] Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie[/i]
Przeczesał je Karol Radziszewski, artysta młody (29 lat), utalentowany, niekryjący swej homoorientacji. Wybrał, co mu w oko wpadło – w czym dostrzegł swoistą egzotykę, wątki seksualne albo prekursorstwo wobec współczesnych trendów. Najbardziej kręciły go lata 60. i 70. W sumie wyeksponował około 150 dzieł prawie 100 polskich autorów, zagospodarowując całe piętro galerii. Dlaczego o wystawie zrobiło się głośno jeszcze przed otwarciem?
[srodtytul]Scotch na piedestale [/srodtytul]
Przede wszystkim żywe reakcje wzbudza jej tytuł – "Siusiu w torcik". Cytat z rymowanki Edwarda Krasińskiego, artysty zmarłego przed pięciu laty, któremu ostatnio przypięto etykietkę "klasyka konceptualizmu". Bzdura. Twórczość tego człowieka polegała na podważaniu artystycznego nadęcia, na kompromitowaniu "natchnienia" i pseudogłębi. Teraz wywindowano go na piedestał, na który pewnie… zrobiłby siusiu.
W prezentacji zbiorów powierzono mu rolę szczególną. W Sali Matejkowskiej odtworzono jego instalację sprzed 12 lat (wtedy Krasiński wypisał na ścianie wierszyk "Coś mnie korci, aby zrobić siusiu w torcik). Na reprodukcjach kilku znanych dzieł, z "Bitwą pod Grunwaldem" na czele, artysta nakleił charakterystyczną dlań niebieską taśmę. Cenię postawę i inteligencję Krasińskiego, lecz ponieważ go znałam, nie potrafię zaakceptować tańca wykonywanego od kilku lat wokół jego osoby. Jestem pewna, że jego również żenowałoby i irytowało bałwochwalstwo, jakim został otoczony.
I z pewnością byłby zaskoczony towarzystwem, w jakim znalazł się obecnie.
[srodtytul]Wedle koloru i wielkości [/srodtytul]
Chodziłam po salach Zachęty skonsternowana. Radziszewski bezceremonialnie potraktował magazynowe zasoby Zachęty. Zmiksował rzeczy poprawne z fatalnymi, wyróżniające się z beznadziejnymi. Uatrakcyjnił aranżację nietypowymi kolorami: w jednym pomieszczeniu są oranżowe ściany, w innym – słodka barwa lilaróż, gdzie indziej grafiki oprawione w trawiastozielone passe-partout. Są miejsca, gdzie eksponaty tworzą gęstą tapetę. A Salę Narutowicza opasuje fryz z dziesiątek obrazów zawieszonych na styk od najmniejszego do największego.
[srodtytul]Do różowego paska [/srodtytul]
W zestawie jest najwięcej dzieł rodem z "polskiej szkoły metafory", niesłusznie utożsamianej z nadrealizmem. W latach, gdy na świecie szalał pop-art, zaczynały się minimal-art i konceptualizm, u nas trwała produkcja dzieł poetycko-naiwnych. Politycznie nieszkodliwych, artystycznie cienkich. Takie najczęściej trafiały do kolekcji Zachęty; w nich grzebał się Radziszewski. Oczywiście zdarzają się obiekty znakomite – ale trudno wyłowić je z masy miernoty.
Puentę stanowi ostatnia, pusta sala, opasana różowym scotchem przez Radziszewskiego – jak u Krasińskiego – przyklejonym na wysokości 130 cm (domniemywam, że różowa barwa pełni rolę sekssymbolu).
Jednak clou "siusiowej" prowokacji stanowi półtoragodzinny gejowski film porno. Projekcja odbywa się raz na tydzień za czerwoną kurtyną. Dyrektor Agnieszka Morawińska tłumaczy, że skoro publiczność goni za skandalem i upatruje bezeceństw w niewinnych pracach, to tym razem Zachęta zaserwuje coś naprawdę z grubej rury. Obejrzałam kawałek. Na ekranie ciężko pracujący chłopcy, w pocie czoła wydobywający z siebie i kolegów krople spermy.
Amatorska praca kamery, brzydkie wnętrze, nieświeże bety. W dodatku niektórzy zatrudnieni występują nago, ale w skarpetkach. Widownia reagowała śmiechem i szybko opuszczała salę. Mnie nie było do żartów. Odebrałam "Siusiu…" jako krzyk rozpaczy. Narodowa Galeria próbuje radzić sobie z finansowymi niedoborami, preparując prowokację w zastępstwie pokazów z górnej półki. Smutno.
[i]Wystawa czynna do 22 listopada[/i]
[i]Waldemar Kompała[/i]
[i]Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA