fbTrack

Społeczeństwo

Mocna sportowa drużyna z ulicy Wiejskiej

ROL
Zawodnicy w poselskich ławach. Sejm mógłby wysłać na igrzyska niezłych reprezentantów niemal w każdej dyscyplinie
Gdy myślimy o politykach sportowcach, do głowy przychodzi nam zazwyczaj premier Donald Tusk uganiający się za piłką na boisku oraz sławni sportowcy, którzy trafili do parlamentu: senator Antoni Piechniczek (PO), były trener reprezentacji Polski, oraz posłowie Iwona Guzowska (PO), kick bokserka, i Roman Kosecki (PO), były reprezentant Polski w piłce nożnej.
Tymczasem w parlamencie mamy też trzykrotnego olimpijczyka w pływaniu i pięcioboju nowoczesnym, kilku byłych piłkarzy trzecioligowych klubów, byłego zapaśnika, utytułowaną windsurferkę i aktywnego brydżystę, który regularnie zajmuje wysokie pozycje w turniejach. [srodtytul]Piłkarze Koseckiego[/srodtytul]
– Kiedy dostałem się do Sejmu i zacząłem grać w piłkę z kolegami z ław poselskich, byłem zaskoczony poziomem – wspomina Roman Kosecki. – Kopią piłkę nie gorzej niż oldboje Legii Warszawa, z którymi również grywam mecze. Koseckiego przestał dziwić poziom posłów, gdy się dowiedział, w jakich klubach zawodnicy piłkarskiej reprezentacji Sejmu zdobywali sportowe szlify. – Kilku z nas otarło się o zawodowstwo. Ja omal nie wszedłem w skład młodzieżowej reprezentacji Polski – mówi poseł Andrzej Biernat (PO), który jako junior grał w pierwszym składzie trzecioligowej Stali Kraśnik. Byłych piłkarzy jest w Platformie więcej. Ireneusz Raś grał za młodu w Hutniku Kraków, Janusz Chwierut w Unii Oświęcim, Andrzej Czerwiński w Sandecji Nowy Sącz, Tomasz Lenz w Unii Janikowo, Andrzej Buła w Odrze Opole, a Jakub Rutnicki w Sokole Pniewy, choć w swoim regionie bardziej znany jest z tego, że śpiewał w finale pierwszej edycji "Idola". Na boisku nieźle też sobie radzą Jacek Kurski z PiS i Tomasz Garbowski z SLD, który oprócz bycia posłem jest czwartoligowym sędzią piłkarskim. Nic więc dziwnego, że poselskiej drużynie dobrze idzie w meczach z reprezentacjami innych parlamentów. Tyle że większość bramek strzela Kosecki. – To legenda polskiego futbolu. Choć od zakończenia kariery przytył 25 kilo, to i tak jest poza naszym zasięgiem – podkreśla Biernat. – Ale i tak nie mamy się czego wstydzić. Być może zostałbym zawodowym graczem, gdyby moich piłkarskich marzeń nie przekreśliła poważna kontuzja. [srodtytul]Ze sportu do polityki [/srodtytul] Problemy ze zdrowiem to najczęstsza przyczyna tego, że dobrze zapowiadający się zawodnicy zerwali ze sportem i postanowili zająć się polityką. Taką drogę przeszli byli taekwondziści, a obecnie posłowie PO Cezary Tomczyk i Damian Raczkowski. Ten drugi ma czarny pas i był jednym z najlepiej rokujących zawodników w Polsce. Ze sportu wyeliminowała go kontuzja kolana, której nabawił się, gdy znajomi namówili go na sparing w judo. Kontuzja przerwała też karierę senatora PO Macieja Grubskiego, który w latach 80. był w składzie zapaśniczej kadry Polski. Przestał trenować, gdy uszkodził wyrostek jednego z kręgów. Ze sztukami walki całkowicie jednak nie zerwał. Jako senator tropił nieprawidłowości w Polskim Związku Karate. Problemy z kolanem wyeliminowały też ze startów w zawodach posłankę PO Agnieszkę Pomaskę, która jako juniorka była mistrzynią Polski w windsurfingu i brązową medalistką mistrzostw świata w olimpijskiej żeglarskiej klasie Mistral. – Mieszkam w Trójmieście i gdy obserwuję trenujących deskarzy, łezka się w oku kręci – mówi z żalem Pomaska, która w czerwcu weszła do Sejmu w miejsce wybranego do europarlamentu Jarosława Wałęsy. – Teraz uprawiam windsurfing tylko rekreacyjnie. No i trenuję ministra Sławomira Nowaka, który ma duże ambicje i, trzeba mu przyznać, nieźle sobie radzi. Jako jedni z nielicznych w parlamencie sportowe kariery zakończyli w sposób naturalny, a nie wywołany kontuzją: senator PO Andrzej Szewiński, były reprezentant Polski w siatkówce, i poseł PO Zbigniew Pacelt. To bodaj najbardziej utytułowany sportowiec pośród posłów. Jako pływak był trzydziestokrotnym rekordzistą Polski, sześciokrotnym mistrzem kraju i dwukrotnym olimpijczykiem. Choć początkowo polskie gazety wymieniały jego nazwisko obok Amerykanina Marka Spitza, karierę pływacką zakończył w wieku zaledwie 21 lat. Potem przez kilka lat trenował pięciobój nowoczesny (brał udział w igrzyskach w Montrealu), a następnie został trenerem i działaczem sportowym. "Kiedy w Montrealu kończyłem bieg, podobno miałem z wysiłku żółtą twarz. Jednak by osiągać najwyższe cele w życiu, nie można kalkulować, tylko dawać z siebie wszystko. Nauczył mnie tego sport i uważam, że to była dobra szkoła" – pisze na swojej stronie internetowej. [srodtytul]Maraton dzięki Tuskowi[/srodtytul] Wśród posłów sportowców są i tacy, którzy sukcesy zaczęli odnosić już po rozpoczęciu przygody z polityką. Najbardziej wyrazistym przykładem jest poseł PO Antoni Mężydło. Po pięćdziesiątce zaczął trenować biegi długodystansowe. W 2006 r. został mistrzem świata parlamentarzystów w maratonie, choć startował dopiero drugi raz w życiu. – Byłem zaskoczony tym sukcesem. Szczególnie, że startowali też parlamentarzyści z Afryki, chyba nawet z Kenii – wspomina Mężydło. Dlaczego zaczął trenować? To ponoć zasługa Donalda Tuska i Bolesława Piechy (PiS). – Kiedy dostałem się do Sejmu, Donald, jako stary kolega z opozycji, zaproponował, byśmy pograli razem w piłkę. Zgodziłem się, ale cały czas łapałem kontuzje. Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha powiedział mi wtedy, że te kontuzje biorą się stąd, że za dużo ważę. Poradził mi, żebym zgubił kilogramy, biegając. I tak to się zaczęło – opowiada. W maratonach biegają też poseł Tadeusz Jarmuziewicz oraz senatorowie Piotr Gruszczyński i Ireneusz Niewiarowski (wszyscy PO). Mistrzostwa świata parlamentarzystów w maratonie odbywają się nieregularnie. Przed rokiem Mężydło nie obronił tytułu. – Przyjechała bardzo mocna ekipa z Łotwy. Ostatecznie przypadł mi brąz – mówi. Wyróżniający się sportowcy amatorzy to także tenisiści: wiceszefowa SLD Jolanta Szymanek -Deresz i Jerzy Fedorowicz z PO. Szymanek -Deresz jest z zawodu prawnikiem, a Fedorowicz aktorem. Regularnie triumfują w turniejach związanych z ich profesjami. Szymanek -Deresz jest kilkunastokrotną mistrzynią Polski adwokatek (jej mąż Paweł Deresz jest zresztą wielokrotnym mistrzem Polski dziennikarzy). Fedorowicz zdobywał z kolei laury na turniejach dla artystów. – Nigdy nie trenowałam tenisa zawodowo. Jestem tylko amatorką, co każdy znawca tej dyscypliny zauważy, obserwując mój słaby serwis. Dlatego tym bardziej cieszę się ze swoich osiągnięć – mówi Jolanta Szymanek-Deresz, która jest aktualną mistrzynią polskiego parlamentu. Mistrzostwa rozgrywano bez podziału na płeć. Oznacza to, że wiceprzewodnicząca SLD okazała się lepsza też od mężczyzn, w tym Zbigniewa Chlebowskiego i Bogdana Zdrojewskiego (obaj z PO), Jerzego Szmajdzińskiego (SLD) i 30-latka Pawła Olszewskiego (PO), który do niedawna profesjonalnie trenował grę w tenisa w Bydgoszczy. [srodtytul]Kto wygrał z Karpowem [/srodtytul] W sztukach walki i grach zespołowych prym wiedzie w Sejmie PO. W PiS jest co prawda kilka wyjątków, np. posłanka Elżbieta Rafalska (wyczynowo trenowała koszykówkę) oraz senatorowie Sławomir Sadowski (boks) i Witold Idczak (karate), ale jeśli chodzi o sport, partia Jarosława Kaczyńskiego ma silną reprezentację raczej w dyscyplinach wiążących się z intelektem, czyli w brydżu i w szachach. Bydgoski poseł PiS Tomasz Latos jest mistrzem krajowym w brydżu sportowym i niewiele brakuje mu do osiągnięcia tytułu mistrza międzynarodowego. – Gram na zawodach średnio raz na dwa miesiące. Doskonale się wtedy odstresowuję, choć na turnieju trzeba nieraz siedzieć z kartami w ręku od godz. 10 do 23 – mówi poseł Latos. Wspomina, że grać uczył się m.in. z książek Janusza Korwina-Mikkego. – Można powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza, bo później wygrywałem z nim na turniejach – chwali się. Latos jest założycielem i szefem Parlamentarnego Zespołu Brydża Sportowego, którego członkowie trenują w zajmowanym przez posła PiS pokoju w hotelu sejmowym. Wyróżniającym się brydżystą jest w tej ekipie Aleksander Marek Skorupa z PO, który grywa też w szachy. Należy do powołanego niedawno Parlamentarnego Zespołu Szachowego. Daleko mu jednak do najlepszych. Za szachowe gwiazdy uchodzą posłowie Andrzej Dera (PiS) i Dariusz Lipiński (PO). Dera to świetny zawodnik – komplementuje kolegę Lipiński, szef Parlamentarnego Zespołu Szachowego. – Poznałem go w latach 80., w jednym z szachowych klubów w Poznaniu. To był początek mojej kariery. Zacząłem na dobre grać w stanie wojennym, bo jeśli człowiek nie chciał oglądać "Dziennika Telewizyjnego", to podczas godziny policyjnej niewiele miał do roboty. Z szachami najmocniej jest kojarzony jednak Tadeusz Cymański, do niedawna poseł, a obecnie eurodeputowany PiS. W 2003 r. jako jedynemu z 29 przedstawicieli świata kultury, biznesu i polityki udało mu się pokonać w symultanie szachowego arcymistrza Anatolija Karpowa. I choć wszystko wskazuje na to, że Cymańskiemu najzwyczajniej się poszczęściło, widok uśmiechniętego posła PiS odbierającego w nagrodę laptopa na dobre zapadł w pamięć wyborców. – Też grałem w tej symultanie. Poległem po zaciętym boju. Szkoda, bo kilka lat wcześniej udało mi się z Karpowem w symultanie zremisować – mówi z żalem były marszałek Sejmu Marek Borowski (SdPl). Ale czy szachy można jeszcze uznać za sport? – Kiedyś rozmawiałem z Garrim Kasparowem i powiedział mi, że gdyby codziennie nie biegał, nie wytrzymałby szachowego pojedynku kondycyjnie – mówi Andrzej Person, długoletni działacz olimpijski, a obecnie senator PO, prywatnie miłośnik golfa. Jak ocenia sportowy poziom posłów i senatorów? – Na tle reszty społeczeństwa może i jest nieźle. Jednak gdyby porównać się z politykami z innych krajów, to klęska. W USA nie było po wojnie kandydata na prezydenta, który by nie grał w golfa. Polscy politycy powinni bardziej przyłożyć się do tego, by własnym przykładem zachęcać ludzi do aktywności fizycznej – uważa Person. [i]Autor jest dziennikarzem portalu www.tvp.info[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL