Film

Stary, kocham cię ***

Dzięki Sydneyowi Peter powraca do młodzieńczych rozrywek
UIP
Nieoczekiwanie komedia Johna Hamburga jest najzabawniejszym filmem letnich miesięcy. To niespodzianka, zważywszy na to, że pięć lat temu ten sam reżyser uraczył nas obrazem „Nadchodzi Polly” – opowieścią średnich lotów o neurotycznym Reubenie.
Podglądaliśmy wówczas w roli cierpiącego na zespół wrażliwego jelita Bena Stillera, wikłającego się w romans z nietuzinkową dziewczyną (Jennifer Aniston) mieszkającą z fretką.
W „Stary, kocham cię” także męski świat stał się epicentrum zainteresowania Johna Hamburga – typowe dla niego rozrywki i czas spędzany wyłącznie w swoim gronie oraz męska przyjaźń, a właściwie jej brak. Bohater „Stary, kocham cię” Peter (Rudd) – narzeczony u progu ożenku z prześliczną Zooey (córka Quincy’ego Jonesa, Rashida) – orientuje się, że nie będzie miał u boku drużby podczas ślubnej ceremonii. Całe życie blisko związany z dziewczynami nie zdążył wypracować prawdziwej przyjaźni.
Postanawia więc szybko znaleźć kumpla. Poznaje Sydneya (Segel) – singla cieszącego się tego rodzaju wolnością, jaka charakteryzuje dwudziestoparolatków – koncerty, domowe pobrzękiwanie na gitarze, oglądanie seriali na DVD itp. Peter zachłystuje się więc towarzystwem bardzo bezpośredniego faceta, który – ku powszechnej zgrozie Kalifornijczyków – nie zbiera kup po swoim psie! Jego podziw dla niego powoduje zazdrość ze strony Zooey, a nawet stawia pod znakiem zapytania małżeństwo Petera, które w perspektywie wiecznego wspólnego ubawu z Sydneyem zdecydowanie traci na atrakcyjności. Sydney otwiera przed Peterem nieznane perspektywy, ale także okazuje się kumplem oddanym i bezinteresownym. Popycha karierę przyjaciela w branży obrotu nieruchomościami na nowe tory. Wiarygodne postaci, niegłupia intryga, ciekawe obserwacje ludzkich zachowań, przez zabawne ekranowe sytuacje i dobre aktorstwo – czegóż chcieć więcej od komedii?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL