Sport

Śliska droga do kasy

Walka Tomasza Adamka z Andrzejem Gołotą zapewne dojdzie do skutku, bo można na niej zarobić, choć ze sportowego punktu widzenia nie ma sensu. Zygmunt Solorz, szef Polsatu, który ponoć sam wymyślił ten pojedynek, wie jak pomnażać pieniądze.
Gołota to bokser legenda, niespełnione marzenie rodaków, którzy widzieli w nim już mistrza świata wagi ciężkiej. Jego walki mocno wbijały się w pamięć, ale czas Gołoty już się skończył. Natomiast Adamek, mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej, jest niecierpliwy, chce zarabiać dużo i szybko. Liczył na pojedynek z Bernardem Hopkinsem, wmawiano mu, że jest szansa, by walczył z inną gwiazdą amerykańskiego boksu – Royem Jonesem Juniorem, ale nic z tego nie wyszło.
Gdy kilka miesięcy temu pojawiły się informacje, że jesienią zmierzy się z Gołotą, Adamek stwierdził, że to bzdury. Później nie był już tak kategoryczny. Mówił, że jeśli boss Polsatu dobrze zapłaci, wszystko jest możliwe. Ziggy Rozalski, jego współpromotor, człowiek, który w New Jersey pociąga za wszystkie sznurki związane z życiowymi, nie tylko bokserskimi, wyborami Adamka, początkowo też żartował sobie z tego pomysłu, ale chyba już wtedy wiedział, że to może być dobry interes. – Nie znam się na boksie, ale pieniądze czuję na odległość, jak pies kiełbasę – zwykł mawiać Ziggy, który wcześniej związany był z Gołotą, tak jak teraz z Adamkiem. Droga do kasy może być jednak bardzo śliska dla obu pięściarzy. Adamkowi zwycięstwo w takim pojedynku da niewiele. Gdyby tak jak sześć lat temu Roy Jones Junior rzucił wyzwanie mistrzowi świata wagi ciężkiej i go pokonał, byłby bohaterem. A jeśli przegra? Tytułu nie straci, pieniądze zarobi, ale upadek może być bolesny.
Więcej ryzykuje jednak Gołota. Nie będzie faworytem, choć jest cięższy, wyższy i silniejszy. Szybkość i wiek są atutami Adamka. Gołota sądzi, że wygra łatwo, i to jest jego błąd. Młodszy, lżejszy rywal, którego prywatnie nie lubi, może go upokorzyć. Gdyby dla obu pieniądze nie były najważniejsze, to zamożny już Gołota odmówiłby takiej konfrontacji i zakończyłby karierę. Adamek zaś przyjąłby propozycję Steve’a Cunninghama, który ma prawo do rewanżowej walki o tytuł należący do Polaka. Jednak Gołota zmierzy się z Adamkiem, bo liczy się tylko pieniądz. Ale raczej nie 10 października, tylko później.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL