Służba zdrowia

Lekarstwa nagle nie znikną z aptek

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Ministerstwo Zdrowia chce, by firmy musiały je uprzedzać, że chcą przerwać produkcję leku
Teraz producenci mają aż 60 dni od chwili, kiedy przerwali wytwarzanie leku, by zawiadomić o tym Ministerstwo Zdrowia. Resort chce to zmienić. Przygotował projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego. Zgodnie z nim firma będzie musiała powiadomić ministerstwo dwa miesiące przed przerwaniem produkcji.
Zmiany to skutek powtarzających się braków ważnych, ratujących życie leków, które „Rz” opisała 25 lipca. W tej chwili w aptekach brakuje hydrocortyzonu w tabletkach, który biorą m.in. chorzy na zapalenie płuc.
Podobna sytuacja powtarza się co kilka tygodni. Niedawno szpitale miały problem z kupieniem corhydronu (zawierającego hydrocortyzon), który ratuje życie w ostrych stanach alergicznych. W aptekach brakowało też leku szybko obniżającego ciśnienie (captoprilu) oraz specyfiku przeciw zakrzepicy żył. – Mamy niewiele środków, by temu zaradzić. Nie możemy nałożyć kar na producentów, którzy nie wywiązują się z obowiązku dostarczania leku na rynek, bo nie pozwala nam na to prawo unijne – mówił „Rz” wiceminister zdrowia Marek Twardowski. Urzędnicy resortu zyskają pewne możliwości działania właśnie po wejściu w życie nowego prawa farmaceutycznego. Będą mieli czas, by z odpowiednim wyprzedzeniem sprowadzić z zagranicy odpowiedniki znikających z rynku farmaceutyków. Pozwoli to uniknąć takich sytuacji jak z lekiem przeciw gruźlicy – izoniazydem. Jedyny producent, Jelfa, nie zdecydował się na jego rejestrację zgodnie z unijnymi normami, na co miał czas do stycznia tego roku. Gdy się okazało, że go brakuje, pilnie trzeba było sprowadzać odpowiednik z zagranicy. Ale chorzy przez kilka tygodni mieli problemy z kupieniem specyfiku, a gdy się pojawił, kosztował kilkadziesiąt złotych. Przerwanie takiej terapii grozi powstaniem lekoopornych szczepów gruźlicy i stwarza zagrożenie epidemiczne. – Przygotowujemy pilną nowelizację list refundacyjnych. Odpowiednik izoniazydu będzie refundowany, tak żeby był dla pacjentów bezpłatny. Teraz kosztuje 3,20 zł. To niedużo, ale dla niektórych nawet taka kwota jest problemem – mówi Twardowski. Lekarze tłumaczą, że duża część chorych na gruźlicę to ludzie bardzo biedni albo np. bezdomni. – Nie było łatwo namówić firmy, żeby zechciały ten lek w Polsce sprzedawać. Nie przynosi on im dochodu, nie jest objęty ochroną patentową. Firmy wytwarzają go z przyczyn humanitarnych, ale nie wszystkie się na to decydują – zaznacza wiceminister zdrowia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL