Dyplomacja

Premier Litwy i rowerowa inwazja

Premier Kubilius i jego żona wjechali na swoim tandemie do Polski w poniedziałek przez przejście graniczne w Ogrodnikach. Wraz z nimi pedałowało ponad 40 litewskich oficjeli i ochroniarzy
PAP, Artur Reszko AR Artur Reszko
Wizyta bardzo nieoficjalna: Szef litewskiego rządu Andrius Kubilius przyjechał do Polski z żoną Rasą. Na jednym bicyklu
Wójt Puńska Witold Liszkowski ledwie chodzi. Nogi ma sztywne, wszystko go boli, bo w poniedziałek przejechał rowerem kilkadziesiąt kilometrów z kolumną rządowych gości z Litwy.
- Oni przyjechali rowerami, to mnie nie wypadało jechać autem. Trochę się obawiałem, bo ostatni raz rowerem jechałem rok temu. Ale trudno, wziąłem górala od syna, włożyłem przygotowaną wcześniej koszulkę ze swoim imieniem Vitoldas i dołączyłem do grupy. Razem ze mną pedałował przewodniczący naszej rady – opowiada wójt. [srodtytul]Od fizyka do szefa rządu[/srodtytul]
Starosta sejneński Ryszard Grzybowski nie zdecydował się wsiąść na rower. Na przejście graniczne w Ogrodnikach przyjechał, by gości powitać "nieoficjalnie". – To taka urlopowa wizyta, bez ceregieli – mówi. Grupa litewskich gości liczyła 45 osób – oprócz premiera i premierowej także kilku ministrów, wyższych urzędników i parlamentarzystów. Wszyscy w koszulkach koloru dojrzałych pistacji z imionami na piersiach i plecach. Gdyby się ktoś odłączył od grupy, pedałujący z premierem litewscy ochroniarze łatwo by go z daleka wypatrzyli. 53-letni dziś Andrius Kubilius, z zawodu fizyk, z wyboru konserwatywny polityk, od ośmiu lat spędza urlopy na rowerze. Z żoną Rasą – skrzypaczką Narodowej Orkiestry Symfonicznej – pedałują na specjalnie dla nich skonstruowanym tandemie. To przykład wielkiej małżeńskiej determinacji, bo każdy doświadczony rowerzysta wie, że tandem to chybiony wynalazek. Jest mało zwrotny, ociężały i trudny w prowadzeniu. W tym roku po raz pierwszy wybrali się do Polski. W czasach kiedy Andrius Kubilius nie był szefem rządu, lecz zwykłym politykiem, wszystko odbywało się spokojnie i bez ceremonii. Teraz przygotowania do rowerowej wycieczki szefa rządu rozpoczęły się dużo wcześniej, zanim w minionym tygodniu wygrał on w parlamencie bój o drugą nowelizację budżetu i kolejne ścięcie wydatków kosztem litewskich urzędników, sędziów i pracowników budżetówki. - Jakieś dwa miesiące temu dostaliśmy informację, że odwiedzi nas premier, niby tak nieoficjalnie, na urlopie. Potem trwały uzgodnienia programu, ustalenia trasy. Następnie zjawili się panowie z BOR w Warszawie, by posprawdzać miejsca, gdzie się premier zatrzyma, i wypytać, co będzie jadł, kto to przyrządzi i z czego – pamięta wójt Puńska. [srodtytul]Herbata z macierzanką [/srodtytul] BOR-owcy odwiedzili m.in. obejście 36-letniego Dariusza Radzewicza ze wsi Przystawańce. Wioska jest maleńka – liczy ze 20 gospodarstw zanurzonych w sadach i ogrodach ukrytych wśród polodowcowych pagórków. Zza płotów widać sąsiednią wieś Buraki położoną tuż przy litewskiej granicy. Radzewicz to gospodarz na 40 ha. Jest fundatorem figury dwumetrowego Chrystusa z dębiny, która w tym roku stanęła w wiosce. To pomnik ku czci przypadającego w tym roku tysiąclecia pojawienia się w dokumentach nazwy "Litwa". Figurę wyrzeźbił artysta z Druskiennik Witold Dobrukas. Radzewiczowie byli więc przygotowani na wizytę. – Premier zajechał obejrzeć pomnik, a my poczęstowaliśmy go herbatą z macierzanką i wodą z miętą i cytryną. Do tego żona upiekła szarlotkę i rogaliki ze śliwkami. Podaliśmy też owoce z naszego sadu. W ogrodzie jest dużo trawy, więc po odsłonięciu i poświęceniu pomnika niektórzy goście się tam wyciągnęli pod jabłoniami i śliwami na odpoczynek – opowiada Radzewicz. W Kompociach premier obejrzał kamień pamiątkowy z tablicą ku czci odzyskania przez Litwę niepodległości w 1990 r. Głaz leży na polu Józefa i Grażyny Pieczulisów. – Poczęstowaliśmy rowerzystów sękaczem domowej roboty i wodą mineralną. Czasu na indywidualne rozmowy nie było, ale chyba im smakowało – przyznaje Grażyna Pieczulis. Wcześniej premierowy peleton poprzedzany i zamykany przez radiowozy polskiej policji zajechał do wsi Widugiery, w której znajduje się litewska podstawówka. Do szkoły na spotkanie z premierem-cyklistą przyszła ponad połowa liczącej 154 mieszkańców wioski. - No z dziećmi u nas problem. Szkoła nowa, ładna, a dzieci garstka – tylko 14 uczniów. Przestali nasi dzieci produkować, takie czasy – wzdycha Józef Kraużlis, od 31 lat sołtys w Widugierach, tutaj urodzony w lutym 1940 r. W poniedziałek premier był też na cmentarzu żołnierzy polskich i litewskich z lat 1918 - 1920 w Bierżynie. Wieś opiera się o północny kraniec Puszczy Augustowskiej. Na położonym na wzgórku cmentarzu Litwini złożyli kwiaty. Turystka z Krakowa opisała to w Internecie: "Byłam tam przypadkowo i jestem zbulwersowana tym, co zobaczyłam. Premier Litwy rzeczywiście złożył piękne kwiaty nie tylko na grobach litewskich, lecz także przy pomniku polskim. Niestety, groby polskie toną w chwastach, pełno pozostałości po zniczach, walają się już nie pożółkłe, lecz "brązowe" wiązanki. Pomnik z napisem "Ponary" otacza pas prawie półmetrowej trawy, z której wystają ledwo widoczne pozostałości wieńca". [srodtytul]Prosili o skromny nocleg [/srodtytul] Piotr Krakowski narzeka na ból głowy. W nocy z poniedziałku na wtorek trochę zabawił na biesiadzie na cześć litewskiego premiera i nie czuje się najlepiej. – Może to od tej głośnej muzyki? – zastanawia się. – Nocowali u mnie, ale tylko ochroniarze, jakieś 11 osób – mówi. Krakauskas to znany puński przedsiębiorca – właściciel restauracji regionalnej Sodas i pensjonatu agroturystycznego na pół setki gości. O sobie i swoich mówi "końcowi Litwini". – Jak o eksponaty trzeba o nas dbać – śmieje się. Puńsk – nieoficjalna stolica Litwinów w Polsce (mieszka ich w gminie 3400, gdy na całym Podlasiu 5097) – ciepłym wieczorem przywitał premiera. Ludowa kapela śpiewała na rogatkach, a na wiejskiej plaży nad jeziorkiem Punia stały długie stoły zastawione tym, co mieszkańcy sami upiekli i znieśli. Do tańca grały kapele, a premier tańcował, nie tylko z małżonką. – Prosili o skromny nocleg, więc premier z żoną i najbliższymi osobami nocował w trzech pokojach gościnnych naszego Domu Kultury, a pozostali w internacie. Za wszystko – nocleg i wyżywienie, płacili z własnej kieszeni – wyjaśnia wójt Liszkowski. Wczoraj po śniadaniu litewski peleton rządowy odjechał w kierunku Kłajpedy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL