Historia

Rynsztunek przeciwników

Radziecki czołgista z amerykańskim pistoletem maszynowym Thompson M1921, w tle amerykański czołg lekki M3 Stuart
Rzeczpospolita, MS Marek Szyszko
[srodtytul]Czerwonoarmista i stuart[/srodtytul]
Dostarczany w ramach pomocy Lend-Lease aliancki sprzęt pancerny stanowił ważne wzmocnienie dla Armii Czerwonej, chociaż z pewnością nie tak istotne, jak pomoc w postaci samych surowców, materiałów wybuchowych, żywności i samochodów. Jednym z pierwszych typów czołgów dostarczanych do ZSRR w ramach pomocy Lend-Lease przez Amerykanów był lekki M3 Stuart (nazwa Stuart nadana została przez Brytyjczyków, którzy także otrzymywali te pojazdy). W styczniu 1942 roku ACz otrzymała kilkadziesiąt wozów, a do końca roku łącznie 977 stuartów. W roku następnym dotarło jeszcze 255 czołgów, czyli łącznie 1232 sztuki. Amerykanie wysłali co prawda 1676 stuartów, lecz część poszła na dno wraz z transportującymi je statkami.
Czołg powstał w 1940 rok, u a produkcja seryjna ruszyła w roku następnym. Pancerz wozu zbudowany był z nitowanych płyt stalowych, których grubość dochodziła do 45 mm (przód kadłuba i wieża). Czołgi M3 napędzane były silnikami benzynowymi Continental o mocy 250 KM. Niewielka część wozów otrzymała jednak diesle – silniki Guiberson o mocy 220 KM. Prędkość maksymalna prawie 13-tonowego wozu dochodziła do 50 km/h po drodze, załoga składała się z czterech ludzi. Uzbrojeniem stuartów była 37-mm armata oraz trzy karabiny maszynowe (w pierwszej wersji pięć). W początkowym okresie wojny Stuart stanowił podstawowy, obok rodzimego T-60, typ czołgu lekkiego używanego przez ZSRR. Mimo niezłych parametrów, zwłaszcza w odniesieniu do szybkości i możliwości trakcyjnych, a także tradycyjnej amerykańskiej solidności wykonania, stuarty nie były cenione przez radzieckich pancerniaków. Niedostateczne było zwłaszcza opancerzenie. 37-mm armata także nie imponowała. Podkreślano niezgrabną, wysoką sylwetkę wozu, a także łatwopalność benzynowego silnika. Mimo wszystko czołgi te okazały się nadzwyczaj żywotne, skoro część maszyn kończyła swój bojowy szlak dopiero w 1945 roku. Jednym z najbardziej znanych epizodów z udziałem stuartów była nieudana operacja desantowa w Jużnej Ozierejce, kiedy to wozy stanowiły forpocztę atakujących oddziałów. Oczywiście czołgów tych używano w dużej liczbie także na zachodzie Europy (m.in. w polskiej 1. Dywizji Pancernej), gdzie stanowiły łatwy cel dla broni przeciwpancernej Niemców. We Włoszech i Francji alianci stracili bezpowrotnie ponad tysiąc stuartów. Wśród dostarczonego ZSRR sprzętu znajdowała się też broń strzelecka, która w większości stanowiła zresztą uzbrojenie pojazdów pancernych i samolotów. Były to zwłaszcza karabiny maszynowe Browninga (zarówno 0,303, 0,30, jak i 0,50 cala) i Breny montowane na Universal Carrierach. Natomiast w skład wyposażenia załóg wozów wchodziły m.in. pistolety maszynowe, których Amerykanie dostarczyli Rosjanom łącznie ponad 137 tys. sztuk wraz z 306 mln sztuk amunicji 0,45 cala (11,43 mm). Były to przede wszystkim thompsony. [srodtytul]Alpini z Berettą[/srodtytul] W 1942 roku walczyło na froncie wschodnim prawie 230 tys. żołnierzy włoskich; najwartościowszą częścią 8. Armii był Korpus Alpejski. Najbardziej charakterystycznym elementem umundurowania żołnierzy Alpini był filcowy, szarozielony kapelusz z rondem zawiniętym do góry w tylnej części; z lewej strony znajdował się wełniany pompon – nappine (jego kolor zależał od rodzaju formacji), w który zatykano tradycyjne pióro – w przypadku szeregowców i podoficerów wronie. Także buty były odmienne niż w piechocie, wiązane trzewiki wykonywano z brązowej skóry, odznaczały się większą wytrzymałością i zaopatrywano je w ćwieki umożliwiające wspinaczkę. Pozostałe elementy ubioru były takie jak w piechocie, a więc sukienna kurtka mundurowa wz. 1937 z wykładanymi kołnierzem i klapami, bawełniana koszula z krawatem, wełniane pantalony, owijacze. Używano także klasycznych stalowych hełmów wz. 33. Choć armia włoska w Rosji teoretycznie została dobrze wyekwipowana, to wartość sprzętu okazała się zupełnie nieadekwatna do warunków frontu wschodniego. Jedną z nielicznych udanych włoskich broni okresu drugiej wojny były pistolety maszynowe. Żołnierz z rysunku uzbrojony jest w peem Beretta M38 (wz. 38). Jego konstruktorem był inż. Tullio Marengoni, a produkcja seryjna ruszyła w roku 1938 w fabryce w Brescii i w tym też roku Moschetto Automatico Modello 38 wprowadzono do uzbrojenia armii włoskiej. Beretta wykorzystywała zasadę odrzutu zamka swobodnego i strzelała przy zamku otwartym, została wyposażona także w nożowy bagnet (nie było go w najliczniejszej z wersji – 38A). Peem miał klasyczną drewnianą kolbę i długie łoże. Zasilanie odbywało się z pudełkowego magazynka (o różnych pojemnościach – 10, 20, 30 i 40 nabojów) wkładanego od dołu. Lufa znajdowała się wewnątrz perforowanej osłony, która przy wylocie miała charakterystyczne poprzednie nacięcia, czyli kompensator odpowiedzialny za zmniejszenie odrzutu i podrzutu. Broń posiadała dwa języki spustowe, przedni do strzelania ogniem ciągłym, tylny do ognia pojedynczego. Ciekawostką we włoskim pistolecie maszynowym była rączka zamkowa, która nie poruszała się w trakcie strzelania, a wewnętrzny mechanizm chroniony był przed zanieczyszczeniami przymocowaną płytką. M 38A wykonany był bardzo starannie, odznaczał się dużą celnością i zyskał uznanie wśród żołnierzy, nie tylko włoskich zresztą. Realia wojny zmusiły wytwórnię do odchudzenia broni, tak aby produkcja była tańsza, prostsza, a co za tym idzie – szybsza. Tak powstał wzór 38/42. Przede wszystkim zmniejszyły się długość i ciężar broni, skrócono drewniane łoże, a lufę pozbawiono osłony. Na jej wylocie znajdowały się dwa prostopadłe nacięcia kompensatora. Uproszczono nieco mechanizm wewnętrzny (zamek i iglicę). Mimo tego M 38/42 nie ustępował walorami bojowymi swojemu poprzednikowi; po kapitulacji Włoch broń produkowana była nadal z przeznaczeniem dla armii niemieckiej. Beretta wz. 38A ważyła ponad 4 kg, szybkostrzelność teoretyczna wynosiła 600 strz./min, a zasięg skuteczny sięgał ok. 200 m. [i]Michał Mackiewicz, pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego Marek szyszko, artysta plastyk, znawca stroju i oręża, ilustrator książek i czasopism[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL