Muzyka

Przekorny pean

Karolina Cicha – na pewno zapamiętamy jej głos po sobotnim koncercie w Parku Wolności
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Z Karoliną Cichą, wokalistką, multiinstrumentalistką, aktorką i kompozytorką, rozmawiamy m.in. o sobotnim, opartym na wierszach Gajcego, koncercie w Muzeum Powstania Warszawskiego
[b]Czy przekładanie tekstów Tadeusza Gajcego na język muzyki sprawiło ci kłopot?[/b]
Karolina Cicha: To są trudne teksty. Należy wyłapać w wersach podstawowe emocje i spróbować przełożyć je na muzykę. Z jednej strony nie zaburzyć nic w wierszu, nie zbanalizować go, ale z drugiej – odpowiednio pokazać uczucia. Na przykład w „Miłości bez jutra” miłości towarzyszył lęk, unosząca się wokół wojenna zawierucha. W tekście tym jest wyraźny przedsmak zagłady, zła. Moje poszukiwania szły w tym kierunku. W piosence „1942. Noc Wigilijna” z jednej strony mamy klimaty świąteczne – dlatego dodałam kilka cytatów melodii kolędowych – z drugiej zaś wynaturzony karnawał, coś bardzo chorego. Święta opisane zostały wyjątkowo przewrotnie, poprzez trupi pryzmat. Interpretując słowa „Lulajże w powrozie, lulajże na haku”, trzeba było wyrazić tęsknotę za prawdziwymi, kojarzącymi się z rodzinną atmosferą świętami w czasie pokoju, a zarazem podkreślić lęk eliminujący całe piękno.
[b]Często w sposób przewrotny...[/b] Gdybym zrobiła „1942. Noc wigilijną” jako zawodzący lament, to mogłoby nie zagrać artystycznie. Stąd cygańska melodyka i brzmienie tamburynu. Niby są wbrew tamtym doświadczeniom, niemniej działają na wyobraźnię słuchaczy. Groteska nie idzie przeciwko tekstowi, ani też równolegle do niego. Dowodzi, iż czasem trzeba coś zrobić na przekór. Moim zdaniem, projekt „Gajcy” jest właśnie taki. Wbrew temu jak chciałoby się uhonorować tamto pokolenie. Bo gdybyśmy chcieli stworzyć pean ku czci Kolumbów, sięgnęlibyśmy po inną muzykę. [b]I wyszedłby patos?[/b] Otóż to. Dalibyśmy Wagnera albo Koniecznego, poważnie wyśpiewaną poezję. Tu natomiast chodziło o to, by pokazać tamtą generację jako ludzi tak samo młodych jak my, którym rzeczywistość – kolokwialne mówiąc – się „skaszaniła”. Trzeba więc ich nieco odbrązowić. Gajcego pokazać jako zwykłego chłopaka i w ten sposób przybliżyć jego doświadczenia młodym ludziom. Bo do mnie nie przemawia patriotyzm fasadowy, z apelu szkolnego. [b]Jesteś w tej chwili twarzą całego projektu. Co ciekawe, przedstawiana też jesteś jako początkująca artystka, podczas gdy masz już na koncie wydane płyty i sporo nagród. Jak się z tym czujesz?[/b] Zgadzam się, że jestem debiutantką na polu rocka. Na ten rok przypadają moje pierwsze doświadczenia z „elektrycznym” zespołem. To wiąże się zaś z atutami dla debiutanta typowymi, czyli straszliwym zapałem do pracy. Frajdą jest czerpanie energii od innych muzyków. [b]Czy przydają ci się też doświadczenia z teatru Gardzienice?[/b] W aspekcie performatywnym, jak najbardziej. To, co robimy w Gardzienicach, czerpie z emocji. Inaczej na pewno nie potrafiłabym kontrolować energii, którą mam przez cały czas trwania koncertu. Myślę, że tutaj pomogła mi tytułowa rola Elektry w przedstawieniu Włodzimierza Staniewskiego. Ta bardzo krwawa postać musi mieć jakby rockową energię. [b]Ideą Gardzienic było wyprowadzenie teatru z miasta na łono natury. Tymczasem bierzesz na warsztat twórczość Gajcego, który od urodzenia aż do śmierci związany był z jednym, konkretnym miastem... [/b] Tak, to prawda, ale kiedy przechodzimy do konkretnej pracy nad muzyką, da się znaleźć związek. I w teatrze, i w projekcie „Gajcy” najważniejszy jest rytm i słowo. Swoją drogą Gardzienice mają sprowadzić się do miasta i za kilka miesięcy rezydencja teatru zacznie działać na terenie SWPS w Warszawie. Skład artystyczny w większości nie mieszka już na wsi – to dojeżdżający warszawiacy. Muzyka, początkowo wyłącznie etniczna, dobierana jest coraz śmielej. [b]Także i ty przeniosłaś się do stolicy. Jak się czujesz po przeprowadzce z Białegostoku do Warszawy?[/b] Bardzo dobrze. Kiedyś znałam ją przede wszystkim z perspektywy Dworca Centralnego, czyli brzydkich budek i spieszących się biznesmenów przyklejonych do telefonów komórkowych. Gdy jednak tu zamieszkałam, okazało się, że w Warszawie mamy więcej parków, niż można by myśleć, a ludzie są bardzo różnorodni. Tu jest miejsce na wiele klimatów. Cieszę się też, że wchodzę w to miasto poprzez historię Powstania Warszawskiego. To uświadamia mi, że na tym miejscu kiedyś komuś bardzo zależało. Warszawa ma tożsamość znacznie głębszą, niż to, co widzi się po wyjściu z pociągu. Ludziom chciało się o to miejsce walczyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL