Styl życia

Kto się boi samolotu

EAST NEWS
Na lęk przed lataniem alkohol nie pomaga, bo wystraszony umysł natychmiast trzeźwieje. Szybciej podziała zdrowaśka. Psychologowie radzą, żeby rozmawiać
– Najgorszy jest moment startu, przeniesienie w sztuczną dla człowieka sytuację. Kulę się cała w fotelu, wbijam paznokcie w oparcie. I – co pewnie dla postronnych jest zabawne – zachowuję się jak kierowca samochodu: ostro hamuję, wciskając stopy w wykładzinę, poruszam niewidzialną kierownicą – opowiada Ewa Rozwadowska, socjolog. – Potem napięcie rośnie jak w dobrze skonstruowanym dramacie. Pytanie goni pytanie: Czy pilot jest odpowiedzialny i zdrowy? Czy samolot miał przegląd techniczny? Mam przyspieszony oddech, próbuję uspokoić się małą butelką wina, ale to nic nie daje. Rozglądam się wokół i ze zdumieniem zauważam, że niektórzy mogą w tej sytuacji spać.
Ewa Rozwadowska nie zawsze bała się latania. Przyznaje, że kiedyś traktowała każdą taką podróż jak przygodę. Strach pojawił się, gdy urodziła dziecko. – Macierzyństwo wywołuje we mnie takie irracjonalne lęki. Czego się boję? Nagłej śmierci. Tego, że nie zdążyłam siebie i bliskich do niej przygotować.  
  Magdalena Oczachowska, projektantka wnętrz, przyznaje, że chyba i ona, i jej bliscy są przygotowani na wszystko, bo ona przed każdym lotem o swoim strachu opowiada. – Takie zagadywanie strachu, w ogóle mówienie o czymkolwiek, byle mówić, bardzo mi pomaga – przyznaje. – O moim lęku opowiadam więc taksówkarzom w drodze na lotnisko. Potem w samolocie buzia mi się nie zamyka. Siedzącym po sąsiedzku opowiadam pół swojego życia. Robię to tak zapamiętale, że w drodze powrotnej nikt ze znajomych nie chce koło mnie siedzieć. Mówią, że zarażam strachem. Co wtedy robi? Obserwuje stewardów. Dość natarczywie. Oni wyczuwają jej strach i czasem próbują reagować. We Włoszech jeden z nich zaaranżował zabawną sytuację, niczym z filmu „Czy leci z nami pilot”. – Usiadł przy mnie – wspomina Oczachowska – mówił cały czas w swoim ojczystym języku, z którego nie rozumiałam ani słowa, ale potakująco kiwałam głową. Po czym kazał mi przyłożyć do uszu dwa styropianowe kubki, były w nich gorące waciki. Ten uroczy Włoch twierdził, że to pomaga, wyrównuje ciśnienie, uspokaja. Oczywiście wszystko wymyślił na poczekaniu, ale w tamtym momencie te kubki, jak klasyczne placebo, dobrze na mnie podziałały.     Doktor Waldemar Krynicki, polski psychoterapeuta pracujący w Paryżu, autor książki „Na początku był lęk”, twierdzi, że rozmowa, o czymkolwiek, w ostateczności choćby i o strachu, świetnie rozładowuje lęk. Jest jak higiena psychiczna. – Moi pacjenci to często osoby, które w samolocie dopada panika – mówi. – Panika to zwielokrotniona reakcja strachu. Różni się od zwykłego strachu tym, że reagujemy w sposób nieskoordynowany, swoim zachowaniem wręcz się pogrążamy, zamiast się ratować. Na tę reakcję składają się: pobudzenie psychoruchowe, płacz, krzyk, szloch, przyspieszone bicie serca, nadmierna potliwość. Niektórzy pacjenci się duszą, mają problemy z układem pokarmowym lub reagują wysypką skórną. Rodzaj dolegliwości zależy od indywidualnej wrażliwości. Pierwsze szwankuje to, co w ciele jest najsłabsze. Według Krynickiego nie ma ludzi, którzy się nie boją. Lęk tkwi w każdym z nas. To jedno z pierwotnych uczuć, z którym nauczyliśmy się sobie radzić. W niektórych sytuacjach jednak się ujawnia, zawodzą wtedy wszelkie mechanizmy obronne. – Im ludzie bardziej myślący, wrażliwi, inteligentni, tym większe ryzyko, że będą się bać. Paradoksalnie: gdy pojawia się pierwotny lęk, nasz system logiczny zamiast pomagać w racjonalizowaniu sytuacji, indukuje strach – mówi Krynicki.     Rutynowy rejs. Pełny samolot startuje z lotniska. Przez kilkanaście minut wszystko wygląda dobrze, gdy nagle wysiada prędkościomierz. Chwilę później wysokościomierz odmawia posłuszeństwa. Rozlegają się alarmy. Komputer na zmianę ostrzega pilotów, że maszyna leci za szybko i za wolno, za wysoko i za nisko. Kilkanaście wykluczających się alarmów w ciągu paru minut i dwóch pilotów starających się odnaleźć w sytuacji. W końcu samolot spada do oceanu z tak ogromną siłą, że w momencie uderzenia prawie nic z niego nie zostaje. Rozpada się na prawie 11 milionów części, wszystkie nie większe od kartki A4. Giną pasażerowie i członkowie załogi...”. – Powinnam była zmienić kanał. Poproszę, żeby ktoś przytrzymał mnie za rękę następnym razem, jak włączę telewizor, a tam będzie film dokumentalny o śmierci 600 osób w katastrofie lotniczej – mówi Zosia Maciejska pracująca w Dublinie. – Latam do Polski trzy, cztery razy do roku. To sześć albo osiem lotów w ciągu 12 miesięcy. Jakie jest prawdopodobieństwo katastrofy? Niewielkie, ale boję się za każdym razem – przy starcie i przy lądowaniu, w trakcie lotu, boję się już nawet wtedy, gdy rezerwuję bilety... Boję się, bo w końcu ktoś kiedyś popełni błąd albo wpadnie w rutynę i seria zbiegów okoliczności spowoduje, że mój samolot znajdzie się w złym miejscu w złym czasie. Że puści nit, uszczelka, wykręci się śrubka... W Düsseldorfie psycholog Marc-Roman Trautmann od lat prowadzi Centrum Badawcze ds. Lęku przed Lataniem. Na podstawie badań twierdzi, że lęk ten rzadko bierze się z negatywnych doświadczeń człowieka z lataniem. Połowa dotkniętych tym problemem pasażerów cierpi na inne fobie życiowe i, co bardzo istotne, jest wyczulona na doniesienia mediów o katastrofach. – Opisy dramatycznych wydarzeń potęgują głęboko zakorzeniony lęk. Im więcej złych informacji na nas spada, tym bardziej maleje nasze zaufanie – mówi naukowiec. Często ci, którzy boją się latania (czyli mają aerofobię, awiofobię), w rzeczywistości nie lubią samolotów z zupełnie innego powodu. Najczęściej się boją: otwartej przestrzeni (agorafobia), burzy i piorunów (keraunofobia), bakterii (bakteriofobia), zamkniętych pomieszczeń (klaustrofobia), podróżowania w ogóle (dromofobia). – Jest nawet taki rodzaj fobii jak strach przed kłębiastymi chmurami – mówi dr Marlena Kossakowska, psycholog, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Ludzie bywają też zaniepokojeni tym, że przebywają wśród tłumu i ten tłum oddycha jakimś sztucznym powietrzem. Niektórzy boją się fizycznych dolegliwości: nudności, szumu w uszach, bólu głowy. Jeszcze inni nie lubią latać nad wodami, bo powoduje nimi lęk przed wodą. Na jaki rodzaj lęku cierpimy, dowiadujemy się najczęściej dopiero podczas psychoterapii. – Najczęstszym problemem jest jednak brak kontroli nad sytuacją – mówi dr Kossakowska.     Plotka głosi, że tak boję się latania, że wynoszono mnie z samolotu na noszach. To przesada – mówi Maks Suski, dziennikarz, zwany przez przyjaciół Nielotem. – Dziś już wiem, że mam w sobie mieszankę różnych lęków, wśród nich agorafobię i lęk wysokości. Nie wsiadłem do samolotu od 1994 r. z innego jednak powodu: nie ja prowadzę tę maszynę. To najgorsze z możliwych uczuć – przymus całkowitego zdania się na kogoś innego. W momencie startu Suski się nie bał. Przeciwnie, miał wtedy stany euforii. Strach przychodził później. – Niby jest spokój i nic się nie dzieje, ale nie mogłem patrzeć przez okno – mówi. – Wystąpiły pierwsze objawy paniki – ogromny strach nie wiadomo przed czym. Miałem wrażenie ściskania mózgu przez wielkie obcęgi. Próbowałem pić drinka jednego za drugim, żeby się znieczulić. Muzyka w słuchawkach na uszach na cały regulator. Ale to nic nie dawało. Przestraszony umysł bardzo szybko trzeźwieje. Starałem się trzymać fason, chyba nie było po mnie widać, że się boję, nawet coś zjadłem! Ale potem przez cały pobyt na wakacjach za granicą myślałem tylko o tym, że będę musiał wrócić. Samolotem. Od 15 lat Maks Suski podróżuje tylko takimi środkami transportu, pod którymi czuć grunt. Gdy umawia się z przyjaciółmi na wyprawę do Turcji lub Portugalii, wyrusza dwa, trzy dni przed nimi. Przyznaje jednak, że gdyby musiał z ważnych powodów osobistych odbyć podróż samolotem, spróbowałby.     Z danych gromadzonych przez Marca-Romana Trautmanna wynika, że na świecie co kilka sekund startuje samolot, a do wypadków lotniczych dochodzi tylko kilkanaście, góra kilkadziesiąt razy do roku. Prawdopodobieństwo katastrofy wynosi ok. 0,0000004 procent. Jazda samochodem jest dziewięć razy bardziej niebezpieczna. Mimo to latania boi się co szósty dorosły człowiek na świecie. „W końcu siedzę w ciśnieniowej rurze ze sterczącymi płatami metalu, ważącej tony, a prującej kilkaset km/h na wysokości niemal 10 km! Do tego widok trzęsącego się skrzydła!” – piszą przerażeni pasażerowie na forum poświęconym lękowi przed lataniem na stronie lotnictwa cywilnego. Pokonanie strachu to dla nich ogromny sukces. Przebyty bez lęku lot świętują jak zdobycie Mont Everestu. Gdy zdrowaśki i alkohol nie skutkują, sięgają chociażby po farmakologię. – To jednak tylko zniesienie symptomów lękowych, w dodatku chemiczna ingerencja w organizm – mówi dr Krynicki. – Lepiej pokonać lęk za pomocą kilkutygodniowej terapii. W samym samolocie zaś zamiast tabletek proponuję pomocne w sytuacji strachu ćwiczenie. Należy powtarzać pięć słów bez związku. Na przykład: ocean, trawa, jabłko, kot, widelec. Nasz system logiczny wówczas się zatrzymuje, nie jest w stanie podążać dwoma torami myślenia naraz, szuka kolejnych bezsensownych słów, zamiast się zastanawiać, czy samolot spadnie i dlaczego. Dr Kossakowska radzi, by głowa zaczęła myśleć wręcz ekstremalnie. – Wyobraźmy sobie tę katastrofę, najgorsze rzeczy i siebie samych w sytuacji bez wyjścia, nawet swoją własną śmierć. Wbrew pozorom to uspokaja, oswaja najgorszy z możliwych strach – mówi.     Zbigniew Pręczak, menedżer, opowiada, że ze strachem przed lataniem poradził sobie w końcu sam. Najpierw przeglądał wszystkie możliwe statystyki i informacje dotyczące katastrof lotniczych, zwracając uwagę na płynące z nich pozytywy. – Ze zdumieniem odkryłem, że to mit, że wszystkie wypadki lotnicze są śmiertelne. Ze statystyk wynika, że nawet jeśli dojdzie do wypadku, to i tak „szansa” na śmierć wynosi 10 proc. – mówi. Rezerwując bilety, przybrał strategię: zawsze daleko od okna. Alkoholu nie pije, bo na długich trasach po kilku godzinach przychodzi kac i wtedy jest się na niepokoje bardziej podatnym. By być spokojnym, obserwuje stewardesy. Jeśli beznamiętnie zajmują się kanapkami, wszystko musi być w porządku. W końcu przestał też przejmować się drganiami samolotu. Był kiedyś zaproszony do kabiny pilota i ten ze śmiechem powiedział mu, że dopóki drga, to leci. To naturalne, tak jak drżenie samochodu na wybojach. Martwić się trzeba, jeśli samolot drgać przestanie. – Najbardziej jednak uspokoiły mnie wycieczki na Okęcie – mówi Pręczak. – Patrzenie, jak samoloty co chwilę startują i lądują. I nic, zupełnie nic się nie dzieje. Podstawowa staje się myśl, że latanie to zupełnie już zdemokratyzowana, masowa forma transportu, a dla pilotów samolotów kaszka z mleczkiem, rutyna.     Do tego, że panicznie boją się latać, przyznali się w mediach m.in.: Aktorki: Winona Ryder, Jennifer Aniston Prezenterki telewizyjne: Magda Mołek, Kinga Rusin Polscy aktorzy: Paweł Małaszyński, Andrzej Zieliński       Dane Centrum Badawczego ds. Lęku przed Lataniem w Düsseldorfie  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL