Styl życia

Remiz tkacz

Remiz, Remiz pendulinus. Długość ciała 10 – 11 cm, waga 9 – 11 g. Chroniony
Rzeczpospolita, Tomasz Kłosowski Tomasz Kłosowski
Niewielki ptaszek. Trochę szary, trochę bury. Nie wyróżnia się śpiewem, choć należy do słynących z wokalnych popisów ptaków wróblowych.
Ale za to jakie ma gniazdo! Rzadki to w przyrodzie przypadek, że gniazdo zauważamy łatwiej niż jego budowniczego i zarazem właściciela. A remiza często zauważamy jednocześnie – jak się uwija przy gnieździe. Luksusowa sytuacja dla obserwatorów nadwodnej przyrody.
[srodtytul]Z rurką albo z dziurką[/srodtytul] Kto wybierze się na spływ kajakiem niewielką rzeką albo zawędruje na skraj zarośniętego stawu czy zalewu, może ze zdumienia przetrzeć oczy. Oto na samym koniuszku zwisającej nad wodą gałązki wierzby płaczącej lub brzozy ktoś zawiesił dziwny jajowaty twór, wyglądający jak utkany z wojłoku. Często ma z boku owalny otwór, ale zamiast niego może mieć rurkę z otworem zrobioną z tego samego materiału i tworzącą z resztą zgrabną całość.
Komu ten obiekt nie wygląda na dzieło ptaka, rychło ma szansę się przekonać, jaka jest prawda. Oto słyszymy w pobliżu przeciągły gwizd i wśród gałązek poczyna się uwijać mały czarnobrewy ptaszek. Jeżeli worek ma jeszcze duży otwór albo dwa takie po obu stronach, to prawie na pewno ptak będzie miał dziób zapchany wierzbowym albo topolowym puchem. Kończy budowę tego osobliwego gniazda. Jeżeli w miejscu otworu wystaje rurka – to gniazdo już jest gotowe i możemy ptaka przy nim nie zobaczyć. Chyba że w środku są już pisklęta. Wtedy samica ptaszka o dość osobliwej nazwie remiz co rusz podlatuje i wchodzi przez rurkę, by karmić latorośl. Samiec buduje kunsztowną kolebkę, samica wysiaduje w niej maleńkie białe jajka, a potem karmi przychówek. Ojca już wtedy nie ma – zbyt dużo energii włożył w tkanie gniazda, jak się okazuje, nie jednego – by miało mu jej starczyć jeszcze na dbanie o rodzinę. Zostawia to swej, na ogół tylko chwilowej, partnerce. Remizy nie są przy gniazdach zbyt lękliwe, można im się przypatrywać z odległości kilku kroków. Byle bez gwałtownych ruchów, prób zaglądania do gniazda. [srodtytul] Buduję, więc jestem... jurny[/srodtytul] Kunszt, z jakim remizowy samiec tworzy swój worek, zdumiewa u tak drobnej ptaszyny. Zaczyna się wszystko od zbierania włókien roślin, pasków kory wierzbowej i podobnych niby-sznurków, które nasz skrzydlaty rzemieślnik oplata wokół końca pionowo zwisającej gałązki. Stopniowo tworzy z nich rodzaj szkieletu, który obtyka mniejszymi włóknami wczesną wiosną, a kotkami z drzew u progu lata, gdy te zaczynają owocować. Toteż wczesnowiosenne gniazda są szarawe, a późniejsze białe, choć i wtedy giną na tle wierzbowych liści o jasnych podbiciach. Samiec zaczyna budowę wielu gniazd. Robi to nie dlatego – a w każdym razie nie tylko dlatego – żeby mieć gdzie mieszkać, ukryć się, ale nade wszystko, by pokazać, na co go stać. Dać świadectwo swojej sprawności. Znamienne, że samce remiza śpiewają skromnie i cicho. Ich śpiewem jest bowiem właśnie... tkanie gniazd. To ich główny godowy popis. Mylimy się jednak, sądząc, że ptasie samice są wrażliwe na elegancję gniazd, raczej chodzi tu o pewien rozmach, wręcz rozrzutność, świadczące, że samiec jest dobrze odżywiony, zdrowy, jurny. Warto z niego więc uczynić ojca potomstwa. Owe gniazda są po trosze jak nasze pierścionki zaręczynowe, bezpośrednio na niewiele się przydają w życiu, ale ważny jest ich koszt i trud zdobycia zapowiadający naszą skłonność do poświęceń. [srodtytul] W zaciszu pantofla[/srodtytul] Samiczka składa jajka do gniazda wybranego samca, nieraz przedtem wykańczając rozpoczętą przez niego konstrukcję. Nie znaczy to, że weszła z nim tym samym w ptasi związek małżeński. Takie w świecie remizów są raczej rzadkością. Samice często składają jaja do gniazd różnych samców. Nawet gdy któraś złoży tylko jednemu, i tak on ją łatwo opuszcza. Tka kolejną wiszącą kolebkę i wabi następną partnerkę. Osamotniona samiczka nie jest jednak zbytnio narażona na niebezpieczeństwa czy głód. Miękkie ściany dają dobre schronienie lęgowi, można go na jakiś czas zostawić i polecieć coś zjeść. Jest też to gniazdko wiszące na końcu gałęzi trudno dostępne dla wrogów. Jego ścianki są przy tym zadziwiająco mocne. Kiedyś takich gniazd używano podobno jako pantofli dla dzieci! Mięciutkich i ciepłych. Choć remiz jest więc tkaczem, to można go też uznać za... szewca. Losy lęgów remiza są jednak niepewne. Wiele jaj jest porzucanych przez samice „bez podania przyczyny”. Wydaje się, że obie płci prześcigają się w swoistym marnotrawstwie. Widocznie służy to jednak rozrodowi gatunku, bo liczebność remizów wzrasta. Ponieważ przy gniazdkach często widać pary ptaków, kiedyś sądzono, że tworzą one przykładne i wierne małżeństwa. Ale po bliższych badaniach i ten bastion monogamicznej wierności w przyrodzie upadł. U remizów nie jest więc tak jak we wzorowej ludzkiej rodzinie. Już prędzej tak jak na zabawie w remizie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL