Styl życia

Wojna na quady

Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Quadowcy mówią o poczuciu wolności i szczęściu. Strażnicy przyrody o zdewastowanych rezerwatach. Właściciele prywatnych lasów zapowiadają zaciętą walkę.
Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej"
Niedawno głośno było o akcji straży Kampinoskiego Parku Narodowego, która osaczyła i zatrzymała najzuchwalszą z grup jeźdźców na quadach urządzających nielegalne rajdy po Kampinosie. – Tropiliśmy ich przez parę tygodni. Rozpoznaliśmy trasy, którymi jeżdżą. W końcu dopadliśmy ich podczas przeprawy przez jeden z błotnistych kanałów przecinających puszczę. Wystawiliśmy mandaty w maksymalnej wysokości, po 1000 złotych, a dwóch będzie miało sprawy sądowe za napaść na funkcjonariuszy. Kanał okazał się dla nich prawdziwym kanałem – nie ukrywa satysfakcji komendant straży Artur Kenig i dodaje: – A niby normalni ludzie, 30 – 40 lat, ojcowie rodzin. Jeden z nich jeździł zresztą z 16-letnim synem. Za kierownicą quada w wielu ludziach budzi się idiota.
Całkowicie odmienną opinię mają na ten temat sami quadowcy: ich zdaniem quad czyni człowieka szczęśliwym. – Nie ogranicza nas droga, teren czy pogoda. Quad daje fantastyczne poczucie wolności. A więc subiektywne szczęście – podkreśla jeden z działaczy ruchu quadowego i znany zawodnik. – Moje pasje motoryzacyjne zaczęły się od motoroweru. Potem jeździłem motocyklami, m.in. crossowymi. Ale dopiero dzięki quadowi mogłem bezpiecznie zrealizować dawne marzenia o jeździe z dala od dróg, w swobodnym kontakcie z przestrzenią – wyjaśnia inny z pionierów quadów w Polsce, przedsiębiorca z południa kraju.     Niewiele pojazdów budzi tak silne emocje i kontrowersje, jak ten mały dziwny wehikuł, skonstruowany przed 40 laty przez inżynierów Hondy. Przypomina jednocześnie traktor, motocykl i samochód terenowy. Miał służyć głównie ratownikom, leśnikom i kowbojom, ale szybko poznali się na nim miłośnicy sportów motorowych i turyści. Quad może jeździć po stromych stokach i wertepach, gdzie czasem trudno przejść na piechotę. Równie dobrze radzi sobie w głębokim błocie i w śniegu. Zaopatrzony w odpowiednio duże koła nie tonie, a z dodatkowymi urządzeniami może pływać jak amfibia. Najwięcej quadów jest dziś w Stanach Zjednoczonych, aż 5 – 7 milionów. Do Polski moda na nie przyszła właśnie z Ameryki – pierwsze pojawiły się w połowie lat 90. na Podhalu. Dziś przed co drugim domem w okolicach Nowego Targu, gdzie góralski zwyczaj każe trzymać na ludzkim widoku dobra, którymi można się pochwalić – obok samochodu stoi quad, zwany czasem wszędołazem. W tym roku na wiosnę kierowcy qua- dów wylegli na polne i leśne drogi, nadrzeczne łęgi i miejskie ulice w tak wielkiej liczbie, że ojcowie miasta zdecydowali się wydać im wojnę. Z powodu quadów brzegiem Dunajca nie dało się chodzić. Niektórzy quadowcy ruszyli, spędzając pieszych turystów, nawet na górskie szlaki w Gorcach. – Dzięki akcjom straży miejskiej, policji i straży granicznej dość szybko opanowaliśmy sytuację w okolicach miasta. Właściciele prywatnych lasów, a jest tu ich 75 proc., muszą się jednak bronić sami. Przekopują leśne drogi i mówią o przegradzaniu ich linami. Zapowiada się zacięta walka, być może z ofiarami – niepokoi się burmistrz Nowego Targu i przewodnik górski Marek Fryźlewicz. Podobna batalia trwa już od schyłku zimy w lasach państwowych w całym kraju, zwłaszcza w kompleksach leśnych w pobliżu wielkich miast. Pod Warszawą lasy w okolicach Chojnowa, Drewnicy, Jabłonny są przez quady dosłownie rozjeżdżane. Niszczą one drogi, młodniki i runo leśne, płoszą zwierzynę i ptaki, a podczas suszy mogą być przyczyną pożarów. Według przepisów wolno im poruszać się w lasach, jako „pojazdom silnikowym”, tylko po wyznaczonych, stosunkowo nielicznych drogach. Ale ich kierowcy najbardziej lubią jeździć po rezerwatach. – Chronione bagienko z rzadkimi roślinami po paru przejazdach kilku qua-dowców przestaje istnieć – podkreśla Anna Malinowska z Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. – Sami sobie z tym nie poradzimy. Nasza straż nie ma qua- dów. Kierowców wjeżdżających do lasu trudno zidentyfikować, bo zasłaniają twarze chustkami, a numery rejestracyjne, jeśli nawet je mają, co nie jest wymagane, ukrywają – wyjaśnia.     Leśnicy spod Warszawy proszą czasem o pomoc wyposażonych w quady policjantów z centrum szkolenia w Legionowie. Ale inni uważają, że nie tędy droga. Dla części qua- dowców główna atrakcja to właśnie wymykanie się strażnikom. A prawdziwy pościg policji, ze scenami jak z kowbojskich filmów, może dostarczyć im jeszcze więcej adrenaliny. – Najwyższy czas, by sprawę quadów ucywilizować – przyznaje redaktor naczelny wortalu i dwumiesięcznika „Qua- dzik” Grzegorz Głowienka. Liczbę quadów ocenia się dziś w kraju na 60 – 80 tys. W tym roku może ona wzrosnąć do 100 tys. Wszędołaz z samej swej istoty jest potencjalnym zagrożeniem dla przyrody i krajobrazu. Ilu właścicieli quadów jest w stanie i chce to rozumieć? Wymiana zdań na forach internetowych dla quadowców ogranicza się do marek, cen i techniki. Z punktu widzenia leśników, ekologów i większości turystów kierowcy quadów to gromada bezmyślnych miłośników hałasu i spalin. – Oszołomy zdarzają się w każdym środowisku. Większość z nas jeździ tam, gdzie wolno, i niczemu i nikomu nie zagraża. Dwie godziny na torze z ostrymi podjazdami, w fontannach wody i błota to doskonały sposób na stres, lepszy niż basen czy masaż. Quady kupują najczęściej poważni ludzie, właściciele firm i menedżerowie koło trzydziestki. Ale wsiadają na nie nawet osoby po siedemdziesiątce – przekonuje Grzegorz Głowienka. Zdaniem zorganizowanych i świadomych quadowców najwięcej radości daje jazda sportowa i uczestnictwo w imprezach quadowych. Podobno ci, którzy trafili na tory, do lasów już nie wracają. Ale w piknikach i zawodach uczestniczy tylko elita, ok. 3 tys. quadowców. Kim są pozostali, właściwie nie wiadomo. W każdym razie leśnicy nie mają złudzeń. – Może duży numer rejestracyjny wymalowany na trwałe na każdym quadzie pozwoliłby ograniczyć tę plagę? – zastanawia się Anna Malinowska.     Quad to otwarty pojazd terenowy z motocyklową kierownicą, zwykle czterokołowy, z napędem na dwa lub cztery koła, na którym kierowca siedzi tak, jak jeździec na koniu. Najmniejsze z nich mają silniki o pojemności 50 – 100 cm sześc. i osiągają 40 – 60 km/h. Największe – nawet ponad 1000 cm sześc. – mogą się rozpędzić do ok. 140 km/h. Markowe – japońskie i amerykańskie – kosztują od 15 do nawet 50 tys. zł. Nieco tańsze są z Tajwanu. Zdecydowana większość sprzedawanych w Polsce quadów to import z ChRL. Małego chińskiego quada o uproszczonej konstrukcji można kupić już za ok. 1500 zł. Wyposażenie kierowcy (kask, rękawice, buty, gogle) to koszt 1000 – 3000 zł. Pojazd zużywa na 100 km, zależnie od pojemności i terenu, od 8 do ponad 20 litrów benzyny. Quada można także wypożyczyć – od 100 do 180 zł za godzinę. Poza drogami publicznymi quadami można jeździć na razie (zmieni to przygotowywana ustawa) bez rejestracji i prawa jazdy – np. po polnych drogach i terenach prywatnych. Zakazany jest, poza drogami dopuszczonymi do ruchu pojazdów silnikowych, wjazd do lasów. W Polsce powstało dotychczas ok. 100 miejsc do sportowej jazdy quadami, w tym blisko 30 torów z prawdziwego zdarzenia.         Michał Jagoda, komendant Straży Gorczańskiego Parku Narodowego Rz: Komu szkodzą quadowcy? Michał Jagoda: U nas, w Gorcach, głuszcom, rysiom i wilkom. Wystraszone niesamowitym hałasem, wynoszą się w spokojniejsze, ale ze względów biologicznych gorsze dla nich okolice. Oczywiście roślinom, zwłaszcza na terenach podmokłych. No i turystom, którzy muszą uciekać ze szlaków pod gradem kamieni i grud ziemi lecących spod kół. Największy napór quadowców mamy na szlakach od Nowego Targu na Turbacz i od strony Ochotnicy. W niedziele notowaliśmy jeszcze niedawno po 20 i więcej nielegalnych wjazdów do parku. Teraz trochę mniej, bo naszym patrolom pomaga w najgorsze dni Straż Graniczna, która ma służbowe quady i dobre samochody terenowe. A na co dzień jak sobie radzicie? Mamy szansę zatrzymać quadowca, kiedy ten, nie wiedząc, że jesteśmy w pobliżu, podjedzie pod schronisko, np. na Turbaczu, i pójdzie na piwo. W innym przypadkach karać jest bardzo trudno. Kierowca quada wie, że w kasku z ciemną szybą nikt go nie rozpozna. Śmieje się nam w oczy, a nieraz, po alkoholu, obrzuca wyzwiskami albo pokazuje obraźliwe gesty. Oni wsiadają na quady po to, żeby poczuć się dzikimi ludźmi, którzy mają w nosie wszystko i wszystkich. Na tym tutaj polega główna radość. Przecież macie broń? Do obrony własnej, a nie np. do strzelania do opon czy innych takich zabaw. Moglibyśmy może kłaść np. kolczatki, ale prawnicy twierdzą, że to niezgodne z przepisami. Gdzie mają jeździć quadowcy? Czy rzeczywiście państwo ma każdemu gwarantować możliwość uprawiania każdego sportu? Niech sobie zresztą jeżdżą, gdzie chcą, ale wiem jedno – wara im od parków narodowych.         Krzysztof Dymura, nadkomisarz, pracuje w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie Rz: Kierowcy quadów twierdzą, że trwa nagonka na nich i że ma w tym udział także policja. Krzysztof Dymura: To nie żadna nagonka, tylko zdecydowana reakcja na zachowanie części quadowców. Dla prawdziwych miłośników tego sportu jazda na czterokołowcu to styl życia. Oni akurat przepisów nie łamią. I rzeczywiście nie bardzo mają gdzie jeździć. Stąd się biorą pretensje do nas. Ale muszą sobie zdawać sprawę, że opinię o quadowcach urabia ta mniejszość, która szaleje po lasach. Czy reakcja policji jest rzeczywiście zdecydowana? Musimy działać w zgodzie z przepisami i zasadami sztuki. A to oznacza, że nie możemy stosować takich metod, np. brawurowych pościgów, które zamiast zmniejszać, jeszcze zwiększyłyby zagrożenie na drogach i szlakach turystycznych. Nie chodzi o to, by komuś, w tym nawet najbardziej rozzuchwalonemu quadowcowi, zrobić krzywdę. Jednocześnie dopóki nie ma obowiązkowej rejestracji quadów, są i będą wielkie kłopoty z identyfikacją sprawców wykroczeń. Jeśli ludzie przysyłają nam zdjęcia quadów z kierowcą, którego twarzy nie widać, niewiele nam to daje. No, ale przynajmniej wiemy, że na daną okolicę trzeba zwrócić uwagę. A przysyłają? Coraz więcej. To znaczy, że problem narasta. A także że nie ma zgody na to, by część quadowców mogła korzystać z modnej rozrywki kosztem innych obywateli i przyrody. Czyli naruszając zasady współżycia społecznego i prawo, w tym np. prawo własności w przypadku lasów prywatnych. Może to właśnie irytacja innych kręci quadowców? Możliwe, że niektórych tak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL