Telewizja

Trudno być synem Donalda

AP
Z Kieferem Sutherlandem rozmawia Dawid Muszyński
[b]RZ: Jak często myli się panu rzeczywistość z fikcją? W końcu jako Jack Bauer w serialu „24 godziny” występuje pan już od ośmiu lat...[/b]
Powiem szczerze, że zdarza mi się wybuchać gniewem podobnym do tego, który widzowie znają z serialu. Raz tak się utożsamiłem ze swoim bohaterem, że uciekając z restauracji przed znajomymi, wyskoczyłem przez okno w toalecie. Poza tym trudno mi uciec od postaci, którą gram. Większość moich przyjaciół zapomniała, że na imię mam Kiefer i zwraca się do mnie per Jack. Nawet mojej mamie się to zdarza. [b]Może postać, którą pan gra, przypomina jej kogoś?[/b]
No, bez przesady. Byłem trudnym dzieckiem i po dziś dzień przepraszam moją mamę za wiele rzeczy, które zrobiłem, ale nigdy nie byłem ścigany przez ugrupowania terrorystyczne... [b]Był pan trudnym dzieckiem?[/b] Moja mama miała bliźniaki. Mnie i siostrę. Zawsze, gdy coś zbroiłem, a zdarzało się to bardzo często, zwalałem winę na siostrę. Nie wiem, jak to się działo, pewnie przez moją dziecięcą urodę, ale mama zawsze mi wierzyła. Siostra do dziś ma mi to za złe. Głównym moim problemem był fakt, że nie przepadałem za szkołą. Ale mama postawiła sobie za cel życiowy, by mnie do niej przekonać. Pamiętam, że raz przekupiła mnie pięknym i odjazdowym plecakiem. To było wtedy porsche wśród plecaków. Powiedziała, że jeżeli będę chodzić do szkoły, to mi taki kupi. Więc ja biedny, naiwny siedmiolatek chodziłem dzień w dzień pilnie na lekcje, marząc o upragnionym przedmiocie. Co się jednak okazało? Mama postanowiła mnie przechytrzyć i odpicowała mój stary plecak. Wyszyła na nim moje imię wraz z ogromną liczbą kwiatków. Nie mogłem się z nim pokazać kolegom. Pierwsze, co zrobiłem, idąc do szkoły, to wkradłem się do jednego z ogródków i zakopałem ten nieszczęsny plecak. Mamie wmówiłem, że ktoś mi go ukradł. To jest właśnie jedna z tych historii, za którą moją mamę do dziś serdecznie przepraszam. [b]To popadanie w kłopoty zostało panu po dziś dzień.[/b] Jak każdy lubię się zabawić ze znajomymi i czasem trochę wypić. Ale z tego, co mi wiadomo, po alkoholu staję się bardzo rozmowny i zabawny. Z drugiej strony – te moje zabawy już niejednokrotnie przysporzyły mi nie lada kłopotów. Wolałbym o nich nie rozmawiać. [b]A jak pan się odnajduje w roli ojca?[/b] Wydaje mi się, że bardzo dobrze. Z osiemnastoletnią córką świetnie się dogaduję. Od kiedy pamiętam, zawsze mogłem z nią o wszystkim porozmawiać, łącznie ze sprawami damsko-męskimi. Nie oznacza to oczywiście, że na wszystko jej pozwalam. Mamy kilka zasad, na przykład moja córka zawsze przyprowadza na obiad swojego nowego chłopaka. W tym właśnie momencie odzywa się we mnie Jack Bauer i zaczyna się przesłuchanie w stylu: „Kim jesteś?”, „Co robisz?” oraz moje ulubione „Jakie masz intencje w stosunku do mojej córki?”. Każdy z jej chłopaków był przestraszony. Pewnie w głowie odtwarzali obrazy z „24 godzin” i myśleli, że zaraz przyłożę im do skroni broń, jeśli nie zaczną mówić prawdy. [b]Zarówno w życiu, jak i serialu, został pan dziadkiem.[/b] To prawda. Moja starsza córka urodziła chłopca, który ma już pięć lat. To przecudny maluch, który nie został jeszcze skażony rzeczywistością i żyje w swoim małym, dziecięcym świecie. Dlatego uwielbiam spędzać z nim czas. Roztacza wokół siebie aurę niebywałego optymizmu. [b]Nie czuje się pan za młody na wnuki?[/b] To trochę skomplikowana historia. Wziąłem ślub w wieku 20 lat z Camelią Kath, która już wtedy miała ośmioletnią córeczkę Sarah. Jej biologiczny ojciec zmarł, więc wychowałem ją jak własne dziecko. Później na planie jednego z filmów, w którym grałem, Sarah poznała pewnego młodego człowieka, z którym się związała. Co dziwne, przez okres dwóch lat ukrywała ten fakt przede mną. Chyba bała się jak zareaguję. Z tego związku urodził się mój pierwszy wnuk. [b]Skoro już rozmawiamy o rodzinie. Jak to jest pracować w cieniu swojego ojca, który jest jedną z największych gwiazd Hollywood.[/b] Być synem Donalda Sutherlanda jest dość trudno. Na początku mojej kariery wszyscy mierzyli mnie jego miarą, a dla mnie geniusz jego aktorstwa był nie do powtórzenia. Teraz, gdy już wyrobiłem sobie markę, jest łatwiej. Muszę się jednak przyznać, że przez dłuższy czas nie oglądałem filmów, w których grał ojciec. Były dla mnie po prostu nudne. Proszę to zrozumieć, byłem wtedy dzieckiem. Pamiętam jednak, że kiedyś usiadłem przez telewizorem i w ciągu jednego wieczoru obejrzałem pod rząd kilka jego filmów, między innymi „M.A.S.H.”. Gdy tylko zakończyłem ten maraton, chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do ojca. Była to chyba jedna z najdłuższych rozmów, jaką przeprowadziliśmy. Naprawdę powaliło mnie to, co zobaczyłem. Wtedy właśnie uzmysłowiłem sobie, że moim ojcem jest wybitny aktor. [b]Nazwisko pomogło panu w karierze?[/b] Na pewno otworzyło wiele drzwi, ale dobrze wiem o tym, że i wiele furtek pozostało zamkniętych – właśnie przez nazwisko. Moja mama, tak jak i ojciec, na każdym kroku mojej kariery bardzo mnie wspierała, nie dając mi do zrozumienia, że muszę iść w ślady wielkiego Sutherlanda. [b]A jest pan pewien, że zostanie aktorem to była w pełni pańska decyzja?[/b] Mój ojciec jest bardzo zaborczy, jednak decyzję co do mojej przyszłości pozostawił mnie. Zadebiutowałem na planie filmowym w wieku 11 lat i już wtedy wiedziałem, że to jest to, co chcę robić do końca życia. W wieku 16 lat zagrałem swoją pierwszą większą rolę. Byłem strasznie podekscytowany i zadowolony, że udaje mi się spełniać marzenia. Pamiętam, że poszliśmy wtedy całą ekipą do chińskiej restauracji na obiad. Po posiłku każdy dostał ciasteczko z wróżbą. Moja brzmiała „Idź do domu!”. Do dziś się zastanawiam, czy nie sprzeciwiam się moim aktorstwem prawom wszechświata. [b]Może dlatego postanowił się pan zabezpieczyć i założyć firmę fonograficzną?[/b] Współzałożyłem. Obecnie jestem odpowiedzialny tylko za papierkową robotę. Gra w serialu pochłania tyle czasu, że fizycznie nie daję rady. Jednak biznes się kręci, nie mamy oczywiście szans z wielkimi wytwórniami, ale znaleźliśmy swoją niszę. Obecnie reprezentujemy cztery moim zdaniem bardzo dobre zespoły. Niedawno popełniłem wielki błąd, twierdząc, że poradzę sobie jako menedżer zespołu. To doświadczenie tak dało mi w kość, że zapamiętam je do końca życia. Moi przyjaciele specjalnie o to zadbali, nagrywając wszystko i wydając to w postaci filmu dokumentalnego „I trust you to kill me”. [b]Podobno w pana domu nie ma luster. To wynik jakiegoś urazu?[/b] W moim domu wisi jedno jedyne lustro w łazience, przy którym sprawdzam, czy mam równo założony krawat. I to nie jest kwestia urazu, po prostu nigdy nie lubiłem się sobie przyglądać. To brzmi trochę zabawnie, zważywszy na zawód, który wykonuję. Kiedy zobaczyłem się pierwszy raz na dużym ekranie, pomyślałem „Kurczę, wyglądam okropnie. Rozwaliłem cały film swoim wyglądem. To już koniec mojej kariery”. Film odniósł jednak sukces, a ja doszedłem do wniosku, że to chyba ja mam problem z zaakceptowaniem swojego wyglądu. Widzowie najwyraźniej nie. [b]Wracając do „24 godzin”. Kiedyś powiedział pan, że zagra w co najwyżej pięciu sezonach tego sensacyjnego serialu. Teraz zakończyliście nagrywać siódmy. Co dalej?[/b] Co dalej? Rozpoczynamy ósmy. Dopóki scenarzyści będą tworzyć znakomite scenariusze, będę brał w tym serialu udział. Wiem, że kiedyś myślałem, że będzie tylko pięć sezonów. Bo spójrzmy prawdzie w oczy – ile złych dni może mieć jeden człowiek... [b]Trudno być Jackiem Bauerem?[/b] Cholernie. Gdy przypomnę sobie rzeczy, które musiałem robić, wciąż nie mogę uwierzyć, że nic mi się nie stało. A ile razy, wykonując skomplikowane akrobacje, ucierpiałem. Raz, kiedy wdrapywałem się po winorośli na chińską ambasadę, ścianka, do której roślina była przytwierdzona, runęła ze mną na dół. Innym razem, gdy z kopniaka otwierałem drzwi, te wyleciały z framugi i uderzyły mnie w twarz. Niech mi pan wierzy, życie Bauera nie należy do tych przyjemnych. [b]Nie czuje się pan więźniem tej jednej roli? Pytam, dlatego że postacie, które gra pan ostatnio w filmach, są łudząco podobne do bohatera „24 godzin”.[/b] Staram się, jak mogę, by moje role były różnorodne. Jednak dostaję wyłącznie takie scenariusze, które przewidują, że moja postać jest zawsze jakoś związana z agencją bezpieczeństwa narodowego. Błagam pana, niech pan powie, że to nie są identyczne role, bo się załamię. [b]No dobrze, trochę się różnią.[/b] Ale z pana wazeliniarz! Ale rozumiem, że robi pan to w dobrzej wierze. Inaczej bym się obraził i zakończyłbym naszą rozmowę.... [b]Ten rok był dla pana szczególny. Po latach ciężkiej pracy otrzymał pan swoją gwiazdę na słynnej alei gwiazd.[/b] To było dla mnie naprawdę wielkie wydarzenie. Przyjechał mój ojciec, moja najstarsza córka i wielu innych członków rodziny. W pewnym momencie poczułem się jednak nieswojo. Cała ekipa serialu „24 godziny” postanowiła przyjechać na tę małą ceremonię. Ale dosłownie cała. Wszyscy dźwiękowcy, kamerzyści, wizażyści, w sumie 128 osób, z którymi pracuje od kilku lat. Kiedy odsłaniałem gwiazdę i rozejrzałem się dookoła, pomyślałem: „Kurczę, to chyba jest jakaś ściema. Czy ja nie jestem przypadkiem na planie serialu? O Boże, pomyliłem plany! To żart – pułapka!”. [b]Właśnie. Słyszałem, że prowadzi pan istną wojnę na psikusy z kolegą z planu „24 godzin” – Carlosem Bernardem.[/b] Mam nadzieję, że się panu nie poskarżył. Owszem, toczymy ze sobą pewnego rodzaju bezkrwawą wojnę. On mi robi jakiś żart, a ja mu się odpłacam. Ostatnio uknułem wspaniały plan. Skontaktowałem się z moim dobrym znajomym, który jest reżyserem, by złożył Carlosowi ofertę zagrania w jego nowym filmie. Skonstruowaliśmy nawet wstępną umowę, którą mieliśmy przesłać do jego agenta. Zdjęcia miały się odbyć w Nikaragui, gdzie chcieliśmy wysłać Carlosa z… biletem w jedną stronę. Oczywiście na miejscu nikogo by nie było. Jednak wycofałem się z tego pomysłu. Szykuję coś znacznie gorszego. [ramka][b]Kiefer Sutherland[/b] Naprawdę nazywa się Kiefer William Frederick Dempsey George Rufus Sutherland, ma 42 lata, urodził się w Londynie i jest synem słynnego aktora Donalda Sutherlanda. Od lat widzom telewizyjnym kojarzy się przede wszystkim z rolą Jacka Bauera, głównego bohatera kultowego już serialu sensacyjnego „24 godziny” (był za nią sześciokrotnie nominowany do nagród Złotego Globu i Emmy, obie statuetki zdobył raz). Ale ma też w dorobku wiele udanych ról kinowych: w „Młodych strzelbach” (1988), „Linii życia” (1990), „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną” (1992), „Ludziach honoru” (1992), „Trzech muszkieterach” (1993), „Czasie zabijania” (1996), „Mrocznym mieście” (1998) czy „Telefonie” (2002). Aktor z wielką charyzmą, najczęściej obsadzany w rolach samotników zdecydowanych na wszystko, zawziętych i zdeterminowanych. Prywatnie kocha udział w rodeo i hokej na lodzie. Był zaręczony z Julią Roberts, ale porzuciła go na trzy dni przed ślubem. Co pewien czas tabloidy informują o jego alkoholowych ekscesach. [/ramka]Przez 24 godziny 6 [i]20.00 | Canal+ Film | PIĄTEK – NIEDZIELA Mroczne miasto 23.40 | tvn | SOBOTA 24 godziny 3 22.05 | polsat | NIEDZIELA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL