Warszawa

Muzyka, która ma krew i flaki

NoMeansNo wystąpią w piątek w szacownych murach Zamku Ujazdowskiego
materiały prasowe
Grali u nas wielokrotnie i zawsze dla pełnych sal. Nic dziwnego – są największą żywą legendą sceny hardcore, której wpływy sięgają daleko poza gatunkowe granice. Teraz NoMeansNo zagrają w CSW
Zawsze byli inni. Fascynował ich punk, ale ponieważ mieszkali w Vancouver, a nie w Londynie ominął ich etos punkowej rewolty. Byli wielkimi fanami The Ramones, ale równie chętnie słuchali Milesa Davisa i George’a Clintona. W połączeniu z wrodzonym humorem i dystansem do wszelkich idei pozwoliło im to stworzyć porcję wielowątkowego hałasu okraszonego refleksyjnymi, ironicznymi tekstami. Robią to już od 30 lat.
Wszystko zaczęło się w 1979 r., kiedy to bracia Rob i John Wright postanowili założyć zespół. Występowali jako perkusyjno-basowy duet, co automatycznie zwróciło na nich uwagę lokalnej publiczności. Prasa pisała, że brzmią jak „Motorhead po szkole muzycznej“. Sami bracia kształtowali oryginalny styl. Wydana w 1982 roku płyta „Mama“ potwierdziła, jak bardzo był on oryginalny, dając jednocześnie początek kilkunastoalbumowej dyskografii, skrzącej się od perełek niezależnego grania. – Lubię muzykę surową i agresywną – przekonywał w jednym z wywiadów Rob Wright. – Muzykę, która nie boi się wściekłości, nie boi się wyjścia poza schematy, nie boi się pasji. Muzykę, która ma w sobie krew i flaki.
Chociaż tych elementów nie brakuje na żadnej z płyt Kanadyjczyków (od 1983 roku nagrywanych już w trio), z pewnością nie są one też pozbawione finezji, a momentami niemal jazzowego przystrojenia. Sam Rob Wright grywa zresztą tradycyjny jazz w pobocznym projekcie, co być może miało jakiś wpływ na to, że NoMeansNo umieścił na płycie „One“ kompozycję Milesa Davisa „Bitches Brew“. Wzbudzającym tym zresztą po raz kolejny sporą konsternację środowisk hardcore’owych. Niechęć do manifestacji ideologicznych i wymachiwania sztandarami odbiła się także na tekstach – zupełnie nieprzystających do założeń kręgów, w których zespół się obraca. – Ludzka egzystencja jest niewiarygodnie tajemnicza i głęboka – mówił Rob. – Każdy próbuje ciągle od tego uciekać, próbuje być normalnym w społecznym znaczeniu tego słowa. Jednak kiedy siądzie się w samotności, to pojawiają się pytania, na które trzeba samemu odpowiedzieć. Dziś NoMeansNo to już klasyka. Co jednak ciekawe, muzycy, dobrze po pięćdziesiątce, nie spuszczają z tonu. Nowe nagrania być może już nie zaskakują, za to energia, z jaką koncertują, mogłaby przyprawić o zawał serca artystów o połowę młodszych. [i]NoMeansNo – CSW, ul. Jazdów 2 piątek godz. 19 bilety: 40 i 50 zl[/i]
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL