Za przyjęciem projektu ustawy, który miałby rozwiązać ten problem (tzw. ustawa sieciowa) mocno optuje prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski. – Musimy przyspieszyć rozwój OZE w Polsce, jeśli nie chcemy wpaść w tzw. pułapkę gazową, w której to gaz będzie wyznaczał nam cenę energii. Nie może być dalej takiej sytuacji, że OZE budujemy dłużej niż blok gazowy. Inwestor, który ma warunki przyłączenia OZE do sieci, nie może realizować inwestycji np. 9 lat. Nie mamy na to czasu. My jako PSE nie chcemy budować sieci tam, gdzie nie ma sensu ekonomicznego. To wpędzanie nas w tzw. koszty osierocone, a te mogą przełożyć się na wyższe, a nie niższe ceny energii – podkreślił. Wskazał, że projekt ustawy sieciowej ma dać wybór inwestorowi, czy chce samodzielnie rozwijać projekt, czy skorzystać z pomocy firm do tego wyspecjalizowanych. – Nie może być jednak takiej sytuacji jak teraz, że to firmy zajmujące się rozwojem projektu, dysponują wszystkimi wolnymi miejscami przyłączeń. To zdeterminowany do rozwoju OZE inwestor powinien mieć wybór, a nie posiadacz warunków przyłączenia. Bez tego nie przyspieszymy z OZE i to drogie technologie będą nam wyznaczać cenę prądu, a nie najtańsze źródła jak lądowy wiatr – wskazał.
Postawieniu na lądową energetykę wiatrową wtórował prezes Tauron Polska Energia Grzegorz Lot, który dodał do tego modelu kilka kluczowych – jego zdaniem – elementów. Wskazał, że obecnie pokrywamy koszty dwóch systemów: jednego opartego o OZE i drugiego bazującego na energetyce konwencjonalnej. – Taki model energetyki kosztuje. Oczywiście, powinniśmy postawić na najtańsze źródła energii jak energetyka wiatrowa, gdzie koszt produkcji jest najtańszy, a koszt bilansowania i profilu produkcji wynosi 80-120 zł za MWh – powiedział Lot. Przyznał, że sieciowe koszty osierocone to duży problem. – Nawet 50 proc. kosztów taryfy dystrybucyjnej to obecnie inne niż koszty sieciowe, koszty przenoszone. To jest duże wyzwanie, jeśli chcemy niższych cen energii – przyznał.
Zmobilizować klienta na rynku energii
– Poza rozwojem najtańszych źródeł OZE, musimy zaangażować klientów w proces transformacji. Model, w którym taryfa pokrywa wszystkie koszty, a klient nie musi wykazywać się żadną elastycznością, powinien powoli odchodzić do przeszłości. Coraz większą popularnością cieszą się taryfy dynamiczne, strefowe. Klienci tych taryf już teraz płacą niższe rachunki niż w taryfie. – Mamy już ponad 30 tys. klientów naszych elastycznych cenników z 9-letnią gwarancją ceny. To się im opłaca – powiedział prezes. Wskazał, że ten system musi być obudowany magazynami energii, a te powinny powstać w dużej liczbie za 2-3 lata. Tauron realizuje takie inwestycje o mocy 700 MW. Konieczne będą także elektrownie szczytowe na gaz. Tauron chce zrealizować taką o mocy 600 MW w Jaworznie. – Pytanie o udział węgla jest nadal pytaniem otwartym. Stoimy przed wyzwaniem, co ze starszymi elektrowniami po 2028 r., kiedy kończy się dla nich rynek mocy. Jeśli nie znajdziemy sposobu, jak wydłużyć im życie, to w 2028 r. te elektrownie o mocy 200 MW będziemy zmuszeni zamknąć. One już teraz pracują dłużej niż zaplanowano ich wydajność techniczną – mówił prezes.
Nieco mocniej po ziemi stąpał z kolei Bartosz Krysta, wiceprezes ds. handlowych, Enea, który wskazywał, że póki co, ceny energii nie spadają, a rosną. – Rynek hurtowy jest obecnie mocno niedoszacowany. Dla przykładu tej zimy nasz miks energetyczny w 2/3 oparty jest o paliwa kopalne. W takich warunkach pogodowych, koszty zmienne energii są powyżej 500 zł za MWh. Dlatego też to, co widzimy na giełdzie jest wartością niedoszacowaną. W krótkim terminie cena energii w Polsce będzie wyższa niż na innych rynkach, bo to ceny zakupu uprawnień do emisji CO2 będą oddziaływać na cenę. – My, jako Enea inwestujemy każdego roku 8 mld zł. Inne spółki także wydają miliardy. To kilkadziesiąt miliardów złotych. Te wydatki muszą znaleźć swoje odzwierciedlenie w cenie. Musimy się z tym pogodzić – podkreślił.
Wanda Buk, doradczyni Prezydenta RP przedstawiła inną perspektywę, pokrywając się jednak często z wypowiedziami wiceministra Wrochny. Podkreśliła ona, że Polaków nie interesuje, że jedna składowa rachunku za prąd spada (koszt samej energii), skoro druga rośnie (koszty dystrybucji) i finalnie rachunek za prąd jest wyższy. Jej zdaniem energetyka węglowa powinna służyć polskiej energetyce tak długo, jak to możliwe, ale przyznała także, że rozwój OZE sprzyja redukcji zależności od importu paliw kopalnych. – Aby obniżyć koszty powinniśmy sięgnąć po te narzędzia, o których mówi Prezydent RP, a o których mówi teraz także KE – obniżyć opodatkowanie cen prądu – wskazała. Podkreśliła, że jej zdaniem spółkom dystrybucyjnym powinien być zmniejszony WACC (średni ważony koszt kapitału; to dodatkowy zwrot, jakiego oczekują inwestorzy za podjęcie inwestycji w sieci), który pośrednio płacą klienci końcowi. Na ten argument zareagował prezes Taurona. Podkreślił on, że spółkom na ten rok i tak już zmniejszono WACC do średnio 9,5 proc. – To nie w WACC jest problemem. Nawet jakbyśmy zmniejszyli ten współczynnik do 7,5 proc. – najniższego dopuszczalnego poziomu, to obniżyłoby to rachunek za prąd 30 zł w skali roku – powiedział. Lot, jak i Krysta podkreślili, że wszystkie przychody spółek dystrybucyjnych są przeznaczone na inwestycje, a nie kumulowane w grupach. Prezes Lot na koniec podkreślił, że trzeba odczarować dyskusję o cenach energii. – Ponad 60 proc. gospodarstw domowych zużywa mniej lub 2 MWh, to koszt niecałych 2 tys. zł w skali całego roku – czy to dużo patrząc na inne koszty? – pytał. Wanda Buk odpowiedziała, że z perspektywy dużych miast może to i wydawać się niewiele, ale patrząc na mniejsze miasta perspektywa postrzegania tej ceny radykalnie się zmienia.
Tomasz Wolanowski, wiceprezes ABB w Polsce w ogniu dyskusji o cenę energii wskazał, że nie zwracamy uwagi na inne czynniki, które będą determinować polską energetykę. – Spieramy się o cenę prądu, a jeszcze nikt nie wspominał o demografii, która będzie te trendy wyznaczać. To od niej będzie zależeć, ile energii będziemy potrzebować, gdzie i na jakie potrzeby. Tego kluczowego elementu w naszej dyskusji brakuje i powinniśmy go włączyć, planując transformację – powiedział wiceprezes.