Banki

Inwestycje bez nadzoru

Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Weksel-Bank sprzedaje klientom miraż gigantycznych zysków. To kolejna firma, która bez licencji nadzoru finansowego próbuje zbierać pieniądze od naiwnych inwestorów
W cieniu wielkich afer finansowych również na polskim rynku funkcjonują firmy, które nie podlegają żadnemu nadzorowi, a zbierają środki od inwestorów – ustaliła „Rz”.
Od kilku tygodni aktywnie działa spółka o nazwie Weksel-Bank, która organizując spotkania z przyszłymi klientami, zachęca ich do lokowania pieniędzy za pomocą „jedynej w świecie unikalnej metody”. Oferowany dwuletni program inwestycyjny daje 100 proc. zysku, jeśli klient wpłaci więcej niż 1 mln zł. Spółka używa nazwy bank, mimo że nie posiada licencji wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Po naszej informacji nadzór wpisał spółkę Weksel-Bank Aida System na listę tzw. ostrzeżeń publicznych. – Zbieramy informacje na temat działalności tej firmy – mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.
W podobnych sytuacjach, gdy zebrany materiał wskazuje, że spółka może łamać prawo, sprawa jest kierowana do prokuratury. Tak było w przypadku firmy Finroyal, oferującej klientom tzw. kontrakty lokacyjne reklamowane jako produkt, na którym można zarobić nawet 12 proc. Za nieuprawnione używanie słowa bank grozi kara grzywny w wysokości do 5 mln zł i do 3 lat więzienia. Nie udało nam się skontaktować z prezes Weksel-Banku Agnieszką Szymańską, a ogólnikowych wyjaśnień udzielił nam jej pełnomocnik (właścicielami firmy są osoby fizyczne). – Za pomocą weksli, czyli na bazie prawa wekslowego, nie będąc instytucją finansową, możemy w sposób legalny gromadzić kapitał niezbędny na inwestycje i rozwój firmy – tłumaczy Dariusz Junatowski, pełnomocnik spółki. Środki mają być lokowane w różne przedsięwzięcia, nie wyjaśnia jakie. – Weksel-Bank to jedna z wielu firm, które zaoferują swoim klientom złote góry tylko po to, by wejść w posiadanie ich pieniędzy – ocenia Paweł Majtkowski, analityk Finamo. W produkty Weksel-Banku mogą zainwestować jedynie osoby, które otrzymają imienne zaproszenie od osoby będącej już ich klientem. To znana praktyka. Stosował ją m.in. Interbrok Investment, którego klienci stracili ok. 500 mln zł. Ma ona na celu stworzenie iluzji elitarnego klubu, a jednocześnie zapewnia brak rozgłosu. Gigantyczne straty, jakie poniósł Interbrok wynikały ze złych inwestycji na rynku walutowym (tzw. foreksie). Dobrego przykładu nie dają polskie sądy, które tak jak np. w przypadku Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej latami rozpatrują sprawy. Orzekane wyroki z reguły są zaś bardzo niskie. W zeszłym roku za przestępstwa związane z rynkiem kapitałowym wydanych zostało dziesięć wyroków skazujących, najostrzejszy z nich skazał dwóch oskarżonych na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata i grzywnę w wysokości 50 tys. zł. [ramka] [b]Prawo co Dnia wyjaśnia[/b] [b]Konrad Konarski, partner w kancelarii Baker& McKenzie[/b] Prowadzenie działalności polegającej na zbieraniu w sposób publiczny środków finansowych wymaga posiadania odpowiednich zezwoleń i spełnienia rozlicznych warunków finansowych i organizacyjnych. Na szczęście nie da się ich ominąć, sprytnie nazywając swoją działalność. Bez względu na nazwę produktu firma, która zbiera środki od osób prywatnych, obiecując ich zwrot w przyszłości, prowadzi działalność bankową, która wymaga licencji. Jeżeli jest prowadzona bez zezwolenia organów nadzoru finansowego, to ma charakter nielegalny. Dodatkowo ogłaszanie się ze swoją ofertą w Internecie może powodować naruszenie przepisów o ofercie publicznej, o funduszach inwestycyjnych i o prowadzeniu działalności maklerskiej. Wszystko to może rodzić odpowiedzialność cywilną i karną. [/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów [mail=m.krzesniak@rp.pl]m.krzesniak@rp.pl[/mail] [mail=w.iwaniuk@rp.pl]w.iwaniuk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL