Komentarze

W sprawie Pawła Grasia zbyt wiele się nie zgadza

Jest jeszcze gorzej, niż dotychczas myśleliśmy. W Wydziale Ksiąg Wieczystych sądu w Kreszowicach nikt nic nie wie o umowie między rzecznikiem polskiego rządu Pawłem Grasiem a Paulem Roglerem o użytkowaniu willi, która miała być własnością biznesmena z RFN.
[b][link=http://blog.rp.pl/semka/2009/07/14/w-sprawie-pawla-grasia-zbyt-wiele-sie-nie-zgadza/]Skomentuj[/link][/b]
Graś twierdzi wprawdzie, że ma taką umowę, ale nie chce jej pokazać. Nawet jeśli rzecznik rządu Tuska mówi prawdę, to nie informując krzeszowickiego sądu o transakcji „mieszkanie za stróżowanie”, nie dopełnił obowiązków. To nie koniec nieprzyjemnych dla Pawła Grasia ustaleń dziennikarzy „Rzeczpospolitej”.
Willa, która – jak twierdzi Graś – miała być własnością niemieckiego biznesmena, według ksiąg wieczystych należy do firmy, która nie istnieje od 20 lat. Każda z tych kwestii z osobna nie musiałaby niepokoić. Jednak w tej sprawie nie zgadza się zbyt wiele faktów równocześnie. Dotąd zadawaliśmy sobie pytanie, czy to normalne, że rzecznik rządu korzysta z łaskawości biznesmena obcokrajowca. Teraz pojawiły się kolejne wątpliwości, bo się okazało, iż ważny polityk rządzącej partii nie zainteresował się nawet, do kogo należy dom, w którym spędza wolne chwile, gdy wraca do Krakowa. Graś twierdzi, że zagranicznego biznesmena poznał w 1989 r. – Nic nie wiem, by był związany ze służbami – zaznacza. Wzruszająca prostolinijność i łatwowierność. Czy były koordynator służb specjalnych, a dziś rzecznik rządu, w podobnie swobodny sposób podchodzi do swojej służby państwowej? Czy także tu swoją aktywność opiera na domniemaniach? I jak to możliwe, że – choć są w Polsce mechanizmy sprawdzania kandydatów na wysokie stanowiska – Paweł Graś, podtrzymując dziwaczne relacje mieszkaniowe z Paulem Roglerem, mógł równocześnie obejmować kolejne funkcje państwowe? Wszak willowe perypetie Grasia powinny już dawno znać służby specjalne prześwietlające życiorysy kandydatów do rządu. Jeśli służby takiej wiedzy nie miały – powinniśmy zacząć się martwić o ich kondycję. Jeśli zaś służby ostrzegały, ale Donald Tusk zlekceważył ich ostrzeżenia, bo swojemu współpracownikowi ufa bezgranicznie – niepokoić musi nonszalancja pana premiera.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL