Komentarze

Sondaże ogórkowe

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Tak zwany „Kongres Kobiet Polskich” zasługiwał na tę nazwę mniej więcej w takim samym stopniu, w jakim zjazd SLD zasługiwał na miano „Kongresu Mężczyzn Polskich”.
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/07/11/sondaze-ogorkowe/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Był też równie jak zjazd SLD przewidywalny ? te same co zawsze postulaty, na czele z nieśmiertelnym „parytetem”. Z kilku przyczyn, które wszystkie zawierają się w jednym słowie „ideolo” został on oczywiście gromko otrąbiony przez postępowe media, a dla wzmocnienia przekazu „Gazeta Wyborcza” zamówiła sondaż, w którym wyszło, że większość Polaków popiera wprowadzenie takowego parytetu na listach wyborczych do Sejmu. Wynik ten nie jest szczególnie dziwny, jeśli porównać go z badaniami opinii Polaków o parlamencie. Tu od lat nic się nie zmienia ? o ile rząd, prezydent i premier wypadają w takich badaniach źle, to Sejm fatalnie i coraz gorzej. Przeciętny Polak źle ocenia jego pracę, nie ufa, a prestiż zawodowy posła ocenia wycenia poniżej prestiżu woźnego i bufetowej. Poparcie dla pomysłu, by obowiązkowo połowę składu Sejmu stanowiły kobiety (bo przecież nasza ordynacja sprawia, że to miejsce na liście, a nie głosy wyborców decydują o zwycięstwie) raczej więc świadczy o niskiej ocenie przydatności kobiet do działalności publicznej w naszym społeczeństwie, niż o poparciu dla feministycznych programów. Powiedzieć „baby do garów” czy „baby do Sejmu” ? wychodzi na jedno.
Na tym jednak salonowych sensacji nie koniec. Z kolejnego sondażu wynikło, że Jolanta Kwaśniewska byłaby murowanym zwycięzcą wyborów prezydenckich, gdyby w nich wystartowała, choć skądinąd wiadomo, że nie wystartuje. W sondażu Kwaśniewska była jedynym uwzględnionym nie-politykiem, choć logika wskazywałaby, skoro już bada się preferencje wyborców wobec kandydatów nie kandydujących, to należałoby uwzględnić także Dodę, Jolę Rutowicz i szereg innych celebrytów. Wtedy jednak zapewne wyszłoby, że najprawdopodobniejsza druga tura wyborów rozegra się pomiędzy Szymonem Majewskim vel Ędwardem Ąckim a Czesiem z „Włatcuf Móh” (opieram się na podobnym do gazetowego i równie poważnym sondażu, przeprowadzonym w Internecie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego). A miało wyjść, że Polacy chcieliby w Belwederze kobiety. Jakiejkolwiek – na wszelki wypadek, by osiągnąć zamierzony efekt, podsunięto im jedną, tę, o której od dawna wiadomo, że jest lubiana. Popularność byłej pierwszej damy płynie zapewne z wielu źródeł, trudno orzec, które z nich jest najważniejsze ? może zrozumiałe współczucie Polaków dla żony pijaczka, może równie zrozumiała sympatia Polaków dla samego pijaczka, rzutowana także na jego żonę, a może (na to bym stawiał) fakt, że TVN Style ma niewielki zasięg i tylko drobna część rodaków ogląda regularnie prowadzony tam przez panią Kwaśniewską program poradnikowy ? bardzo zresztą pouczający, ostatnio na przykład dowiedziałem się z niego, że w eleganckiej ubikacji bezwzględnie powinien się znajdować papier toaletowy. Jakiekolwiek jednak są przyczyny sympatii do pani Kwaśniewskiej, nie ma w niej nic z uznania jej domniemanych kompetencji politycznych. Przypominam sobie, jak w szczycie poprzedniego sezonu na sondaże pokazujące jej rzekome prezydenckie szanse wsparła była prezydentowa aktywnie kampanię pani Geringer-D’Odenberg; skutek jej poparcia był dokładnie żaden. Mówiąc poważnie, jedną z rządzących badaniami opinii publicznej zasad jest, że sensowną odpowiedź można otrzymać pytając tylko o coś, co jest dla respondenta wyobrażalne, konkretne i w jakiś sposób go interesuje. Na pytanie, czy wyprawę na Marsa lepiej zorganizować rakietą neutronową, chemiczną czy balonem na ciepłe powietrze też zapewne obywatel odpowie, skoro już ankieter był tak miły, że się do niego pofatygował. Wypowie swoje zdanie na każdy w ogóle temat, tyle, że odpowie byle co – najczęściej, co na ten temat słyszał w telewizji, albo co mu zasugerowało odpowiednio ułożone pytanie. Poważne badania biorą to pod uwagę. Natomiast te, które nie biorą, mają mniej więcej tę samą wartość, co gazetowe horoskopy. Oczywiście, każda gazeta ma prawo uciekać w takie „ogórki”, jakie jej akurat podchodzą. Kwaśniewska na prezydenta, parytety dla działaczek, wieloryb na Zalewie Zegrzyńskim, Jackson wcale nie umarł, tylko został porwany przez kosmitów albo sprzedany Arabom do haremu. Jest to oczywiście wskazówka co do powagi danego tytułu. Jeśli gazeta, która kreuje takie czołówki robi to w tygodniu, który akurat naprawdę obfitował w poważne wydarzenia, niektóre z tych wydarzeń (np. wyznania Gromosława Czempińskiego) zupełnie przemilczając, a inne spychając w kąt ? a ma ambicję uchodzić za poważne źródło obiektywnej informacji, jest to nawet wskazówka niezwykle cenna.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL