Sport

Sami swoi

Jerome Boateng, Dennis Aogo, Fabian Johnson, Sami Khedira, Mesut Ozil, Anis Ben-Hatira, Gonzalo Castro, Ashkan Dejagah, Chinedu Ede – to piłkarze z jednej drużyny, nowi mistrzowie Europy w kategorii do lat 21.
[b][link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2009/07/11/sami-swoi/]Skomentuj na blogu[/link][/b]
Jak nietrudno się zorientować po brzmieniu nazwisk, są to zawodnicy reprezentacji Niemiec. A jak już ktoś w tej reprezentacji nazywa się Sebastian Boenisch, to jest w połowie Polakiem. Wszyscy ci chłopcy grają w klubach niemieckich. Niemcy są ich miejscem zamieszkania, czasami i ojczyzną. Większość urodziła się tam, ponieważ ich rodzice lub dziadkowie w poszukiwaniu lepszych warunków życia opuszczali Turcję, kraje afrykańskie, Polskę, Bałkany i wiele innych biednych miejsc. Kolejna fala migracji zarobkowych zmienia też futbol. Na pierwszej, w latach 30. ubiegłego wieku, skorzystali Włosi. Widząc, jak dobrzy zawodnicy, potomkowie włoskich emigrantów, pojawili się na mistrzostwach świata w reprezentacji Argentyny i Urugwaju, Włosi sprowadzili ich do Rzymu. Jeszcze przed wojną Luis (już jako Luigi) Monti oraz Raimundo Orsi zdobyli dla Italii Złotą Nike. Przez dziesięciolecia takich piłkarzy squadra miała więcej.
Podobnie działo się w Hiszpanii, a słynny napastnik Kubala, występujący w zależności od kontekstu z imieniem Ladislav, Laszlo lub Ladislao, najlepszy w swoim czasie piłkarz Barcelony, zakładał koszulki trzech reprezentacji: Czechosłowacji, Węgier i Hiszpanii. W latach 60. FIFA zabroniła tego typu praktyk. Jeśli już piłkarz raz wystąpił w reprezentacji, to nie mógł grać dla innej. Sytuacja jednak się zmienia i przepisy FIFA muszą to uwzględnić. Dziś znów są bardziej liberalne. Kiedy w roku 1973 Polska rozgrywała z Anglią słynny mecz na Wembley, w lidze angielskiej czarnoskórych piłkarzy można było policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Ale pięć lat później pierwszy Murzyn zagrał w angielskiej reprezentacji. W roku 2002 urodzony w Ghanie Gerald Asamoah został wicemistrzem świata w barwach Niemiec. Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że za kilka lat pozostałością po polskiej emigracji zarobkowej na Wyspy Brytyjskie będą Kowalscy i Nowakowie w drużynach narodowych Anglii, Irlandii czy Szkocji. Chyba że wcześniej PZPN przekona ich do gry w naszej reprezentacji. Może kiedyś dołączy do nich syn Emmanuela Olisadebe grającego dziś w Chinach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL