Historia

Rynsztunek przeciwników

Czerwonoarmista uzbrojony w polski rkm Browning wz. 28 i bagnet od karabinu SWT-40
Archiwum „Mówią Wieki", MS Marek Szyszko
[srodtytul]ZSRR
W walonkach i tiełogriełce[/srodtytul] Doświadczenia wyniesione z wojny z Finlandią były bolesne, ale i cenne. Dzięki nim Armia Czerwona okazała się nieźle przygotowana do kampanii zimowej 1941 roku. Choć to nie klimat okazał się decydujący podczas walk o Moskwę, bezdyskusyjnie większy komfort, jeśli chodzi o ubiór, zapewniony mieli czerwonoarmiści. Od 1941 roku zaczęli otrzymywać słynne tiełogriełki, zwane też watnikami, wykonywane z mocnej bawełnianej tkaniny koloru khaki, watowane surową bawełną długo utrzymującą ciepło i przeszywane w pasy.
Tiełogriełki zastępowały mniej praktyczne i niewygodne sukienne płaszcze-szynele. Miały wykładany wąski kołnierz, na który nanoszono patki oznaczające rangę i rodzaj wojsk. Od 1943 roku, z chwilą wprowadzenia w Armii Czerwonej naramienników, kołnierze były stojące. Spodnie wykonywane były identycznie jak kurtka, miały formę szarawarów. Doskonałą ochronę nóg przed niską temperaturą zapewniały z kolei popularne walonki mające w Rosji długą tradycję, zwłaszcza na terenach Syberii. Wykonywane były z grubego filcu (wojłoku). Wizerunku rosyjskiego żołnierza dopełniała czapka uszanka zrobiona ze sztucznego futra, która zastąpiła znacznie mniej praktyczną czapkę szliem, czyli słynną budionnówkę. Zaletą wszystkich wymienionych elementów umundurowania była prostota wykonania i długa tradycja stosowania, co z kolei przekładało się na łatwość produkcji mogącej się odbywać zarówno w wielkich fabrykach, jak i małych zakładach. Część dywizji, m.in. słynne jednostki z Syberii, otrzymała białe kombinezony maskujące. Oczywiście, nie wszyscy czerwonoarmiści byli tak dobrze wyekwipowani w zimową odzież i w 1941 roku wielu używało starszych, mniej praktycznych elementów umundurowania, czyli wspomnianych szyneli i budionnówek. W użyciu pozostawał także starszy wzór hełmu – 36. Należy też jednak pamiętać, iż Rosjanie mieli większe możliwości zaopatrywania się w zimowe ubiory cywilne, które, chociaż nieregulaminowe, były równie praktyczne jak wojskowe (tiełogriełki, walonki). Potworne straty w sprzęcie, jakie ZSRR poniósł w pierwszych miesiącach wojny, spowodowały, iż sięgnięto do głębokich magazynów, aby wydobyć nieregulaminowe uzbrojenie. Oddziały pospolitego ruszenia dość licznie otrzymały np. zdobytą we wrześniu 1939 roku polską broń. Na zdjęciach widać mauzery czy też ręczne karabiny maszynowe Browning wz. 28, do których posiadano zapewne spore zapasy amunicji 7,92 x 5 7mm. Z broni strzeleckiej wymienić należy też francuskie karabiny Berthier 1907/15 wraz z bagnetami, a nawet japońskie arisaki czy amerykańskie winchestery wz. 1895 dostarczane jeszcze carskiej armii podczas pierwszej wojny. [srodtytul]Niemcy Armia łachmaniarzy[/srodtytul] Armia niemiecka była ewidentnie nieprzygotowana w 1941 roku do prowadzenia działań bojowych w niskiej temperaturze. W zasadzie jedynym przepisowym i powszechnie spotykanym elementem umundurowania przeznaczonym do noszenia podczas chłodów był dwurzędowy sukienny płaszcz z wykładanym kołnierzem i naramiennikami – M1935 lub M1940; ten pierwszy miał charakterystyczny ciemnozielony kołnierz, w drugim natomiast miał on taki sam kolor (feldgrau) jak płaszcz. Płaszcze zapinane były na sześć guzików. W 1941 roku wprowadzono także tzw. płaszcze wartownicze z wełnianym podbiciem, długie – sięgające kostek, i z wydatnym kołnierzem, który można było podnieść i zapiąć, aby dość szczelnie osłonić twarz. Mimo iż przewidziane były w zasadzie dla służby wartowniczej, stały się poszukiwanym przez pierwszoliniowe oddziały elementem ubioru. Pojawiły się też pierwsze buty wartownicze, które wykonywano ze słomy; nakładano je po prostu na zwykłe buty marszowe. Podstawowym nakryciem głowy była furażerka, której klapy można było opuścić tak, aby chroniły uszy i policzki. Oczywiście, ochrona taka była daleko niewystarczająca i pod czapką żołnierze nosili dodatkowo wełniane kominiarki w kolorze feldgrau. Stosowano również wełniane swetry/golfy wzór M1936 oraz wełniane rękawiczki, których ilość w grudniu 1941 roku była daleko niewystarczająca. Oczywiście te regulaminowe okrycia zupełnie nie wystarczały i trzeba było improwizować. Adaptowano niemalże każdy kawałek materiału, którym można było zwiększyć ochronę przez zimnem; często na zdjęciach widać żołnierzy niemieckich okutanych we wzorzyste rosyjskie obrusy! Z kolei stroje maskujące, w tym dość często spotykane pokrowce na hełmy, wykonywano na przykład ze zdobycznych prześcieradeł. Nierzadko wykorzystywano przejęte od Rosjan, zarówno żołnierzy, jak i cywilów, elementy ubioru, w tym czapki uszanki i buty. Wszystkie owe zabiegi powodowały, iż Wehrmacht jawił się jako wielka armia łachmaniarzy stanowiąca całkowite zaprzeczenie niemieckiego porządku i wojskowego drylu. Te traumatyczne przeżycia zimy 1941 roku spowodowały, iż podczas kolejnej zimowej kampanii wojsko Hitlera było już o niebo lepiej przystosowane do trudnego klimatu. Wprowadzono kilka wzorów rozmaitych elementów umundurowania, m.in. ocieplane maskujące kurtki wzorowane na radzieckich tiełogriełkach (w przeciwieństwie do nich miały m.in. kaptur), zimowe buty, rękawice, czapki etc. W tyłowych formacjach Wehrmachtu dość licznie używano starszych typów wyposażenia i uzbrojenia, m.in. hełmów wz. 16, karabinów Mauser 98 i karabinków Mauser 98a. [i]Michał Mackiewicz, pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL