Finanse

Niemcy zamierzają obniżyć podatki

Podatkowe pomysły dzielą kanclerz Angelę Merkel (CDU) i wicekanclerza Franka Waltera Steinmeiera (SPD)
Reuters, Thierry Roge Thierry Roge
Ten krok ma zwiększyć popyt wewnętrzny. Losy antykryzysowej propozycji rozstrzygną się po wyborach
Obniżenie podatków miałoby nastąpić w ciągu najbliższych dwóch lat. Wszystko zależy jednak od wyników wrześniowych wyborów. Za obniżką opowiadają się partie chadeckie CDU/CSU i liberalna FDP. Przeciwko jest SPD.
– Propozycje tych partii są po prostu śmieszne – ostrzega Peer Steinbrück (SPD), minister finansów w koalicyjnym rządzie Angeli Merkel. Jego zdaniem podatki powinny pozostać bez zmian, a każda obniżka doprowadzi do katastrofy budżetowej. – Naszym celem jest wyprowadzenie kraju znad zapaści. W tym celu należy stworzyć warunki do wzrostu gospodarczego – odpowiada kanclerz Merkel.
[wyimek]80 mld euro warte są dotychczasowe dwa rządowe pakiety stymulacyjne dla niemieckiej gospodarki[/wyimek] Jej partia zaprezentowała już cały program obniżki podatków na sumę 15 mld euro. Chodzi o obniżkę I progu podatkowego z obecnych 14 proc. do 12 proc. W dodatku najwyższa stawka podatkowa (42 proc.) miałaby obowiązywać dopiero po przekroczeniu 60 tys. euro rocznych dochodów, a nie jak dotąd 52 tys. euro. – Tym sposobem wszystkim pozostanie więcej w kieszeni, co stymulować będzie popyt wewnętrzny – twierdzi Merkel. Jak wynika ze statystyk, konsumpcja wewnętrzna odpowiada za 57 proc. niemieckiego PKB. Kanclerz nie mówi jednak, kiedy konkretnie obniżki miałyby wejść w życie. Eksperci liczą się z tym, że wychodzenie z kryzysu będzie powolne i niemieckiej gospodarce po obecnym spadku w granicach 6 proc. grozi stagnacja w roku przyszłym, a nawet w 2011. Dlatego właśnie planowana obniżka podatków miałaby zostać zrealizowana w terminie późniejszym. – Takie obietnice to nic innego jak wielkie kłamstwo – ocenia propozycje chadeków i kanclerz Merkel „Financial Times Deutschland”, przypominając o katastrofalnym stanie finansów publicznych. W tym roku rząd federalny zmuszony zostanie zaciągnąć 86 mld euro nowych długów. To osiem razy więcej, niż przewidywano jeszcze przed rokiem. W roku 2010 nowe długi będą jeszcze o kilkadziesiąt miliardów wyższe. Jak się oblicza, w 2013 r. poziom zadłużenia sięgnie 80 proc. PKB przy ok. 60 proc. obecnie. Dlatego mnożą się propozycje zwiększenia ulgowego podatku VAT na szereg towarów (żywność, książki) z obecnych 7 do 9,5 proc. Nie brak pomysłów bardziej radykalnych i objęcia wszystkich towarów i usług jednolitym VAT w obecnej wysokości 19 proc. Zapewniłoby to budżetowi rocznie co najmniej 20 mld euro dodatkowych dochodów. Odrzuca je zdecydowanie rząd zapewniając, że żadnych podwyżek nie będzie. Podatek VAT został dwa lata temu podwyższony o 3 pkt proc. i przed wyborami żadna z liczących się sił politycznych nie zdecyduje się na takie rozwiązanie. Tym bardziej że CDU/CSU proponowała przed poprzednimi wyborami podwyżki VAT, co omal nie skończyło się porażką ugrupowania Angeli Merkel. Trwa też ożywiona dyskusja, jak rozruszać gospodarkę. – Konieczny jest trzeci pakiet koniunkturalny wart 25 mld euro – mówi Hans-Werner Sinn, szef prestiżowego monachijskiego instytutu IFO. Twierdzi, że dwa obecne, na łączną sumę 80 mld euro, zostały uchwalone za wcześnie i nie przyniosą zamierzonych rezultatów. – Najpóźniej w 2010 r. musimy rozpocząć proces konsolidacji budżetu. Inaczej grozi nam eksplozja zadłużenia zagrażająca dalszemu rozwojowi gospodarczemu – odpowiada Karl-Theodor zu Guttenberg, minister przemysłu. [ramka][srodtytul]Finanse[/srodtytul] Polscy ekonomiści, przedsiębiorcy, politycy, eksperci, a nawet byli ministrowie finansów przekonują, że pieniądze na pokrycie dziury budżetowej można znaleźć w inny sposób, niż zwiększając podatki. „Rz” zainicjowała akcję, która ma podpowiedzieć ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu, gdzie może szukać środków na zwiększenie dochodów państwa w 2010 r. Staramy się też pokazać, ile złego może wyrządzić firmom, podatnikom i całej gospodarce zwiększenie obciążeń, które i tak już są bardzo wysokie. Poza tym, jak pokazują historyczne przykłady, zwiększanie danin nie musi prowadzić do zwiększenia dochodów. Przeciwnie – w wielu wypadkach wpływy z podatków mogą spaść, bo odrodzi się szara strefa. Obniżka zaś zawsze skutkowała zwiększonymi dochodami państwa. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL