Ural Airlines poinformowały o wprowadzeniu programu, który pozwoli znacząco wydłużyć możliwość eksploatacji Airbusów A320 ponad 96 tys. godzin. Ma się to odbyć bez wsparcia ze strony producenta, bo sankcje nałożone na Rosję i transport lotniczy tego kraju nie pozwalają na oficjalny import części zamiennych.
Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie działania podjęły Ural Airlines w celu przedłużenia eksploatacji Airbusów A320?
- Z jakimi ograniczeniami muszą zmierzyć się rosyjskie linie lotnicze w obliczu sankcji?
- Dlaczego krytykowane są metody Ural Airlines w zakresie zarządzania flotą?
- Jakie jest stanowisko firmy Airbus w sprawie eksploatacji ich samolotów przez rosyjskie linie lotnicze?
- W jaki sposób rosyjskie linie lotnicze próbują pozyskać części zamienne do swoich samolotów?
- Jakie wyzwania systemowe w zakresie bezpieczeństwa lotnictwa stoją przed rosyjskimi regulatorami rynku?
Ural Airlines zamierzają prowadzić wszystkie prace związane z tym programem we własnych hangarach. Tam maszyny mają być rozkładane na części, naprawiane i ponownie finalnie montowane. Rosyjski portal „Agentstvo” zwraca uwagę, że żadna rosyjska linia lotnicza nie zdecydowała się na tak desperackie i kompletne rozwiązanie. A Ural Airlines nazywają swój program „logiczną kontynuacją własnego rozwoju inżynieryjnego” i „decydującym krokiem w kierunku rozwoju rosyjskiego lotnictwa”. Przewoźnik zapowiedział również zorganizowanie warsztatów, w których będą naprawiane poszczególne elementy samolotów – jak zbiorniki paliwa, hydraulika.
Krytyka pomysłu Ural Airlines w sprawie Airbusów. Także w samej Rosji
W samej Rosji nie brak głosów powątpiewania i krytyki pomysłu Ural Airlines. Rosyjski dziennikarz specjalizujący się w branży lotniczej, Andriej Menszenin powiedział „Agentstvu”, że wydłużając czas operacji samolotów przez centra, które nie posiadają certyfikacji, jeszcze bardziej oddala rosyjskich przewoźników od międzynarodowych standardów.
Rosyjski ekspert lotniczy, Wadim Łukaszewicz napisał na Facebooku, że Ural Airlines są w wyjątkowej sytuacji, ponieważ mają już „bezcenne praktyczne doświadczenie” w rozkładaniu Airbusów 320 po dwóch nieplanowanych lądowaniach w szczerym polu w 2018 i 2023 r., kiedy to niemożliwe i nieopłacalne okazało się ściągnięcie stamtąd maszyn w całości i musiały zostać rozłożone na części. – Można tylko mieć nadzieję, że ten ich wielki technologiczny krok do przodu odbędzie się bez ofiar w ludziach – uważa Łukaszewicz.