Już podczas pierwszej konferencji prasowej przewodniczący jury konkursu głównego Wim Wenders odciął się od polityki. Na pytanie dziennikarza o rolę kina w świecie pełnym wojen i konfliktów, Wenders odpowiedział, że żaden film nie zmieni polityki, ale może wpłynąć na sposób myślenia ludzi. A jest ogromna różnica między tym, co myślą dziś ludzie i co robią rządy. „Niewiele się dowiadujesz, oglądając dzienniki telewizyjne. Wiesz znacznie więcej, gdy wychodzisz z kina i widzisz cierpienie ludzi, widzisz, jak żyją i jak chcieliby żyć. Kino jest empatyczne” – stwierdził.
Powinniśmy być dla polityki przeciwwagą. Pracując reprezentować ludzi, nie polityków
Zaraz potem na pytanie dziennikarza o wsparcie rządu niemieckiego dla Izraela i „selektywną” solidarność z uciśnionymi narodami na świecie, polska członkini jury, producentka Ewa Puszczyńska odpowiedziała: „Filmy to nie polityka. Filmy to, jak mówi Wim, empatia. Próba zrozumienia. Zadawanie nam takiego pytania jest trochę nie w porządku. Staramy się rozmawiać z widzami, skłonić ich do myślenia. Ale nie możemy być odpowiedzialni za to, że wspierają Palestynę czy Izrael”.
Żaden film nie zmieni polityki, ale może wpłynąć na sposób myślenia ludzi
Autor „Nieba nad Berlinem” dodał, że filmowcy powinni trzymać się z dala od polityki. „Powinniśmy być dla polityki przeciwwagą.” – stwierdził. – Pracując reprezentować ludzi, nie polityków”. – „Pracą reprezentować ludzi, nie polityków”. Dalej 80-letni reżyser, autor nie tylko fabuł, lecz również świetnych dokumentów, mówił o tym, jak bardzo każdy film zmienia samych twórców: „Ja jestem dzisiaj innym człowiekiem niż wtedy, gdy kręciłem „Niebo nad Berlinem”.