Reklama

Cały filmowy świat w Berlinie. Startuje Berlinale

Jeśli w naszym tegorocznym zestawie filmowym nie znajdziesz czegoś do pokochania, to znaczy, że nie kochasz kina – mówi Tricia Tuttle, dyrektorka Berlinale, które rozpoczyna się 12 lutego.

Publikacja: 12.02.2026 05:00

„No Good Men” afgańskiej reżyserki  Shahrbanoo Sadat otworzy festiwal w Berlinie

„No Good Men” afgańskiej reżyserki Shahrbanoo Sadat otworzy festiwal w Berlinie

Foto: mat pras.

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jaką wizję Berlinale przedstawiła dyrektorka Tricia Tuttle?
  • Jakie wyzwania stoją przed tegorocznym festiwalem filmowym w Berlinie?
  • Jakie rodzaje filmów konkurują o Złote i Srebrne Niedźwiedzie?
  • Jakie innowacyjne działania podejmują organizatorzy, aby przyciągnąć młodszą widownię?
  • Jakie filmy i twórcy zostały uwzględnione w tegorocznej selekcji Berlinale?

To zaskoczenie, choć takiej decyzji można się było spodziewać po nowej dyrektorce Berlinale Tricii Tuttle, która kocha kino artystyczne i nieoczywiste. Na otwarcie festiwalu wybrała „No Good Men” afgańskiej reżyserki Shahrbanoo Sadat – niemiecką koprodukcję, której akcja rozgrywa się w kabulskiej redakcji tuż przed powrotem talibów do władzy.

Reklama
Reklama

Główną bohaterką jest w tym filmie Naru, jedna z niewielu kobiet-kamerzystek w telewizji w Kabulu. Po rozstaniu z mężem jest przekonana, że w Afganistanie, jak w tytule, „nie ma dobrych mężczyzn”. Zaczyna jednak zmieniać zdanie, gdy podczas reporterskiego zadania poznaje dziennikarza Qodrata. Przesycony polityką film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach z życia reżyserki, która zagrała też główną rolę. 

– To głęboko poruszające dzieło – mówi dyrektorka Tricia Tuttle. – Nikt inny nie robi dla afgańskiego kina tyle, co Sadat.

Berlinale w liczbach

Festiwal berliński, razem z canneńskim i weneckim należy do wielkiej, europejskiej trójki. Zimowy Berlin nie ściąga tylu gwiazd, co Lazurowe Wybrzeże czy Lido, ale ma ambitny program i wiernych widzów. Wystarczy spojrzeć na ubiegłoroczne liczby: w 2025 r. na Berlinale zjechało 17 135 profesjonalistów z branży filmowej, 1314 handlowców, 2429 przedstawicieli mediów z 78 krajów. Do tego, co ogromnie ważne, nie zawiodła publiczność – 336 tys. biletów na festiwalowe pokazy zostało sprzedanych w kinach. To ważne, bo Berlinale 60 proc. swojego budżetu pozyskuje samodzielnie – ze sprzedaży biletów i od sponsorów.

Reklama
Reklama

Jeśli w tym zestawie nie znajdziesz czegoś do pokochania, to znaczy, że nie kochasz kina

Tricia Tuttle, dyrektorka Berlinale

Festiwal walczy. Na początku roku wiele nowych filmów jest jeszcze nieukończonych, a mistrzowie zwykle trzymają swoje nowe dzieła dla Cannes i Wenecji. Mimo to w berlińskim programie zawsze można znaleźć kino nieoczywiste, ciekawe. 

W tym roku członkowie komisji selekcyjnych Berlinale obejrzeli ponad 8 tysięcy filmów zgłoszonych z ponad 100 krajów. Jak zapewnia Tricia Tuttle, wybrali „te, które podejmują palące problemy naszych czasów – polityczne, ekologiczne, społeczne, osobiste”. O Złote i Srebrne Niedźwiedzie będą walczyć 22 filmy, za którymi stoją producenci lub koproducenci z 28 krajów. Są tu m.in. jeden debiut, jedna animacja, a także jeden dokument. 20 filmów to światowe premiery. Dziewięć zostało wyreżyserowanych lub współreżyserowanych przez kobiety. 14 reżyserów było już wcześniej na Berlinale.

Do konkursu głównego trafiły – jak mówi Tuttle: „dramaty, komedia satyryczna, thriller psychologiczny, anime, western, historia o miłości, a wreszcie film o miłości własnej”.

Filmy berlińskiego konkursu

Co więc przynosi program? Przede wszystkim bardzo zrównoważony mix filmów europejskich, amerykańskich, azjatyckich. 

Reklama
Reklama

Sporo w tym roku kameralnych dramatów. „At the Sea” Kornéla Mundruczó to opowieść o kobiecie, która wraca do domu po odwyku i musi stawić czoła dawnym traumom. Z kolei Leslie, bohaterka „Queen at Sea” Lance’a Hammona popada w coraz głębszą demencję. Jej córka, która poświęciła życie, by opiekować się matką, razem z ojczymem musi podejmować ważne dla Leslie decyzje. 

Temat rodzinnej traumy podejmuje też Beth de Arauho w „Józefinie”. Tutaj ośmioletnia dziewczynka jest świadkiem zbrodni. Po tym wstrząsie sama zaczyna zachowywać się brutalnie, a emocjonalna huśtawka doprowadza do konfliktów pomiędzy jej rodzicami. 

Rodzinny dramat przeżywa czwórka rodzeństwa, która w „Rosebush Pruning” Karima Ainouza po odziedziczeniu spadku musi uporządkować własne relacje. 

Specjalnością Berlinale są mocne filmy społeczne i polityczne. Tu dobrze zapowiadają się „Yellow letters” Ilkera Cataka o tureckich artystach dotkniętych państwowymi represjami. Również w Turcji toczy się akcja „Salvation” Emina Alpera: w prowincjonalnym świecie odżywają tu dawne klanowe konflikty. 

Jest też w konkursie film „Dust” Anke Blondé, koprodukowany przez polską producentkę Joannę Szymańską, o twórcach imperium technologicznego.

Reklama
Reklama

Po raz pierwszy do berlińskiego konkursu trafi anime: „A New Dawn” Yoshitoshi Shinomiyi z akcją toczącą się w Japonii, po trzęsieniu ziemi, w fabryce fajerwerków. Będą też dwa filmy o muzykach. Bohaterem austriackiego, łączącego elementy dokumentu i fabuły „The Loneliest Man in Town” Tizzy Covi & Rainera Frimmela jest bluesowy muzyk, który zresztą gra w tej opowieści o stracie i pamięci samego siebie. A „Everybody Digs Bill Evans” Granta Gee to biograficzny film o legendarnym jazzowym pianiście Billu Evansie, jego muzyce i osobistych tragediach.

Promocja kina artystycznego

W kinie artystycznym coraz większą rolę odgrywają koprodukcje, a filmy europejskie coraz silniej przyciągają amerykańskich aktorów. W „Rosebush Pruning” Karima Ainouza grają m.in. Callum Turner i Elle Fanning, w „Josephine” Beth de Araujo wystąpił Channing Tatum. 

 

Na berlińskim czerwonym dywanie pojawią się również gwiazdy europejskie – Juliette Binoche razem z Tomem Courtnayem zagrali w „Queen at Sea”. Międzynarodową obsadę ma w swoim pierwszym anglojęzycznym filmie „At the Sea” Kornél Mundruczó. Do Europy zapuszczają się również amerykańscy producenci niezależni, którzy chętniej niż wielkie wytwórnie podejmują ryzyko i próbują, jak choćby firma Plan B, przekraczać granice jednej kultury.

Reklama
Reklama

Organizatorzy Berlinale zawsze stawiali na kontakt z szeroką publicznością. Dzisiaj kino niezależne, artystyczne boryka się z wieloma problemami, znikają małe, ambitne kina.

– Jak utrzymać przy życiu kino niezależne? Jak dystrybutorzy, którzy podejmują ryzyko, mogą zarobić? Jak dotrzeć do młodszej widowni? – pyta Tricia Tuttle.

Pokazy festiwalowych filmów odbywają się w kilku berlińskich kinach. Organizatorzy eksperymentują z różnymi inicjatywami – od tanich biletów dla osób w wieku 18-25 lat po silniejszą obecność na TikToku i Letterboxd – wszystko po to, by przyciągnąć młodszych widzów.

Tuttle podkreśla też, jak ważne jest współistnienie sztuki i biznesu. Odbywające się w czasie festiwalu targi pomagają nawiązywać współpracę producentom i dystrybutorom.

– Chcemy łączyć. Chcemy pomagać artystom i dystrybutorom, przyciągać do filmów uwagę prasy, odkrywać nowe talenty – mówi dyrektorka Berlinale. – W końcu od tego są festiwale. Jeśli nie będziemy tego robić, jak da sobie radę następne pokolenie twórców?

Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama