Był twórcą niezwykłym. Jak nikt inny opisał Amerykę i współczesny świat. Już jego debiutancki dokument z 1967 r. „Titicut Folies” zapowiadał, że w kinie pojawił się uważny i bezkompromisowy obserwator życia. Frederick Wiseman pokazał szpital psychiatryczny, w którym przebywali przestępcy uznani za niepoczytalnych. Zaraz po premierze film trafił na półkę na 24 lata. Wiseman pokazał straszne warunki, w jakich żyli pacjenci upokarzani i maltretowani przez personel. Sąd uznał, że naruszył prawa ludzi, którzy – niepełnosprawni umysłowo – nie mogli wyrazić zgody na filmowanie ich. Krytycy bronili reżysera pisząc, że prawdziwym powodem zakazu rozpowszechniania było pokazanie okrucieństwa systemu penitencjarnego. „Titicut Folies” trafił do widzów po ponad 20 latach, wyemitowany przez PBS, z którym artysta był związany przez całe lata.
Frederick Wiseman: uważny obserwator życia i instytucji
Frederick Wiseman nie dał się jednak po tych pierwszych doświadczeniach spacyfikować. Co roku pokazywał nowy film. Badał amerykańskie instytucje: szpital, liceum, ośrodki szkoleń wojskowych, dom opieki społecznej, posterunek policji, teatr, ale też dzielnice miast amerykańskich. Interesował go świat mody, ośrodek narciarski czy park. Pokazywał nierówności w społeczeństwie amerykańskim, dramaty ludzi. Jego słynny dokument „Liceum” stał się analizą mechanizmów socjalizacji, w „Welfare” przyglądał się relacjom jednostki i rozbuchanej biurokracji. Czasem też Wiseman zapuszczał się do Europy.
Jego dokumenty mają swój niepodrabialny charakter. On sam zawsze podkreślał: „Nie robię filmów o instytucjach. Robię filmy o ludziach w instytucjach”. Przystępując do pracy nie miał pojęcia, co jego kamera pokaże. Nie stawiał tez, obserwował. Dokumentował temat, często kręcąc kilkaset godzin materiałów. Nie wprowadzał do swoich filmów narratora, nie uznawał „gadających głów”.