Film

Czeski spacer Formana

W„Opłacalnym spacerze” reżyser pieczołowicie odtwarza realia lat 60.
Materiały Promocyjne
Karlowe Wary 2009: "Opłacalny spacer", który miał na festiwalu światową premierę, nie zachwyca, choć wzrusza
To pierwszy film, jaki zrealizował w rodzinnych Czechach od ponad 40 lat. – Poczułem się znowu młody – powiedział Forman, prezentując go.
Prapremiera jazzowej opery Jirziego Suchego i Jirziego Slitra "Opłacalny spacer" odbyła się w praskim teatrze Semafor w 1965 roku. W tym samym czasie Miloš Forman i Jan Rohac przygotowali jej ekranową wersję. 43 lata później opromieniony amerykańską sławą Forman, twórca "Lotu nad kukułczym gniazdem", "Amadeusza", "Hair", "Valmonta", "Skandalisty Larry'ego Flinta", wrócił do Pragi, żeby wystawić tę starą operę na scenie Teatru Narodowego, a następnie znów przenieść ją na ekran. Współpracował z synami, reżyserem Petrem i scenografem Matejem.
77-letni Forman nie ukrywa, że powroty do Czech mają dla niego ogromną wartość sentymentalną. W "Opłacalnym spacerze" pięknie pokazał ulice czeskiej stolicy, a w Karlowych Warach z rozrzewnieniem opowiadał: – Pierwszy raz znalazłem się w Pradze w 1942 roku. To była dziwna historia. W sklepie warzywnym, w moim rodzinnym miasteczku Caslaw ktoś rozrzucił ulotki antynazistowskie. Sprzedawca doniósł na policję. Aresztowano 11 kobiet, które robiły w tym sklepie zakupy. Wszystkie, poza moją matką, wróciły do domów. Nigdy nie dowiedzieliśmy się dlaczego. Na widzenie pojechaliśmy z wujem i bratem do Pragi. Pamiętam, że matka tuliła mnie przez cały czas. Nigdy więcej jej nie zobaczyłem. Ojciec też zginął w Auschwitz. Moi rodzice nie mają nawet grobów. Dlatego, kiedy w ubiegłym roku jednej z ulic w Caslavie nadano imię Formana, pomyślałem, że to trochę dla nich. Poczułem, że wrócili do domu. "Opłacalny spacer" to też jego powrót do lat młodości. [srodtytul]Podróż w przeszłość [/srodtytul] - W latach 60. ta opera była dla nas powiewem świeżości – mówił Forman. – Wierzyliśmy z Suchym, że śpiewając jazz i rock and rolla, zmieniamy nasz świat. Dzisiaj ogląda się "Opłacalny spacer" jak kino z innej epoki. To historia rozwodzącego się małżeństwa, które dostaje telegram z informacją, że bogata ciocia z Liverpoolu zapisuje milion dolarów ich dziecku. Problem w tym, że Uli i Vanilka są bezdzietni. Ale czy milion nie jest wart tego, by zapomnieć o fiasku miłości? Dalej wszystko toczy się wokół owej fortuny, na którą poluje kilka osób gotowych oświadczyć się Vanilce. Te schematy denerwują, a jednak "Opłacalny spacer" ma urok. Forman pieczołowicie odtwarza na scenie Teatru Narodowego realia lat 60.: fryzury, ubrania, zachowania. Może i sposób myślenia z czasu, gdy kręcił "Czarnego Piotrusia", "Miłość blondynki", "Pali się, moja panno". Patrząc na aktorki z tapirami na głowach, myślałam, jak dalece zmieniły się kanony kobiecej urody. Przede wszystkim jednak, jak się zmienił wschodnioeuropejski świat po upadku muru berlińskiego. – Opera Suchego i Slitra jest uniwersalną opowieścią o sile pieniądza, tak samo ważką kiedyś jak i dzisiaj – mówi Forman. Ale chyba się myli. Dzisiaj pieniądz funkcjonuje inaczej, nachalną propagandę "cioci z Ameryki" można znaleźć już tylko w złych reklamach. Dlatego filmowy powrót Formana do Czech nie zachwyca, choć wzrusza. Jest jak breloczek z lat 60. [srodtytul]Los emigranta [/srodtytul] Czuje się, że dla Formana to ważny film. Tak jak ważny był dla niego tamten czas stanowiący preludium do wielkiej światowej kariery. - Przyjechałem do Hollywood z nominacjami do Oscara za "Miłość blondynki" i "Pali się, moja panno", nie byłem więc jednym z setek nieznanych artystów. Ponadto miałem za sobą doświadczenie komunizmu. Michael Douglas zaproponował mi reżyserię "Lotu nad kukułczym gniazdem" także dlatego, że jako uciekinier ze środkowej Europy wiedziałem, czym jest brak wolności. I wreszcie, byłem zdeterminowany. Życie emigranta nie jest łatwe. W tamtym czasie spośród wielu Europejczyków udało się zadomowić w Los Angeles mi i Romanowi Polańskiemu. Może dlatego, że nie mogliśmy wrócić do rodzinnych krajów, zacisnęliśmy zęby i walczyliśmy. Alain Resnais, Agnes Varda i inni twórcy z Zachodu pakowali się i jechali do domów po pół roku. Dziś Forman należy do legend kina. W Stanach spędził 40 lat, od dziesięciu ma nową żonę, a jego urodzone w Ameryce dzieci noszą imiona Andy i Jim, na cześć Kaufmana i Carreya, bohatera i odtwórcy jego roli w "Człowieku z księżyca". Ale jednocześnie mówi: – Tak naprawdę ciągle jestem emigrantem. Przyznaje zresztą, że nigdzie już nie czuje się u siebie. Zapytany, czy zrobiłby film o współczesnych Czechach, odpowiada: - Nie umiałbym. Straciłem tu kontakt z rzeczywistością, z ludźmi, z językiem. A jednak swoje Czechy nosi w sercu. – O czym pan marzy? – spytano go w Karlowych Warach. – Próbuję uzbierać pieniądze na film o konferencji monachijskiej, która rozpoczęła rozbiór Czechosłowacji – odpowiedział. – I jeszcze jedno: chciałbym się przejechać tramwajem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL