Warszawa

Pustułki z Andersa nie przeżyły

W stolicy żyje 70 pustułek
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Dwie pustułki wypadły z gniazda w stołecznym Śródmieściu. Mimo szybkiej akcji piskląt nie udało się uratować.
Mieszkańcy ul. Andersa zaalarmowali w piątek rano straż miejską. – Młode pustułki leżą na chodniku – mówili dzwoniący.
Ekopatrol pojechał na miejsce. Strażnicy zabrali pisklęta i przewieźli je do ptasiego azylu w ogrodzie zoologicznym. Ptaki jednak były ciężko chore i padły. Dr Andrzej Kruszewicz, dyrektor zoo i wieloletni szef azylu, mówi, że w stolicy żyje ok. 70 par pustułek. Większość z nich ma gniazda na strychach czy poddaszach. Młode często je opuszczają i przez otwory wentylacyjne wypadają na zewnątrz budynków, a potem nie potrafią wrócić do rodziców.
– Jednak ci nie porzucają swoich piskląt. Jeśli młode z Andersa zostałyby w pobliżu gniazda, to rodzice opiekowaliby się nimi – zapewnia dr Kruszewicz. Jak wynika z obserwacji pracowników ptasiego azylu, mieszkańcy każdą znalezioną pustułkę przywożą jednak do zoo. Dlatego rocznie trafia tam 40 – 50 młodych. W ptasim azylu pisklęta są karmione i wychowywane. Najpierw uczą się łapać szarańcze, potem żywe myszy. – Kiedy widać, że potrafią już zabić gryzonia, a nauka tej sztuki trwa ok. trzech miesięcy, wypuszczamy je na wolność – opowiada dr Kruszewicz. – Prosimy o przywożenie do nas tylko chorych piskląt – apelują w azylu. Inne lepiej zostawić i obserwować, czy rodzice o nie dbają. [ramka][link=http://www.zw.com.pl/artykul/378298.html" "target=_blank]W "Życiu Warszawy"[/link][/ramka]
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL