Publicystyka

Czego nie wolno większości

Ks. Robert Nęcek
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Katolik nie może głosować na partie, które postulują legalizację aborcji, kary śmierci i eutanazji – pisze rzecznik abp. Dziwisza
Zbliżające się wybory zobowiązują do przypomnienia wszystkim katolikom o konieczności zagłosowania ze względu na dobro wspólne naszego kraju. Istnieje bowiem specyficzna odpowiedzialność świeckich chrześcijan w demokracji i za demokrację. Wyraźnie przypomina o tym Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Christifideles laici” – „świeccy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra”.
[srodtytul]Chronić powszechne wartości[/srodtytul] W epoce globalizacji dobro wspólne – jak stwierdził Benedykt XVI w wystąpieniu do włoskich katolików w 2007 roku – należy rozpatrywać także na płaszczyźnie międzynarodowej, gdyż dobro każdego człowieka jest „w naturalny sposób powiązane z dobrem całej ludzkości”. Nie chodzi tu jedynie o zasady katolickie, ale o uniwersalne i powszechne wartości ludzkie, które należy ochraniać i pielęgnować.
W kontekście odpowiedzialności za demokrację istotny i konieczny staje się pluralizm. W jego świetle katolik ma możliwość działalności w różnych partiach politycznych. Jednak nie może podzielać pluralizmu postaw w dziedzinie najistotniejszej, jaką jest moralność. Zobowiązany jest do poszanowania partnerów rozmów – mimo różnic religijnych, socjalnych i etnicznych – ale nie może się to odbywać kosztem promocji relatywizmu moralnego i rezygnacji z własnych zasad etycznych. Dlatego katolik, jeżeli chce być wierny nauce Kościoła, nie może głosować na takie ugrupowania i partie polityczne, które w swoich programach postulują legalizację aborcji, kary śmierci, eutanazję, godzą się na deptanie praw ludzkiego embrionu czy promocję związków homoseksualnych. W tym duchu kard. Joseph Ratzinger stwierdzał, że „parlamentarzystom, podobnie jak żadnemu katolikowi, nie wolno uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”. Chodzi bowiem o uznanie prawdy o godności osoby ludzkiej i jej podstawowych praw, do których należą także: prawo do religijnego wymiaru życia człowieka, prawo do wolności sumienia i wolności religijnej, troski o rodzinę oraz prawo do nieskrępowanego rozwoju kulturalnego. [srodtytul]Sztuka czynienia dobra[/srodtytul] Podstawowym kryterium uprawiania polityki na rzecz społeczeństwa jest dążenie do dobra wspólnego, bowiem pojęcie prawdziwej polityki oznacza sztukę czynienia dobra, wspólnego dobra. Tak pojęte dobro domaga się – co stwierdził kard. Ratzinger w „Nocie doktrynalnej o niektórych aspektach działalności i postępowaniu katolików w życiu politycznym” – „odrzucenia koncepcji pluralizmu pojmowanego w sensie moralnego relatywizmu. Jest on bowiem szkodliwy dla demokratycznego życia, które potrzebuje prawdziwych i trwałych fundamentów, to znaczy etycznych zasad, które z racji swej natury i roli, jaką pełnią w życiu społecznym, nie mogą być przedmiotem negocjacji”. Z drugiej jednak strony nic nie usprawiedliwia nieobecności chrześcijan w sprawach publicznych. Nawet oskarżenia o kult władzy i karierowiczostwo nie mogą stanąć na przeszkodzie budowaniu dobra wspólnego. Dlatego Jan Paweł II w encyklice „Sollicitudo rei socialis” przypomniał, że chodzi o fakt współzależności „pojmowanej jako system determinujący stosunki w świecie współczesnym”. Na taką współzależność jedyną odpowiedzią pozostaje nie walka, lecz solidarność pojmowana jako wszyscy razem, czyli wspólnie. Warto zwrócić jeszcze uwagę na aspekt przedmiotu negocjacji w systemie demokratycznym. Jest to szczególnie niebezpieczne w schemacie demokracji czysto proceduralnej. To niebezpieczeństwo zauważyli już niektórzy członkowie Komisji Europejskiej w Brukseli. Chodzi o to, że zachowanie li tylko prawnych procedur może zmierzać do wypaczenia istoty sprawy. W gruncie rzeczy może to prowadzić do demokracji totalitarnej, gdzie jedyną i decydującą wartością stanie się zasada zwykłej, matematycznej większości. Tylko o czym ta większość ma decydować? [srodtytul]Racja Chińczyków[/srodtytul] Otóż większość nie może przecież decydować o prawach podstawowych. Większość nie może przegłosować prawa do śmierci czy zniesienia niedzieli jako dnia wolnego od pracy. Gdyby tak się stało, to mielibyśmy do czynienia z procedurami demokratycznymi depczącymi prawa ludzkie. Gdyby większość statystyczna w każdej dziedzinie miała decydować o wszystkim, to rację – jak powiedział kiedyś prof. Andrzej Zoll – zawsze mieliby Chińczycy. [i]Autor jest rzecznikiem prasowym archidiecezji krakowskiej, wykładowcą nauki społecznej Kościoła i adiunktem w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL