Styl życia

Inka Kola nad Pacyfikiem

www.latynoameryka.pl, Wojtek Wójcik
Wielka postać oparta o billboard. Osoby stojące na samochodzie piją przez słomkę napój ze zdjęcia. W peruwiańskiej reklamie wszystko jest możliwe.
[link=http://www.rp.pl/galeria/9135,311544.html][b]Zobacz zdjecia[/b][/link]
W stolicy Peru - Limie żyje 8 milionów ludzi. W każdy weekend limenios - mieszkańcy Limy - jadą na plaże. Najczęściej wybierają plaże oddalone od stolicy nawet o 100 kilometrów. Jadą Panamerikaną, drogą, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Ten odcinek autostrady to raj dla reklamodawców. [srodtytul]Inka Kola, czyli gaseosas numer jeden[/srodtytul]
W stolicy Peru położonej nad brzegiem oceanu przez cały rok świeci słońce. Wiatru jest niewiele, deszcz pada rzadko a temperatura nigdy nie spada poniżej 15 stopni Celsjusza. Przez większość część roku jest gorąco, nad miastem unosi się smog spalin, a ludziom chce się pić. Rzadko kto sięga po wodę, aby ugasić pragnienie. Woda uważana jest za produkt, za który się nie płaci. Najczęściej ludzie wybierają tzw gaseosas czyli napoje gazowane. Peruwiańczycy - potomkowie Inków -kochają Inka Kolę Napój mimo, że z wyglądu jest jak znane z kreskówki The Simpons nuklearnozielone radioaktywne paliwo atomowe, w smaku przypomina naszą starą polską oranżadę lub gumę do żucia Donalds. Inka Kola jest napojem narodowym, który spożywa się przy każdej możliwej okazji. Największy światowy koncern napojów Coca-cola zamiast z nią walczyć po prostu ją kupił. Gaseosas w Peru jest mnóstwo, ale większość to odmiany koli, Peruwiańczycy mają dziwną słabość do tej nazwy. Oprócz Inka Koli i Coca-Coli na półkach sklepowych jest też Reina Kola (królewska kola), Real Kola (prawdziwa kola), Triple Kola (potrójna kola) no i Pepsi Cola, która jest w Peru raczej niszowym produktem. Mimo wspólnej nazwy, każdy z tych napojów smakuje całkiem inaczej. Rynek napojów gazowanych jest ogromny, każdego dnia miliony Peruwiańczyków sięgają po małe lub większe butelki z bąbelkami. Miejscem, w którym nie może zabraknąć ulubionego gaseosas jest oczywiście plaża. [srodtytul]Outdoorowy ambient na Panamerykanie[/srodtytul] Działania ambientowe w reklamie zewnętrznej należy rozumieć jako niestandardowe użycie nośników reklamowych, które często wiąże się z wyjściem poza swoje granice. W miejscu takim jak Panamerykana w kierunku na plaże to prawdziwa wojna, w której wrogowie to koncerny produkujące napoje, wygrana to konsument, a narzędzia to instrumenty, które mają przyciągnąć uwagę kierowców i pasażerów. Nasycenie tablicami jest tak duże, że kampanie reklamowe muszą sięgać coraz dalej. Jadąc Panamerykaną przecina się wąwóz, który został zamieniony w Alaskę (reklama lodów o tej nazwie). Cała góra pokryta została białym proszkiem, na górze ustawione makiety postaci z kreskówek i lody. Góra leży na szczycie drogi, reklamę widać z kilometra. Inne reklamy nie mając tak dogodnej lokalizacji muszą sięgać po środki innego rodzaju. Powierzchnie reklamowe najczęściej o wielkości przekraczającej 40 metrów kwadratowych, przedstawiają scenki, które wychodzą daleko poza granice nośnika. Ciekawą kampanię ma Inka Kola z hasłem “Con creatividad todo es posible” (tł. z hiszp.: ”dla twórczych wszystko jest możliwe”). Na billboardach przedstawiana jest postać pijąca Inka Kolę, a poniżej poza tablicą zostały ustawiane na makietach postacie, które ściągają przez słomkę łyk napoju. Na jednej z ekspozycji postacie stoją na terenowym samochodzie, też oczywiście makiecie. Inna to reklama linii lotniczych, w której do billboardu została zamontowana kręcąca się kula ziemska. Najczęściej reklamy te to kampanie jednorazowe. W przeciwieństwie do polskich reklam, konstrukcje stawiane w Peru widzi się tylko raz lub czasem w seriach tematycznych. [srodtytul]„Więc chodź pomaluj mój świat“[/srodtytul] Inka Kola i Coca-Cola mają najbardziej agresywne kolorystycznie kampanie reklamowe. Coca Cola to oczywiście czerwień, Inka Kola to radioaktywna żółć. Przy tej formie reklamy występuje korzyść obustronna: dla reklamodawców i dla sklepów, na których zamieszczone są reklamy. Pomalowanych sklepów jest tak dużo, że w mentalności mieszkańców kolorowe miejsca rozpoznawane są z dużej odległości właśnie jako sklepy. Dla koncernów takich jak Coca-Cola to bardzo skuteczny i tani sposób na reklamę. Właściciele sklepów zapytani, czy otrzymują jakieś pieniądze za pomalowanie sklepu, odpowiadali negatywnie. Jedyny dodatkowy koszt, jaki musi ponieść Coca Cola, to kupno dobrej farby, aby malowidła przetrwały długie lata. W polskich warunkach przykłady tej formy reklamy - outdooru bezpłatnego - mogliśmy oglądać w latach 90., kiedy większość sklepów w Polsce otrzymała plafony i zegary naścienne reklamujące kawę MK CAFE. Bardziej współczesny przykład to kampania Pepsi, która za budowę szyldów, kasetonów restauracji i hoteli umieszcza swój znak często na jednej trzeciej powierzchni nośnika. Ambient reklamowy w Limie zaskakuje swoją różnorodnością i rozwiniętą formą. Niewątpliwie, na fakt tak zaawansowanych działań reklamowych wpływa liczba mieszkańców stolicy oraz ciągła potrzeba ich zaskakiwania. Dodatkowym czynnikiem, są małe ograniczenia prawne, które zezwalają na bardzo bliskie ustawianie konstrukcji reklamowych od drogi oraz warunki klimatyczne, które makietom stawianym na lekkich konstrukcjach pozwalają przetrwać miesiące. Jedynym minusem tego kolorowego świata tworzonego przez ambient reklamowy jest to, że nawet w weekend podczas krótkiej ucieczki z kolorowego miasta nie można od niego odpocząć, zamiast pięknego widoku wybrzeża i oceanu widzi się ciągnące po horyzont morze reklam.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL