fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Polacy w obronie Francji

Żołnierze polskiej 1. Dywizji Grenadierów przy działku przeciwpancernym
AKG/EAST NEWS, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI”
W kampanii francuskiej uczestniczyły również oddziały polskie. Były zbyt nieliczne, aby wpłynąć na jej losy, ale wyróżniły się – zwłaszcza na tle zdemoralizowanych klęskami wojsk francuskich – operatywnością i wolą walki.
Wojsko polskie we Francji zaczęto tworzyć, zanim jeszcze zakończyła się kampania wrześniowa. W przeddzień niemieckiego najazdu Wojsko Polskie liczyło niewiele ponad 80 tys. żołnierzy. Większość stanowili Polacy mieszkający we Francji i Belgii oraz żołnierze, którzy przedostali się na Zachód. W oddziałach brakowało broni, zwłaszcza ciężkiej, środków transportu i łączności, sprzętu saperskiego, a czasem nawet mundurów, koców, lekarstw i żywności.
Do maja 1940 roku udało się sformować 1. i 2. dywizję piechoty (wydzielone z nich bataliony weszły w skład Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, którą wysłano do Norwegii) i stworzyć zalążki dwóch następnych oraz częściowo zorganizować jednostkę pancerno-motorową (jej kadra dowódcza wywodziła się w dużej mierze z przedwojennej 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, która okryła się sławą we wrześniu 1939 roku). Siły powietrzne tworzyły cztery dywizjony myśliwskie (dwa w trakcie szkolenia), dywizjon bombowy oraz dwa obserwacyjne (jeden nie dostał jeszcze samolotów).
Dopiero w obliczu pierwszych klęsk Francuzi przypomnieli sobie o Polakach i szybko dostarczyli brakującą broń i sprzęt. W zamian żądali jak najszybszego wymarszu nawet niepełnych jednostek na front. W rezultacie oddziały polskie musiały walczyć w rozproszeniu.
1. Dywizja Grenadierów gen. Bronisława Ducha walczyła w Lotaryngii.
17 – 18 czerwca stoczyła ciężką bitwę z Niemcami pod Lagarde, broniąc kanału Marna – Ren. Gdy 21 czerwca francuski korpus, któremu podlegała, skapitulował, gen. Duch rozwiązał jednostkę i zarządził przedzieranie się w małych grupach do południowej Francji lub neutralnej Szwajcarii. Udało się tylko ok. 2 tys. z 15 tys. żołnierzy.
2. Dywizję Strzelców Pieszych gen. Bronisława Prugar-Ketlinga skierowano pod Belfort. Wydzielony 5. pułk stworzył obronę przeciwpancerną na linii rzeki Saony, a podczas wycofywania się został częściowo rozbity pod Montbeliard.
Między 17 a 19 czerwca dywizja zatrzymała pod St. Hippolyte i Maichy Niemców, którzy chcieli odciąć duże siły francuskie. Nocą z 19 na 20 czerwca przekroczyła granicę szwajcarską – ok. 12 tys. jej żołnierzy zostało internowanych.
Niepełna 10. Brygada Kawalerii Pancernej gen. Maczka biła się od 14 czerwca w Szampanii. Wsławiła się śmiałym nocnym atakiem na Montbard, gdzie rozbiła niemiecki batalion zmotoryzowany.
17 czerwca została jednak otoczona w lasach niedaleko Dijon.
Wobec braku paliwa i amunicji gen. Maczek nakazał zniszczyć sprzęt i przebijać się grupami na południe.
Zaprawiona w bojach pod Narwikiem brygada podhalańska miała pecha. Po powrocie do Francji została skierowana do obrony tzw. reduty bretońskiej. Wobec rozkładu armii francuskiej i szybkości ofensywy niemieckiej większość jej oddziałów nie zdołała się wycofać do portów. Do Wielkiej Brytanii przedostało się zaledwie kilkuset żołnierzy.
Ładną kartę w obronie francuskiego nieba zapisało 150 polskich pilotów.
W ramach polskiego dywizjonu myśliwskiego 1/145 oraz dywizjonów francuskich zestrzelili ponad 50 wrogich samolotów. Okręty Marynarki Wojennej osłaniały ewakuację wojsk alianckich, a polskie statki handlowe ofiarnie prze- woziły żołnierzy i cywilów do brytyjskich portów.
W obliczu załamania Francji gen. Sikorski 18 czerwca uzgodnił z brytyjskim premierem Winstonem Churchillem, że Wielka Brytania pomoże w ewakuacji i przyjmie na swym terytorium rząd RP oraz Wojsko Polskie.
Nie wszystkie rozproszone po północno-zachodniej Francji jednostki zdołały wykonać rozkaz naczelnego wodza, zwłaszcza że często nie mogły liczyć na pomoc francuskich dowódców i lokalnych władz. Bywało, że Francuzi wręcz utrudniali przemarsz do portów i zaokrętowanie (np. po rozwiązaniu 3. DP jej dowódca płk Zieleniewski dostał od gen. Faury rozkaz ponownego zebrania oddziałów i zgłoszenia się do... Niemców – oczywiście go nie wykonał). Ogółem w maju i czerwcu 1940 roku udało się przewieźć za kanał La Manche ponad 17 tys. polskich żołnierzy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA