Media

W peruce, spontanicznie i na luzie

W programie „Szymon Majewski show” Jan Rokita po rozstaniu z polityką próbował sił w nowej roli
Forum
Chcesz zostać zapamiętany przez wyborcę, nie unikaj programów rozrywkowych. Tę zasadę przyjęło wielu znanych polskich polityków. Jeszcze niedawno można ich było oglądać głównie w magazynach publicystycznych. Dziś stali się bywalcami talk-show
Politycy na równi z ludźmi show-biznesu zasiadają dziś na telewizyjnych kanapach w programach rozrywkowych i starają się pokazać widzom swój bardziej prywatny wizerunek.
- Wchodzimy w czas postpolityki, w którym nad ideami zaczyna dominować wizerunek polityka – przyznaje Eryk Mistewicz, doradca polityczny. – Dlatego normą jest dziś poszukiwanie zainteresowania odbiorców nie analizą traktatu lizbońskiego, ale występami w programach rozrywkowych, gdzieś między pokazem połykacza ognia a wyznaniami młodej aktorki o jej doświadczeniach z pierwszej ciąży. – Polacy nie interesują się polityką, uważają ją za toporną i nudną. A w programach rozrywkowych dostają taką zabawną papkę, która budzi ich zainteresowanie – wyjaśnia Wojciech Jabłoński, politolog z UW.
[srodtytul]Liczy się milionowa widownia [/srodtytul] Ryszard Kalisz, poseł SLD, nie ukrywa powodów, dla których korzysta z zaproszeń do takich programów. – Audycje polityczne są odbierane przez określoną liczbę widzów, programy rozrywkowe mają dużo większą widownię. A przecież, występując w mediach, nabiera się popularności – wyjaśnia. Najlepsze telewizyjne rozrywkowe talk-show przyciągają przed telewizory miliony. Np. program Kuby Wojewódzkiego w TVN ogląda we wtorki prawie 2 mln widzów, a poniedziałkowy "Szymon Majewski show" (też TVN) – ok. 3 mln. W tym ostatnim pojawili się m.in. Jacek Kurski z PiS, Janusz Palikot z PO i Jan Rokita (po tym, gdy ogłosił, że odchodzi z polityki). – Ostatnio postanowiliśmy otworzyć się na polityków – przyznaje "Rz" Majewski, który wcześniej prezentował głównie aktorów. Lecz ubolewa, że nie osiągnęli oni jeszcze potrzebnego w takich występach odpowiedniego poziomu "luzu". – Poseł Palikot był dużo swobodniejszy w swoim tournée małpkowym niż w show. Miałem wrażenie, że cały czas z tyłu paliła mu się lampka ostrzegawcza – opowiada. Ale mimo wszystko Palikot i Kurski to gwiazdy politycznej areny mające do siebie dużo dystansu. Tego większości jeszcze brakuje. – Z politykami, którzy nie będą chcieli zrezygnować z poważnego i sztywnego wizerunku, nie da się zrobić żadnego show – twierdzi Majewski. Z tych, którzy pozwalają sobie na pewną spontaniczność, można wymienić Nelli Rokitę (PiS). W "Jeździe Figurowej" pokazywanej w TV 4 dała sobie założyć perukę z lokówkami i opowiadała o chrapaniu męża. A Wojciech Olejniczak (SLD) wystąpił w sparingu z byłym bokserem Przemysławem Saletą. [srodtytul]Niszowe też dobre [/srodtytul] Politycy nie ograniczają się do wielomilionowej widowni. Korzystają też z zaproszeń mniejszych stacji. Autor "Jazdy Figurowej" Michał Figurski przyznaje, że ściągnięcie polityka do lifestylowego programu nie jest trudne. – Politycy zdali sobie sprawę, że dziś bardziej niż skuteczność liczy się popularność. Namówienie ich do udziału w talk-show jest często prostsze niż w przypadku gwiazd show-biznesu – zapewnia "Rz". Mimo że "Jazda Figurowa" pokazywana jest w TV 4 od jesieni, gościli w niej już m.in. Ryszard Kalisz, Joanna Senyszyn (SLD), Jacek Kurski, Janusz Palikot oraz znajdujący się dziś na politycznym aucie działacze Samoobrony Andrzej Lepper, Sandra Lewandowska i Janusz Wójcik. – Dziś polityka i show-biznes nie mogą bez siebie żyć – przekonuje Figurski. – Były premier Kazimierz Marcinkiewicz sam wysłał zdjęcia ze swoją nową narzeczoną do tabloidu. Wojewódzki na czas kampanii do europarlamentu wprowadził nową zasadę: żadnych polityków w programie. Zdaniem Eryka Mistewicza właśnie w okresie kampanii politycy byliby skłonni do większej spontaniczności. Bo w takiej chwili zależy im na promowaniu wizerunku. – Jeden z kandydatów do europarlamentu chciał skoczyć na spadochronie z Pałacu Kultury i Nauki. Gdy zapytał mnie o zdanie, stanowczo mu odradziłem. Wyborcy nie są jeszcze na to gotowi, ale może za pięć lat takie happeningi będą już normą – zastanawia się Mistewicz. Nie chce zdradzić jego nazwiska. [srodtytul]Czasem odmawiają [/srodtytul] Jednak nie wszyscy politycy korzystają z zaproszeń do programów rozrywkowych. Nie pojawiają się w nich liderzy największych ugrupowań, członkowie rządu czy żony najważniejszych ludzi w państwie. A to właśnie na nich najbardziej zależy rozrywkowym dziennikarzom. Majewskiemu odmówili Lech Wałęsa, Ludwik Dorn (były poseł PiS), Marcinkiewicz, Jarosław Kaczyński (prezes PiS), a także pierwsza dama Maria Kaczyńska. – Pani Maria Kaczyńska to bardzo ciepła osoba, z dużym poczuciem humoru. Jej zaproszenie jest cały czas aktualne – zapewnia Majewski. Dziennikarz opowiada, jak po jednym z programów, w którym żartowano z jej wejścia do samolotu z reklamówką (powiedziano, że miała w środku kanapkę), przesłała mu paczkę. Była w niej taka sama reklamówka z kanapką i karteczka z informacją: "Teraz wie pan, co było w środku, proszę nie nakruszyć". Z kolei Wojewódzki wysłał zaproszenie do Jarosława Kaczyńskiego tuż po ogłoszeniu nowej strategii polityki miłości. – Ludzie z prawicy nie chcą do mnie przychodzić, w tej partii istnieje deficyt poczucia humoru – tłumaczy odmowę dziennikarz. Odmówiła mu także Małgorzata Tusk, żona obecnego premiera, oraz prof. Władysław Bartoszewski. Ten ostatni przyznał, że w jego wieku i przy takim tempie programu może po prostu nie dać rady. U Wojewódzkiego (gdy miał jeszcze program w Polsacie) wystąpił obecny premier Donald Tusk. Tuż po przegranych wyborach prezydenckich pojawił się tam z synem Michałem. – To był jeden z najlepszych odcinków – chwali się Wojewódzki. Ale obecność Tuska wynikała ze strategii jego doradców politycznych. – Bill Clinton po wybuchu afery z Moniką Lewinsky przez rok unikał stacji informacyjnych, natomiast pojawiał się w programach rozrywkowych. Taki zabieg pozwala politykowi każde poważne pytanie obrócić w żart i wciąż brylować w mediach. W przypadku Tuska było podobnie – tłumaczy Mistewicz. – Ta forma komunikacji politycznej nazywa się inforozrywką. Z jednej strony gonią za nią media, a z drugiej politycy. W takich programach nikt przecież nie zapyta o powody politycznych porażek – zauważa Jabłoński. Od takiej rozrywki nie stronią też poważne media. – Znajdziemy w nich informacje zarówno o romansie byłego premiera, jak i psie Dorna. Np. w takich programach jak "Teraz my" – mówi politolog Jabłoński. Tego rodzaju zarzuty sformułowano pod adresem jego autorów Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Mrozowskiego, gdy ujawnili sprawę ministra Mirosława Drzewieckiego, który kilka lat temu trafił do amerykańskiego komisariatu policji za sylwestrową awanturę z żoną. – Staramy się robić ciekawy program. Według nas nie ma to nic wspólnego z tabloidem – bronią się dziennikarze. – Tylko w ciągu ostatnich tygodni ujawniliśmy wiele istotnych dla życia publicznego faktów. M.in. to, że Tusk zamiast uczestniczyć w ważnym głosowaniu, grał z kolegami w piłkę nożną. [srodtytul]Nie wszystko na sprzedaż [/srodtytul] Do grona polityków odrzucających zaproszenia talk-show należy poseł Tadeusz Cymański z PiS. To częsty gość programów politycznych, potrafi błysnąć dowcipnym językiem. Wymarzony dla programu rozrywkowego. Przyznaje, że miał kilka zaproszeń, ale je odrzucił. Ostatnio z "Jazdy Figurowej". – Znajomi namawiali mnie: "Tadek, ty sobie świetnie poradzisz i tylko zyskasz". Wahałem się, ale się nie zdecydowałem – opowiada Cymański. – Popularność jest ważna, lecz nie za wszelką cenę. Dziś sprzedaje się wszystko: swoją rodzinę, swój wizerunek. I politycy też się godzą na takie układy z mediami. Gdzie jest dla kogo granica, każdy musi rozstrzygnąć sam – tłumaczy Cymański. – Choć z drugiej strony, jak polityka nie ma w mediach, to całkowicie znika. Wówczas może będę musiał zmienić zdanie. Taką granicę ma nawet Kalisz, który z reguły nie odmawia. – W "Tańcu z gwiazdami" już bym raczej nie wystąpił – mówi. Zdaniem Mistewicza wkrótce do polskiej polityki zacznie wchodzić nowe pokolenie. Będzie głodne popularności i już nauczy się wykorzystywać media. – To będą naturalni egoiści, którym nie będzie przeszkadzać nawet śpiewanie na łyżwach – mówi doradca. – To zjawisko można zaobserwować na Zachodzie – we Włoszech czy Francji. To będzie poważne zagrożenie dla dzisiejszych polityków, którzy podchodzą do programów rozrywkowych z dystansem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL