Sądownictwo

Rząd ustala stanowisko, ale prezydent może jechać

Szef prezydenckiej kancelarii Piotr Kownacki w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP może podjąć decyzję o uczestnictwie w szczycie UE, o ile uzna to za celowe. Musi jednak współdziałać z premierem - zdecydował Trybunał Konstytucyjny.
Prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP może podjąć decyzję o swoim udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe; Jednak to Rada Ministrów ustala stanowisko Polski, które na unijnym szczycie przedstawia premier - uznał Trybunał.
TK rozstrzygnął spór kompetencyjny o to kto reprezentuje Polskę na posiedzeniach Rady Europejskiej na wniosek premiera. Dwoje sędziów złożyło zdanie odrębne do niektórych punktów wyroku. [srodtytul]Stanowisko na szczyt UE należy do rządu[/srodtytul]
Ustalenie stanowiska Polski na każde posiedzenie Rady Europejskiej należy do wyłącznej właściwości Rady Ministrów - orzekł Trybunał Konstytucyjny. TK uznał ponadto, że "uczestnictwo prezesa Rady Ministrów w posiedzeniach Rady Europejskiej jest bezpośrednią konsekwencją jego funkcji ustrojowych". "Założeniem jest, że Rzeczpospolitą Polską reprezentuje na posiedzeniu Rady Europejskiej prezes Rady Ministrów lub wyznaczony minister; przedstawia on stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej ustalone przez Radę Ministrów. Uzgodnienie pomiędzy prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem, a prezydentem może dopuścić inne formy przedstawiania stanowiska Rzeczpospolitej, obejmujące udział prezydenta w tych czynnościach" - czytamy w uzasadnieniu orzeczenia. TK podkreślił też, że współdziałanie prezydenta i premiera oznacza w szczególności "rzetelne informowanie prezydenta przez prezesa Rady Ministrów lub ministra spraw zagranicznych o porządku planowanego posiedzenia (Rady Europejskiej)". [srodtytul]Prezydent nie prowadzi samodzielnie polityki zagranicznej[/srodtytul] Prezydent nie prowadzi samodzielnie polityki zagranicznej - uznał Trybunał Konstytucyjny. Ale - jak zaznaczył TK - konstytucja czyni z prezydenta najwyższego przedstawiciela RP, co umożliwia mu samodzielne decydowanie o udziale w posiedzeniach Rady Europejskiej, jeżeli uzna to za celowe dla realizacji swoich zadań. "Prezydent nie ma wynikających z konstytucji uprawnień służących samodzielnemu prowadzeniu polityki zagranicznej. Nie jest upoważniony do samodzielnego prowadzenia polityki zagranicznej, ani do sprawowania kierownictwa w dziedzinie stosunków z organizacjami międzynarodowymi" - głosi uzasadnienie orzeczenia TK. Trybunał podkreśla, że konstytucja czyni prezydenta najwyższym przedstawicielem RP, a stąd wynika to, że "na zasadach i w granicach wyznaczonych przez konstytucję i ustawy" samodzielnie postanawia o miejscu i formach urzeczywistnienia tego uprawienia. Jak tłumaczy TK, wystąpienie w ramach UE zagrożeń dla integralności terytorialnej państw członkowskich jest w wysokim stopniu nierealne. "Okoliczność ta istotnie zawęża potrzebę udziału prezydenta w posiedzeniach Rady Europejskiej motywowanego staniem na straży nienaruszalności i niepodzielności terytorium RP" - ocenił Trybunał. TK stwierdził, że im bardziej przedmiot obrad Rady Europejskiej wiąże się z polityką wewnętrzną, którą prowadzi i za którą politycznie odpowiada Rada Ministrów, "tym mniej zasadne jest uczestnictwo w posiedzeniach Rady Europejskiej innych niż Rada Ministrów organów państwa". [srodtytul]Realny spór kompetencyjny[/srodtytul] Spór między prezydentem a premierem w sprawie reprezentowania Polski na unijnych szczytach jest "sporem realnym" - uznał Trybunał Konstytucyjny. Trybunał zwrócił uwagę w uzasadnieniu do orzeczenia w sprawie sporu kompetencyjnego, że obowiązująca konstytucja weszła w życie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, a potem "ustawodawca nie dokonał stosowanych zmian" w ustawie zasadniczej, związanych z członkostwem w Unii. "Szereg kwestii kompetencyjnych i funkcjonalnych pozostających w związku z członkostwem w Unii nie uzyskało bezpośredniego, a zarazem jednoznacznego unormowania w tekście konstytucji z 2 kwietnia 1997 roku" - zaznaczył TK. [ramka][b]Paweł Graś, rzecznik rządu[/b] - Istotą tego orzeczenia jest wyraźnie stwierdzenie kto kreuje polską politykę zagraniczną, kto przygotowuje stanowisko i kto je prezentuje - powiedział dziennikarzom w Sejmie Graś. Zaznaczył, że stanowisko Polski na szczyty UE przygotowuje Rada Ministrów, a przedstawia szef rządu. - Oczywiście nikt nie zabrania prezydentowi udziału w tego rodzaju szczytach - zastrzegł rzecznik. Jak dodał, jeśli prezydent pojechałby na posiedzenie Rady Europejskiej, to stanowisko prezentowane przez niego musi być uzgadniane z rządem i nie może być sprzeczne z tym co ustaliła Rada Ministrów. - Myślę, że ten wyrok przynajmniej na jakiś czas pozbawi emocji przygotowanie i przebieg przyszłych szczytów - podkreślił Graś. Jego zdaniem, po orzeczeniu TK niejasna pozostaje nadal jeszcze jedna sprawa: co może się stać, gdyby prezydent na szczycie UE lub w innych okolicznościach prezentował inne stanowisko niż to, które zostało wypracowane przez rząd.[/ramka] [ramka][b]Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta[/b] Kownacki, który reprezentował prezydenta przed TK, podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że się bardzo cieszy z jednoznacznego stwierdzenia Trybunału, że prezydent samodzielnie decyduje, na które posiedzenia Rady Europejskiej pojedzie i które zagadnienia są objęte jego zakresem zainteresowania. W ocenie szefa Kancelarii Prezydenta, bardzo dobrze też, że TK tak mocno podkreślił zasadę współdziałania między prezydentem a rządem. - Całkowicie się zgadzam, że zarówno prezydent, jak i Rada Ministrów są zobowiązani do współdziałania i to jest ta naczelna zasada konstytucji w tym zakresie - mówił Kownacki. Jego zdaniem, ważne jest też mocne przypomnienie przez TK o obowiązku informowania prezydenta przez rząd o wszystkich sprawach dotyczących posiedzeń Rady Europejskiej, bo - jak mówił - w przeszłości zdarzały się incydenty niedobre. Kownacki dodał, że stwierdzenie przez TK, iż stanowisko Polski na szczyt UE jest opracowywane przez Radę Ministrów nie budzi kontrowersji strony prezydenckiej, bo taka była praktyka. Zaznaczył przy tym, że do tego stanowiska prezydent może zgłaszać swoje uwagi. Na pytanie kto wygrał tę rozprawę odparł: "Polska wygrała". Nie chciał jednak odnosić się do słów przedstawiciela strony rządowej, że był to remis ze wskazaniem na premiera. Powiedział jedynie: "nie jesteśmy po zawodach sportowych i że takie upraszczanie spraw powinno mieć swoje granice". [/ramka] [ramka][b]Paweł Kowal (PiS), wiceszef sejmowej komisji spraw zagranicznych[/b] - Decyzja nie zaskakuje. Należało się spodziewać, że nie tylko Trybunał, ale wszyscy rozsądni ludzie będą zachęcać do współpracy, do wykonywania konstytucji - ocenił Kowal w rozmowie z dziennikarzami. W opinii posła PiS, z wielu przykładów wiadomo, że "najlepiej jest wtedy, kiedy w zgodzie prezydent i rząd reprezentują kraj". - Do tego powinniśmy dążyć i taka była myśl konstytucji - dodał Kowal. Jednak - jego zdaniem - "rząd ma kłopot, bo większościowa partia PO chciałaby wszystkim dyrygować, o wszystkim decydować".[/ramka] [ramka][b]Stanisław Żelichowski (PSL), szef klubu PSL[/b] - Nie ulega wątpliwości, że w konstytucji jest napisane tak, jak orzekł Trybunał. Konstytucja zakłada współdziałanie władz. Co mógł zrobić TK? Przecież nie mógł zabronić prezydentowi wyjazdów zagranicznych, bo jest wolnym obywatelem, wolnego kraju, może sobie jechać gdzie chce - powiedział Żelichowski. Podkreślił, że TK uznał, że za politykę zagraniczną odpowiada Rada Ministrów. - Nie ma powodów sądzić, że rząd coś przegrał w tym stanie rzeczy - ocenił.[/ramka] [ramka][b]prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista[/b] - Każdy dostał po troszeczku. Moim zdaniem to wyrok dobrze zakotwiczony w konstytucji - powiedział prof. Winczorek. Pochwalił także Trybunał za to, że uznał, iż ma do czynienia ze sporem kompetencyjnym, a nie politycznym. Prof. Winoczrek argumentował, że wyrok jest "dobrze zakotwiczony w konstytucji, bo istotnie prezydent może przebywać tam, gdzie uważa za właściwe". - Ale jeżeli pojawi się na posiedzeniu Rady Europejskiej, to nie może w istocie rzeczy niczego innego mówić niż to, co ma do powiedzenia premier - dodał konstytucjonalista. Jak powiedział, "gdyby był na miejscu prezydenta", raczej by nie jeździł na takie posiedzenia. - Myślę, że nie byłoby też niedopuszczalne, gdyby rząd upoważnił prezydenta do przedstawiania stanowiska, które wypracował rząd, o ile zechce, aby prezydent się gdzieś tam pojawiał - zaznaczył.[/ramka]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL