Sport

Ten numer nie przejdzie

Po meczu Wisły z Legią. W Krakowie jego pilny obserwator Franciszek Smuda oświadczył w ścisłym gronie: Lech zdobędzie w ostatnich trzech meczach dziewięć punktów i zostanie mistrzem Polski.
[link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2009/05/18/ten-numer-nie-przejdzie/ ][b]Skomentuj na blogu[/b][/link]
Kiedy Smuda wypowiadał te słowa, Wisła była już na pierwszym miejscu w tabeli, mając nad Lechem i Legią jeden punkt przewagi. Trener zakładał więc, że Wisła w trzech ostatnich meczach straci punkty. O Legii nic nie mówił, ale można było odnieść wrażenie, że chyba w nią za bardzo nie wierzył, widząc, jak przegrała w Krakowie. Ale im bliżej końca rozgrywek, tym więcej nieoczekiwanych wyników. Nie jest to tylko polska prawidłowość. Z jednej strony – kluby walczące o tytuł lub broniące się przed spadkiem łapią tak zwany drugi oddech. Z drugiej – ci, którzy na mistrzostwo są za słabi, a spadek im nie grozi, w naturalny sposób tracą zapał.
A to wykorzystują ci bardziej zdeterminowani. W walce o tytuł liczą się już tylko trzy drużyny – Lech, Legia i Wisła. Wszystkie trzy odniosły w tej kolejce zwycięstwa, więc rachuby Smudy mogą być zawodne. Przed spadkiem nadal broni się co najmniej sześć drużyn. Do zakończenia rozgrywek pozostało 16 meczów i właściwie nie ma takiego, o którym można powiedzieć, że nie będzie o niczym decydował. Porażka w Gdyni z Ruchem chyba ostatecznie pogrąży Arkę. Klub sam na to zapracował. Najpierw władze ugięły się przed żądaniami kibiców i odstąpiły od zatrudnienia Bogusława Kaczmarka. Potem zaangażowały Czesława Michniewicza, którego wartość w klubie biedniejszym niż Zagłębie Lubin okazała się dużo mniejsza i Michniewicz jest jednym z największych przegranych w sezonie. Na sytuację Arki miały też wpływ ataki na finansującego klub Ryszarda Krauzego i wyroki w aferze korupcyjnej. Jako stały w uczuciach zwolennik futbolu na najwyższym poziomie w Trójmieście mam nadzieję, że w ekstraklasie pozostanie przynajmniej Lechia. Jak powszechnie wiadomo, to ulubiony klub premiera i kilku innych prominentnych polityków i z PO, i z PiS. To wyklucza wzajemne oskarżenia o ewentualną pomoc, która zresztą nie jest możliwa. To nie jest połowa lat 70., kiedy w złej sytuacji było Zagłębie Sosnowiec, w powszechnym mniemaniu klub Edwarda Gierka. Po rundzie jesiennej Zagłębie było już niemal zdegradowane. W wiosennej wygrywało prawie ze wszystkimi. Przed meczami do szatni sędziów wchodził ktoś z klubu (prezes, kierownik, trener), zadając tylko retoryczne pytanie i nie czekając na odpowiedź: „Panowie oczywiście wiecie, że towarzysz pierwszy sekretarz jest zainteresowany wynikiem dzisiejszego spotkania?„ Dziś taki numer już nie przejdzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL