Historia

Pierwszy komendant podziemnego wojska

Gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz
Archiwum „Mówią wieki”
Późnym wieczorem 26 września w oblężonej stolicy ląduje samolot z Rumunii. To kurier od marszałka Śmigłego-Rydza z ostatnimi informacjami i pełnomocnictwami dla generała Juliusza Rómmla dowodzącego walczącymi wciąż w kraju wojskami.
O pierwszej po północy melduje się u niego generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz, który dwa dni wcześniej przedstawił plan utworzenia armii podziemnej. Rómmel dyktuje krótki rozkaz: „pełnomocnictwo dowodzenia w wojnie z najazdem na całym obszarze Państwa przekazuję gen. bryg. Michałowi Tokarzewskiemu-Karaszewiczowi z zadaniem prowadzenia dalszej walki o utrzymanie niepodległości i całości granic.”
Rozkaz ten generał Tokarzewski odczytuje w swej kwaterze siedmiu oficerom, z którymi przedarł się po bitwie nad Bzurą do Warszawy: „do wyboru jest niewola – albo dalsza walka. Nikogo nie zmuszam ani nie namawiam. Zostawiam panom pół godziny do namysłu”. Gdy czas upływa, wszyscy decydują się podjąć walkę w konspiracji. Tak, w przeddzień kapitulacji Warszawy powstaje zalążek organizacji, którą generał postanawia nazwać Służbą Zwycięstwu Polski. To właśnie SZP, jeden z ok. 150 tajnych związków, które powstały w pierwszych tygodniach okupacji, stanie się fundamentem Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. W przedwrześniowym wojsku było niemało oryginałów, ale niewielu mogło się równać z twórcą i pierwszym komendantem przyszłej armii podziemnej. Urodzony we Lwowie Michał Tokarzewski, od dzieciństwa patrząc na nędzę Galicji, już w latach gimnazjalnych w Drohobyczu instynktownie dążył ku socjalizmowi. Jak zawsze tłumaczył, nie z pobudek „klasowych”, lecz „chrześcijańskich i ludzkich”. Członkiem PPS był jeszcze jako wyższy oficer.
Serdeczny i czuły w stosunkach z bliskimi i przyjaciółmi oraz wszystkimi pokrzywdzonymi przez los był zarazem, na służbie, doskonałym organizatorem, wymagającym dowódcą i nieugiętym legalistą. „Nadaje się na stanowiska wymagające silnej woli i bezwzględności”, „czasem zbyt ostry i nerwowy” – pisano o nim w opiniach służbowych. Jednocześnie jednak, jak podkreślał np. gen. Leon Berbecki: „robił na wszystkich bardzo miłe wrażenie”. Zwłaszcza na kobietach, które uwielbiały młodego generała – nominację generalską otrzymał w 1924 r., w wieku 31 lat – o urodzie ówczesnego amanta filmowego. W garnizonach, w których służył, stał się postrachem oficerów mających ładne żony. Większą jeszcze sensację i zgorszenie budziły jego ekscentryczne zainteresowania wiedzą tajemną. W 1921 r. wstąpił do Polskiego Towarzystwa Teozoficznego i stał się mistrzem teozofii, panteistycznego systemu filozoficzno-religijnego łączącego w sobie m.in. nauki buddyzmu, hinduizmu i chrześcijańskich herezji średniowiecznych. Teozofowie zjeżdżali się latem w dworze w Mężeninie nad Bugiem. Wśród uczestników spotkań przeważały rozegzaltowane kobiety zapatrzone w mistrza. „Baby leciały na niego jak szafy na trzech nogach” – przyznawała po latach jedna z uczestniczek. Generał Tokarzewski był też jednym z najwybitniejszych polskich masonów, z najwyższym, 33. stopniem wtajemniczenia. I wreszcie, kapłanem liberalnego Kościoła katolickiego, regularnie odprawiającym msze, podczas których wzywał m.in. „ducha dziejów państwowości polskiej”. Ale właśnie w okresie, gdy nawrócił się na teozofię – z jej wiarą w bezosobowy Absolut, reinkarnację i powszechne braterstwo ludzi, jako szef żandarmerii zaprowadzał żelazną ręką porządki w wojsku i kraju. Pomimo ugruntowanej opinii odmieńca uchodził za utalentowanego dowódcę. Członek Związku Walki Czynnej i „Strzelca” wyruszył na I wojnę światową z Oleandrów. Objął dowództwo batalionu, a potem 5. pułku piechoty Legionów, brał udział w walkach z Ukraińcami o Przemyśl i odsieczy Lwowa, a w 1920 r. w „wyprawie wileńskiej”. W czasach pokoju dowodził dywizjami piechoty i okręgami korpusów w Grodnie, Lwowie i Toruniu. W październiku 1939 r. gen. Tokarzewski przygotowuje plany działania SZP i osobiście organizuje zalążki organizacji w Krakowie, Kielcach, Tarnowie. Po przekształceniu, decyzją rządu w Angers, SZP w Związek Walki Zbrojnej ma stanąć na czele jego Obszaru Lwowskiego. Aresztowany przez NKWD w marcu 1940 r. przy przekraczaniu granicy między okupacjami na Sanie trafia do łagru pod Workutą, a potem na Łubiankę. Zwolniony w sierpniu 1941 r. obejmuje dowództwo 6. Dywizji Piechoty w Rosji, a potem dowodzi III korpusem organizującym się na Bliskim Wschodzie. Po wojnie pracuje m.in. jako nocny stróż. W jednym z rządów emigracyjnych obejmuje w 1954 r. tekę ministra obrony narodowej. Kiedy umiera w 1964 r., w kieszeniach jego ubrań bliscy znajdują starannie opisane saszetki: z ziarnem pszenicy z Lubelszczyzny, źdźbłem trawy z Mężenina, kamykiem z królewskich grobów na Wawelu, kadzidłem z Jerozolimy... [i]Daniel Bargiełowski, „Po trzykroć pierwszy” Emil Kumor, „Wycinek z historii jednego życia”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL