Sztuka

Grafficiarze przejmują stocznię

Stocznia Gdańska
Fotorzepa, Piotr Wittman
Od dziś do niedzieli między gdańskimi dokami kursować będą polscy i zagraniczni twórcy street artu. W niszczejącym przemysłowym pejzażu, obok rdzy i odpadających tynków, pojawią się nowe twory - barwne, lśniące świeżą farbą
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Graffiti organizuje Instytut Sztuki Wyspa, mieszczący się w tzw. Młodym Mieście stworzonym na terenach należących kiedyś do stoczni. Wzorem Berlina, Instytut chce ożywić popadające w ruinę lub niewykorzystywane obszary, tym razem zapraszając grafficiarzy z Rosji, Niemiec, Czech, Szwecji, Włoch, Brazylii i Polski.
Są w śród nich prawdziwe gwiazdy street artu - writerzy, którzy zostawili swój ślad w najbardziej charakterystycznych miejscach, jak ściana londyńskiej Tate Modern czy słynna East Side Gallery w Berlinie. Tam, gdzie sztuka uliczna kwitnie, zainteresowanie widzów i handlarzy jest ogromne. Street art coraz łatwiej kupić w galeriach, powstają też przewodniki, które pomagają podążać za ulubionymi artystami i oglądać ich malunki na budynkach, murach, wiaduktach. Mało kto jednak ma szczęście widzieć autorów przy pracy. Dlatego warto odwiedzić Wyspę i zobaczyć, jak maluje Blu, pochodzący z Bolonii twórca słynący z portretów i zniekształconych postaci. Przypominają mitycznych bohaterów, występują pojedynczo lub w pełnych agresji, niepokojących scenach.
Z Brazylii przyjedzie Nunca, przeplatający miejskie grafiki z tzw. pixacao, typowo brazylijskim stylem znaczenia murów. Jego malunki są nowoczesne i barwne, ale nawiązują do przeszłości: prymitywne kreski i kanciaste postaci przypominają o plemiennych, afrykańskich korzeniach Brazylii. Nunca „zapisuje” swe obserwacje niczym Afrykańczycy przywożeni w kajdanach do Ameryki Południowej, a równocześnie pokazuje, jak globalizacja wchłania tradycyjne formy sztuki. Do brazylijskiego folkloru sięgają też pracujący w duecie bliźniacy Os Gomeos z Sao Paolo. Ich specjalnością są smukłe postaci malowane np. na kominach, sceny rodzinne, a także tworzone z rozmachem społeczno-polityczne murale. Esher jest Niemcem, ale na jego prace można natknąć się w Los Angeles, Indiach, Turcji i Afryce. To nie tylko grafficiarz, także popularny projektant. Jego prace są inspirowane muzyką i przesycone dowcipem. W Niemczech, gdzie graffiti jest jednym z najbardziej wziętych nurtów w plastyce, writerzy zakładają studia graficzne i zajmują się m.in. projektowaniem pism, reklamą, wystrojem wnętrz czy animacją. Tak działa grupa Viagrafik, której członkowie przyjadą na Graffest. W stoczni pojawi się też tandem Zachem, czyli dwaj Rosjanie, których wrzuty co dzień widują mieszkańcy Moskwy. Zagraniczni goście i polscy artyści spotkają się w warsztacie Wyspy i razem stworzą wystawę. By ją zobaczyć, nie trzeba jechać do Trójmiasta - wystarczy Internet. Na specjalnej stronie www uruchomiona zostanie wirtualna galeria „Islandea”. Zajrzą do niej także przypadkowi przychodnie w różnych punkach Gdańska, gdzie powstaną stoiska z wirtualną transmisją. W tak wymyślonej galerii graffiti połączy się z innymi dyscyplinami - w „Islandei” pojawią się też elementy rzeźbiarskie i audiowizualne. Duszą każdego festiwalu graffiti jest jednak jam, czyli wspólne malowanie na ścianie: widowiskowy jarmark pomysłów i okazja, by podpatrywać technikę rywali. W stoczni przez trzy dni malować może każdy, kto ma własne farby i zgłosi udział poprzez stronę internetową festiwalu. Dla writerów i widzów zagrają didżeje współpracujący z renomowaną wytwórnią Ninja Tune - przyjadą nowatorscy producenci z Wielkiej Brytanii, USA i Niemiec. Będzie też pokaz laserowego graffiti, czyli zdobienie nieba świetlnymi napisami. Szczegóły na stronie [link=http://www.graffest.pl" target="_blank]www.graffest.pl [/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL