fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Brown mówi: sprawdzam

Premier Gordon Brown w rozmowie z minister ds. samorządów Hazel Blears, która jako jedna z pierwszych polityków Partii Pracy została oskarżona o nadużycia (fot: Stefan Rousseau)
AFP
Media ujawniają kolejnych polityków, którzy na koszt podatników budowali baseny i urządzali domy. Burza zaczęła się od samego premiera
Skandal związany z procederem wyłudzania przez posłów państwowych pieniędzy na prywatne cele zatoczył już bardzo szeroki krąg. Wśród podejrzanych są zarówno rządzący laburzyści, jak i opozycyjni konserwatyści i liberalni demokraci. – Nie wystarczy, że jeden czy dwóch posłów złoży tu i tam jakieś oświadczenia. W tej sprawie potrzebne są radykalne działania – przekonywał wczoraj premier Gordon Brown. I ogłosił, że niezależna komisja zbada wydatki posłów z ostatnich czterech lat. W sumie chodzi o około milion funtów.
– Efekt tej afery może być taki, że wielu Brytyjczyków zbojkotuje wybory do Parlamentu Europejskiego, demonstrując swą niechęć do całej klasy politycznej – mówi „Rz” Iain Dale, czołowy brytyjski komentator polityczny. – Ponieważ skandal dotyczy wszystkich głównych partii, skorzystać mogą na nim mniejsze ugrupowania, które poczuły, że nadszedł ich moment. Minister z czasów Thatcher Norman Tebbit wzywa już Brytyjczyków, by na znak protestu odrzucili w wyborach całą polityczną elitę – dodaje.
Media informują tymczasem o kolejnych przypadkach nadużyć. Hazel Blears, minister ds. gmin i władz lokalnych, odliczyła od podatku 13 332 funty w związku z zakupem „mieszkania służbowego”. To właśnie przepisy o tych mieszkaniach dały pole do największych nadużyć. Politycy remontowali je, upiększali i wyposażali na koszt państwa.
– Oni nie mają poczucia, że robili to nielegalnie – mówi „Rz” Lucy Beresford, brytyjska psycholog polityki. – I rzeczywiście, ciągnęli po prostu profity z systemu, bez naruszania prawa. Ludzka skłonność do wykorzystywania sytuacji, w których można dostać coś za nic, jest tak silna, że trudno jej się oprzeć, nawet gdy zarabia się krocie. Ludzi trudno zmienić – tłumaczy. I dodaje, że podstawowym problemem jest więc system, który umożliwiał uzyskiwanie takich korzyści
Lider konserwatystów David Cameron zapowiedział, że wielu czołowych polityków jego partii zwróci do budżetu pieniądze które przeznaczyli na „nadmierne wydatki”. Ci, którzy odmówią, zostaną wyrzuceni z partii.
Wczoraj w Izbie Gmin zebrała się komisja, która ma opracować nowe zasady korzystania z systemu przywilejów. – Nie wiadomo, co ostatecznie ustali, ale czasy zwrotów przez państwo pieniędzy za meble, jedzenie i korki do wanien definitywnie się skończyły – relacjonował korespondent BBC. Najprawdopodobniej zwracane teraz będą tylko koszty wynajmu służbowego mieszkania oraz rachunki za gaz, prąd itp.
Napiętnowani już przez media politycy posypują głowy popiołem. Hazel Blears wyznała, że po rozmowie z mężem zdecydowała się zwrócić pieniądze.
– Osobiście dotknęło mnie to, co mówili o tej sprawie ludzie w Salford, gdzie żyję z moją rodziną – wyznała, cytowana przez „Daily Telegraph”.
Trzech konserwatystów zapowiedziało z kolei, że zwróci pieniądze, które wydali na utrzymanie basenów w swoich „służbowych” domach.
Iain Dale zwraca uwagę, że brytyjski skandal trzeba oceniać we właściwych proporcjach: – Właśnie brałem udział w programie BBC, do którego dzwonią ludzie z całego świata. Najwięcej głosów było w stylu: 30 tysięcy na remont to ma być skandal?! U nas politycy kradną bez żenady grube miliony!
[ramka][b]Jak politycy wyciągali pieniądze z kieszeni podatników [/b]
- Wiceminister zdrowia Phil Hope otrzymał ponad 41 tys. funtów jako zwrot za wydatki m.in. na urządzenie kuchni i łazienki, położenie parkietów, siedem par drzwi, krzesła, stoły, szafy, telewizor i sprzęt ogrodniczy.
- Członek gabinetu cieni konserwatystów Francis Maude kupił „mieszkanie służbowe” o kilka minut drogi piechotą od swojego domu, co kosztowało podatników 35 tys. funtów. W „służbowym” lokum zamieszkał, a dom zaczął wynajmować, na czym dodatkowo zarobił.
- Menzies Campbell z partii Liberalni Demokraci dostał z budżetu 10 tys. funtów. Tyle zapłacił bowiem renomowanemu dekoratorowi wnętrz za urządzenie mieszkania. [/ramka]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=m.szymaniak@rp.pl]m.szymaniak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA