Świat

Niebezpiecznie w chmurach

Należącym do Lufthansy airbusem zaczęło trząść nad szwajcarskimi Alpami. Nie wszyscy zdążyli zapiąć pasy. W ułamku sekundy rannych zostało 14 osób
Airbus A321 leciał z Monachium do Lizbony. Na pokładzie było 147 pasażerów i dziewięciu członków załogi. Z powodu turbulencji musiał lądować w Genewie. Pięć osób wymagało szybkiej opieki lekarskiej.
– Nie zapaliło się światełko wzywające do zapięcia pasów, ale wielu pasażerów i tak miało je zapięte. Niektórzy jednak nie. To oni, a także stewardesy, które akurat serwowały posiłek, ucierpieli najbardziej – powiedział na lotnisku przewodniczący portugalskiego parlamentu Jaime Gama, który feralnym samolotem wracał – przez Monachium – z oficjalnej wizyty w Pekinie. Wszystkie obrażenia okazały się jednak lekkie i większość pasażerów wkrótce zdecydowała się na dalszy lot do Lizbony. Lufthansa przysłała zresztą dla nich drugi samolot z Frankfurtu.
– Takie przypadki zdarzają się w lotnictwie pasażerskim, ale nie należą do częstych – mówi „Rz” kapitan Marek Szufa, pilot boeinga 767. I wspomina, jak trzy lata temu podobnie było z samolotem LOT lecącym do Nowego Jorku: – Silna turbulencja spowodowała, że kilkoro pasażerów zostało rannych, a dwie lub trzy stewardesy z poważnymi obrażeniami trafiły do szpitala. Również według redaktora naczelnego magazynu „Skrzydlata Polska” wpadnięcie w turbulencje to w Europie rzadkość. – W latach 40. zdarzały się przypadki, że samoloty pasażerskie były nawet łamane przez burze. Do takich katastrof dochodziło jednak w tropikach – mówi „Rz” Grzegorz Sobczak. Zdarzało się też, że z powodu turbulencji samoloty zaczynały tracić wysokość. W 2007 roku samolot lecący z Calgary do Halifaksu opadł aż o 300 metrów, a podobny, lecący z Amsterdamu do Japonii – o 50. W tym drugim stewardesy właśnie roznosiły posiłki. Po chwili wszystkie wózki i pojemniki z jedzeniem latały po samolocie. 20 osób zostało rannych. – Mamy XXI wiek, ale nie udało nam się jeszcze stworzyć maszyny idealnej. Samoloty są wyposażone na przykład w radary pogodowe, ale nie da się przewidzieć wszystkich warunków atmosferycznych – zaz- nacza Bartosz Głowacki ze „Skrzydlatej Polski”. Kapitan Szufa przyznaje, że turbulencje związane z burzą czy specyfiką terenu, na przykład górami, są do przewidzenia. Ale w czystym powietrzu – nie. – Każdy pilot przed lotem zapoznaje się z trasą i warunkami atmosferycznymi, które na niej panują. Po przestudiowaniu takich danych jest duże prawdopodobieństwo, że ominie się rejony z zagrożeniem turbulencjami – mówi. [ramka]www Strona wydawcy „Skrzydlatej Polski” [link=http://www.altair.com.pl]www.altair.com.pl[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL