Plus Minus

Nostalgia zadymiarzy

List gończy za „bandą Baader-Meinhof”, 1972 r.
EAST NEWS
Prawdziwe mordy państwowe to te popełnione przez komunistyczne Niemcy Wschodnie, które generacja ’68 całkowicie ignorowała
[b]RZ: Niedawno na ekrany polskich kin wszedł film pt. „Baader-Meinhof Komplex”. Obraz jest historią Frakcji Czerwonej Armii, w której pani matka Ulrike Meinhof odgrywa nader istotną rolę. Odmówiła pani jednak współpracy przy jego produkcji. Dlaczego?[/b]
Producent filmu Bernd Eichinger i jego reżyser Uli Edel skontaktowali się ze mną na początku 2007 roku. W trakcie rozmowy bardzo szybko zrozumiałam, że „Baader-Meinhof Komplex” ma być jedynie kiczowatą produkcją o terrorze i rewolucji. Pod względem intelektualnym i politycznym – absolutne dno. Dużo pirotechniki i strzelaniny, jeśli chodzi zaś o historyczną prawdę – totalna katastrofa. Zbulwersowało mnie również to, w jak wielkim stopniu Eichinger i Edel czerpią z mojej książki „Zabawa w komunizm”. Wiele zawartych w niej scen chcieli wykorzystać w sposób nieformalny. Częściowo zresztą dopięli swego. Jest bowiem w filmie kilka cytatów zaczerpniętych z książki. Twórcy jednak nie podali ich źródła, jak w takiej sytuacji zwykło się postępować. Od początku było dla mnie jasne, że cała konstrukcja filmu opierać się będzie na figurze Ulrike Meinhof – matce. W pierwotnej wersji obraz miał być dramatem rozgrywającym się między matką i dziećmi. Zdołałam temu zapobiec. W ożywionej, z czasem wręcz agresywnej korespondencji, którą prowadziłam z twórcami filmu, wymogłam na nich, aby znacznie ograniczyli informacje dotyczące prywatnego życia Ulrike Meinhof oraz mojej rodziny. Od początku zdecydowanie krytykowałam ten film. Najpierw mój głos był odosobniony, z czasem jednak stał się coraz bardziej słyszalny. Liczne media w Niemczech ale także w Wielkiej Brytanii, Francji i USA wskazywały na braki w warstwie intelektualnej i historycznej. Tak więc mam swój wkład w to, że ominęły go takie nagrody jak Złoty Glob czy Oscar.
[b]Choć wiele sekwencji filmu rozgrywa się w Berlinie, w żadnym ujęciu, nawet w tle, nie ma berlińskiego muru. W jakim celu, według pani, przeprowadzono taki zabieg?[/b] To jeden z najbardziej istotnych mankamentów filmu. Rzeczywiste uwarunkowania polityczne lat 70. zostały przemilczane, a zamiast tego widz otrzymuje zupełnie dowolny montaż pseudohistoryczny. Wszystko po to, aby na siłę legitymizować działania terrorystów i ruchu ‘68. Trzeba powiedzieć wyraźnie: ruch ‘68, a szczególnie terror RAF nie byłyby możliwe bez przyjacielskiej asysty Berlina Wschodniego i Moskwy. Uwielbienie dla ludobójców: Mao Tse-tunga, Lenina, Stalina, Ho Chi Minha, Pol Pota, oraz ślepe powielanie ich propagandowych schematów wygenerowanych na użytek zachodnioniemieckich umysłów kładzie się cieniem na całym pokoleniu. Musiano więc to w obrazie wyciszyć. Zamiast tego mamy fałszywie przedstawiony przypadek Benno Ohnesorga. [b]Na czym polega to przekłamanie?[/b] W filmie kluczową rolę pełni niezwykle wyrazista początkowa scena, w której policjanci berlińscy brutalnie, nieadekwatnie do zagrożenia atakują pałkami studentów. W końcu któryś z policjantów otwiera ogień, zabijając studenta Benno Ohnesorga. Zadaniem tych pierwszych ujęć jest przedstawienie RFN roku 1967 jako państwa policyjnego. To przeciw niemu w słusznej sprawie występowali studenci. Przeciw temu państwu najlepsi z najlepszych, czyli terroryści walczyli następnie z bronią w ręku. Jest to nic innego jak legenda, którą wykreowało pokolenie ’68 i którą sprzedaje światu od 40 lat. Rzeczywistość była jednak inna. Do tego incydentu doszło podczas demonstracji przeciw wizycie szacha Persji w Berlinie w czerwcu 1967 roku. Była ona inspirowana przez perskich rewolucjonistów oraz rozognionych komunistyczną propagandą agitatorów. Szach, potężny dostawca ropy naftowej, chętnie przyjmowany także w krajach komunistycznych, przywiózł ze sobą do Berlina funkcjonariuszy własnej policji politycznej. Mieli go chronić przed perskimi opozycjonistami i zachodnioniemieckimi studentami. I faktycznie poczynali sobie dość swobodnie. Zarówno demonstranci, jak i policja weszli nagle na niespotykaną od lat w Niemczech Zachodnich orbitę przemocy. W ferworze walki, w podgrzanej atmosferze został zastrzelony student przez policjanta, który nie wytrzymał nerwowo. Na pewno nie zabił studenta na rozkaz państwa. [b]Mogłaby to pani dokładniej wyjaśnić?[/b] Ówczesny kanclerz Willy Brandt nie wydał rozkazu strzelania do studentów. Było to autonomiczne działanie policjanta. Mimo to ten jednostkowy, indywidualny czyn funkcjonariusza policji doczekał się nadinterpretacji ze strony uczestników pokolenia ’68. Urósł do rangi mordu państwowego i został okrzyknięty kamieniem węgielnym ruchu ’68 i RAF. Prawdziwe mordy państwowe to te popełnione przez komunistyczne Niemcy Wschodnie wobec osób próbujących przedostać się przez mur, które generacja ’68 całkowicie ignorowała. W latach 1949 – 1961, jeszcze przed budową muru, ponad dwa miliony obywateli NRD uciekło ze swojego komunistycznego państwa bezprawia do demokratycznej, kapitalistycznej Republiki Federalnej. Te proste fakty zakłócają obraz kreowany przez reprezentantów pokolenia ’68, którzy dziś są grubymi rybami kapitalizmu. Film ten przemilcza także fakt, że Ulrike Meinhof, począwszy od 1959 roku aż do śmierci, była komunistką ze wschodnioberlińską legitymacją partyjną. W mojej książce znajdują się liczne dokumenty Federalnego Archiwum w Berlinie potwierdzające ten fakt. [b]Niedawno w Polsce została wydana książka szwedzkiego autora pt.: „Teresa”. Rzecz jest luźną biografią Ulrike w ujęciu hagiograficznym. W polskim wstępie do tej powieści Sławomir Sierakowski, jeden z członków tzw. nowej lewicy, porównuje podpalanie domów towarowych w Republice Federalnej z wydarzeniem w Polsce, jakim było podłożeniem bomby w auli, gdzie komunistyczny aparat represji zamierzał urządzić akademię dla swoich funkcjonariuszy. Jak pani to skomentuje?[/b] Ta książka jest poniżej poziomu, na jakim chciałabym prowadzić dyskusję. Podobnie polska przedmowa do niej jest zbiorem zleżałych sloganów spod znaku. Uważam za niesłychane, że w Polsce film „Baader-Meinhof Komplex”, który zawiera elementy mojej książki, reklamowany jest wspólnie z fabularyzowaną biografią Ulrike Meinhof. Być może miał to być dość żałosny akt zemsty twórców filmu wobec mojej osoby. Porównanie popkulturowego dekadenckiego podpalenia domu towarowego przez Baadera i Ensslin z aktem sabotażu przeciw dyktaturze komunistycznej, która fundowała swojemu społeczeństwu niewolę, biedę i represje, pasuje jak pięść do nosa. Przede wszystkim w tym okresie w Niemczech modne były publiczne narzekania na rozbuchany konsumpcjonizm. Dlatego Baader i Ensslin wybrali dom towarowy jako symbol. W krajach zaś komunistycznych nadmiar luksusu w sposób oczywisty nie był najbardziej palącym problemem. [b] W swojej książce „Zabawa w komunizm!” dowiodła pani, że pismo „Konkret” przygotowujące grunt pod tzw. rewolucję ’68 roku było finansowane przez wschodnioniemieckie służby bezpieczeństwa. Jak radzą sobie z tym faktem apologeci i członkowie ruchu ’68?[/b] Uczestnicy ruchu ’68 ze swoimi biografiami częściowo wspieranymi i finansowanymi przez Berlin Wschodni zrobili zawrotne kariery życiowe i wiodą w Niemczech Zachodnich dostatni kapitalistyczny byt. Nie mają z tym żadnego problemu. Wygrali i śmieją się do rozpuku. We własnym towarzystwie swoje młodzieńcze grzechy postrzegają jako szalenie zabawne, gdy zaś zostają osobiście uwikłani w jakąś sprawę, czy to podejrzenia o współpracę ze Stasi, czy też o popełnienie czynów karalnych, stają się nadzwyczaj brutalni, agresywni i aroganccy. [b]Joschka Fischer i Daniel Cohn-Bendit należeli do rewolucyjnej organizacji Putzgruppe i aktywnie uczestniczyli w demonstracji, jaka miała miejsce dzień po śmierci Ulrike Meinhof, podczas której jeden z policjantów w wyniku ataku koktajlem Mołotowa doznał ciężkich poparzeń. Obaj są nieobecni w filmie. Czy dlatego, że sceny z ich udziałem byłyby dla nich niewygodne?[/b] W Niemczech w latach 70., oprócz RAF istniało wiele fenomenów terroru takich jak Ruch 2 Czerwca czy Komórki Rewolucyjne. Także Putzgruppe, czyli Proletariacka Unia Terroru i Zniszczenia, w której udzielał się Fischer, była konspiracyjno-bojową organizacją. Kilku byłych dynamitardów ustatkowało się później i oczywiście nie chcą mieć obecnie już nic wspólnego ze swoją przeszłością. W związku z tym, że niektórzy zajmują dziś istotne stanowiska w państwowych urzędach, instytucjach kultury i sztuki, wzajemnie starają się chronić. [b]Jakie jest obecnie nastawienie Niemców do Frakcji Czerwonej Armii? Czy większość Niemców jest dumna z RAF, czy też potępia ten ruch? Czy film „Baader-Meinhof Komplex” w jakikolwiek sposób wpłynął na postrzeganie RAF przez Niemców?[/b] Jakiś czas temu pisałam, że Frakcja Czerwonej Armii jest ostatnim punktem niemieckiej identyfikacji narodowej. Teza ta jest coraz częściej rozpowszechniana. Jedni nienawidzą RAF, inni ją kochają, a reszta kocha i nienawidzi. Większość Niemców jest przygnieciona dzisiejszymi problemami, sprawą imigracji, znacznie trudniejszymi stosunkami ekonomicznymi, spadającym poczuciem pewności jutra, utratą wartości oraz faktycznym uwiądem rodziny. Wówczas chętnie przywoływane są wspomnienia terroru RAF minionych lat. To jest kawałek nostalgii za tamtym Zachodem, którego dzisiaj już nie ma. Nazwijmy to westalgią… Bettina Roehl, córka Ulrike Meinhof, publicystka, opublikowała kilka krytycznych książek na temat generacji, 68 i niemieckiej lewicy. W 2001 roku wywołała skandal biografią ówczesnego ministra spraw zagranicznych, Joschki Fischera, w której oskarża go nie tylko o sympatie dla terrorystów, ale również o ich aktywne wspieranie. W Polsce ukazała się jej książka „Zabawa w komunizm”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL