Świat

Rosja – Zachód: próba sił

Rosyjskie posterunki na granicy separatystycznej Osetii Południowej można sfotografować tylko ukradkiem (zdjęcie z 13 kwietnia)
AFP
Miał być dialog, a przybywa problemów. UE i NATO zarzucają Rosji łamanie porozumień. A Moskwa wytyka sojuszowi wydalenie swoich dyplomatów
Rosja podpisała w czwartek z Abchazją i Osetią Południową układy o ochronie granic państwowych. De facto przekazują one władzom w Moskwie kontrolę nad granicami separatystycznych republik, których niepodległość uznała po sierpniowej wojnie z Gruzją. Rosja będzie ochraniać ich granice „do momentu utworzenia przez nie własnych sił ochrony pogranicza” – czytamy w dokumencie. Dla Zachodu to naruszenie porozumień pokojowych zawartych przy udziale UE po wojnie na Kaukazie.
[srodtytul] Napięcie na granicy[/srodtytul] – To porozumienie nie jest skierowane przeciwko żadnemu państwo. Ma zapewnić bezpieczeństwa – przekonywał jednak prezydent Rosji. Jego zdaniem bezpieczeństwu dwóch republik mogą zagrażać gruzińskie prowokacje. Za tego typu działanie Dmitrij Miedwiediew uznał planowane przez NATO w maju manewry wojskowe na terytorium Gruzji. – Te ćwiczenia to oczywista prowokacja – ocenił.
Zdaniem politologa Aleksieja Makarkina Rosja podpisała porozumienia z Abchazją i Osetią w odpowiedzi na zignorowanie jej protestów w sprawie manewrów. – Oczywiście podpisanie ich było planowane, ale to, że wydarzyło się to akurat teraz, z pewnością nie jest przypadkowe – mówi „Rz”. Jego zdaniem Moskwa liczyła, że jej gwałtowna reakcja wpłynie na zmianę planów sojuszu. NATO i Rosja znajdują się w fazie „odbudowywania dialogu” po zerwaniu wzajemnych stosunków z powodu sierpniowej wojny z Gruzją. Podpisane w czwartek umowy z pewnością nie ułatwią procesu normalizacji. NATO i UE już ją zresztą skrytykowały. – Wszyscy rozumieją, że dialog jest potrzebny, ale obie strony uważają, że to ta druga powinna ustąpić – dodaje Makarkin. Przekonuje jednak, że mimo napięcia nie dojdzie do katastrofy. – Po prostu będzie ciężko – podsumowuje. Zapowiedział to też ambasador Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, z oburzeniem komentując ujawnioną przez „Financial Times” aferę szpiegowską między Rosją i sojuszem. Brytyjski dziennik napisał o wydaleniu dwóch rosyjskich dyplomatów pracujących w Brukseli. Moskwa przekonuje, że „oni nie byli szpiegami”. Incydent nazywa prowokacją, która przeczy deklaracjom Brukseli o chęci dialogu. Kreml – według słów Rogozina – odpowie „ostro i zdecydowanie”. Jak? Na razie nie wiadomo. Przygotowania do spotkania ministrów spraw zagranicznych NATO i Rosji, które ma się odbyć jeszcze w tym miesiącu, przebiegają na razie bez zakłóceń. – Jesteśmy w trakcie ustalania odpowiadającego wszystkim terminu – powiedział „Rz” jeden z rzeczników sojuszu Robert Pszczel. [srodtytul]Fałszywy przeciek[/srodtytul] Jeszcze jedną dyplomatyczną aferę wykryły rosyjskie media. Agencja Interfax poinformowała o wzajemnym wydaleniu dyplomatów wojskowych: najpierw rosyjskich z Polski, a następnie polskich z Rosji. Miało do niego dojść pod koniec ubiegłego roku. Warszawa kategorycznie zaprzecza. Jeden z dyplomatów uważa, że ta informacja to fałszywy przeciek, który ma zepsuć atmosferę przed zaplanowanym na przyszły tydzień spotkaniem Radosława Sikorskiego z Siergiejem Ławrowem. – Ktoś najwyraźniej chce zaszkodzić dobremu przebiegowi tej wizyty – mówi nasz rozmówca. Jego zdaniem potwierdza to wypowiedź szefa Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Konstantina Kosaczowa, który powiedział w Warszawie, że brakuje woli politycznej do normalizacji wzajemnych stosunków. – Z naszej strony taka wola jest – mówi „Rz” rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Ma też nadzieję, że napięcie między Rosją i NATO nie wpłynie na przebieg wizyty Sikorskiego. – Mamy rozbieżne stanowiska w sprawie Abchazji i Osetii i z pewnością zostanie to wyartykułowane podczas spotkania. Ale oprócz rzeczy, które nas dzielą, są też sprawy, o których powinniśmy i chcemy rozmawiać. Powtarzam, z polskiej strony jest wola, by iść naprzód w stosunkach z Rosją – dodał. [ramka][srodtytul]Chcielibyśmy, żeby Polska była pomostem między Rosją a UE[/srodtytul] [i]Konstantin Kosaczow, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy [/i] [b]RZ: Twierdzi pan, że stosunki polsko-rosyjskie są dalekie od normalności. Co Rosję najbardziej irytuje w polityce Polski?[/b] [b]Konstantin Kosaczow:[/b] Nie powiedziałbym, że irytuje. Wydaje nam się jednak nielogiczne, że państwo położone między Moskwą a Brukselą zamiast być pomostem między Rosją a UE, staje się barierą. Podczas wspólnych projektów Rosji i UE tradycyjnie napotykamy na wewnętrzny opór. Wielu Europejczyków, ujawniając nam kulisy wewnętrznych unijnych dyskusji, twierdzi, że przeszkody najczęściej pojawiają się z powodu Polski. [b]W przyszłym tygodniu w Rosji złoży wizytę szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Czego Moskwa oczekuje po tej wizycie? [/b] Cieszę się, że po pięciu, sześciu latach zastoju w polsko-rosyjskich stosunkach wracamy do strategii planowania. Każdy kontakt jest ważny, bo może doprowadzić do porozumienia. Mam nadzieję, że wizyta Sikorskiego będzie kluczowym elementem poprzedzającym przygotowania do wizyty premiera Władimira Putina w Polsce. [b]Rosja żąda odwołania manewrów NATO w Gruzji. Ostrzega, że mogą one pogorszyć stosunki z sojuszem. Co zrobicie, jeśli NATO i tak te ćwiczenia zorganizuje?[/b] Nie możemy im zapobiec. Mamy jednak prawo do własnego zdania w tej sprawie. Podobnego rodzaju ćwiczenia są sprzeczne z założeniami naszej współpracy z NATO, są nieprzyjacielskie wobec Rosji i znacząco utrudniają sytuację w regionie. Zwłaszcza że manewry – przypadkowo lub nie – zbiegają się z terminem wyborów do parlamentu w Osetii Południowej, ustalonym na 31 maja. [i]rozmawiała Tatiana Serwetnyk[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL