fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Bawiłem się z dziećmi złodzieja

Shultes (Gela Czitawa), były sportowiec, cierpi na amnezję. Teraz jest kieszonkowcem i do tego fachu przyucza Kostika
35 MM
O szarzyźnie współczesnej Rosji, smutku moskiewskiej metropolii i dzieciństwie w Gruzji mówi Bakur Bakuradze, reżyser nagrodzonego na festiwalu w Cannes filmu „Shultes”. Twórca spotka się z widzami w warszawskiej Kinotece dziś, tuż po zaplanowanej na godz. 19 premierze swojego obrazu
[b]Czy postać tytułowego bohatera Shultesa i jego utrata pamięci jest metaforą Rosji i jej zrywania z historyczną przeszłością?[/b]
[b]Bakur Bakuradze:[/b] Moim zamiarem było pokazanie dzisiejszej Rosji, która po upadku ustroju komunistycznego wciąż znajduje się w punkcie wyjścia. A mamy już za sobą chaos, który nazwałbym czasem inwalidztwa. Niestety, Rosja nie zawsze opiera się na dobrych wzorcach.
[b]Dobrych, czyli jakich?[/b]
Odpowiedź nie jest łatwa. Chociaż można powiedzieć, że dobre w naszej historii było to, co rozwijało się w trybie naturalnym. Łatwiej stwierdzić, co jest negatywne. To mianowicie, co w Rosji dzieje się teraz. Jesteśmy świadkami powrotu zarówno do komunizmu, jak i imperializmu. W Rosji od 85 lat trzyma się w mauzoleum zabalsamowane truchło Lenina. Świadczy to o dzikości i tych, którzy to wymyślili, i tych, którzy to wciąż akceptują.
[b]Monotonne i chłodne – takie jest życie Shultesa. Czy w Rosji nie ma miejsca na nadzieję? [/b]
W finale pokazuję, że w bohaterze budzą się uczucia. Czyli że jest jakieś wyjście z impasu. Tego życzę Rosji.
[b]Minimalistyczna forma „Shultesa” budzi skojarzenia z kinem Roberta Bressona. Czy zainspirował pana jego „Kieszonkowiec”?[/b]
Nie. I w moim filmie nie dostrzegam minimalizmu. Opowiadam o wyobcowaniu mieszkańca blokowiska w metropolii, więc oszczędna forma podkreśla jego alienację.
[b]Celowo wybrał pan ponure części Moskwy na plan zdjęciowy?[/b]
Taka jest cała Moskwa. Moskwianie na co dzień tego nie odczuwają. Szarzyznę widzą dopiero na dużym ekranie.
[b]W filmie grają tylko naturszczycy. Jak ich pan znalazł?[/b]
Przez znajomych znajomych. Nie organizowałem castingu.
[b]Czym prywatnie zajmuje się Gela Czitawa grający Shultesa?[/b]
Czym popadnie. Prowadził kiedyś kafejkę, ale mu nie wyszło. Był magazynierem, potem kierowcą.
[b]W filmie jest kieszonkowcem. Skąd pan zna technikę kradzieży?[/b]
Rosyjscy reżyserzy często kręcą filmy o czymś, o czym nie mają pojęcia. Mnie zależało na maksymalnym odwzorowaniu rzeczywistości. A wiele w życiu widziałem. Urodziłem się i wychowałem w Tbilisi. Mój sąsiad był złodziejem, a ja grałem z jego dziećmi w piłkę. Nie przeszkadzało mi to, że kradł. Oczywiście nie okradał mnie. Był „naszym” złodziejem, z naszego rewiru i ochraniał nas przed innymi kryminalistami.
[b]Nie chciał pan zostać w Gruzji?[/b]
Przyjechałem do Moskwy w 1987 r., żeby studiować w szkole filmowej, tam się ożeniłem, mam dzieci. Ale nie tracę związków z Gruzją. Niestety, wiele rzeczy nie dzieje się tam tak, jak powinno i mnóstwo ludzi jest z tego powodu niezadowolonych.
[b]Trudno jest zadebiutować w Rosji?[/b]
Jeszcze rok temu było łatwo. Każdy debiutant otrzymywał z funduszu państwowego połowę pieniędzy na film. Nie było więc problemów z zebraniem reszty. Teraz, zdaje się, już nie jest tak dobrze.
[b]Jak pan się czuł po otrzymaniu nagrody w Cannes?[/b]
Wszyscy wiedzą, że to najważniejszy festiwal filmowy na świecie, ale być tam to magiczne doświadczenie. Każdy pragnie wrócić z kolejnym filmem. Ja w ogóle nie liczyłem na nagrodę. DVD z „Shultesem” wysłano z niepełnym dźwiękiem. Po zaakceptowaniu udziału filmu w konkursie „Piętnastka realizatorów” ja i producent dźwięku nie spaliśmy przez miesiąc, żeby zdążyć przed rozpoczęciem festiwalu.
[b]Gdzie powstanie pana kolejny film?[/b]
Na wsi. Chcę zrobić film o prostym człowieku, który swoim życiem daje przykład innym – pokazać, że na wsi jest nadzieja. Tamtejsi ludzie są przez rosyjskie państwo zostawieni sami sobie. Tylko piją wódkę i umierają z przepicia. I jeśli są pokazywani na ekranie, to właśnie w ten sposób. Przykro mi na to patrzeć, bo najlepsze osoby, jakie spotkałem w życiu, mieszkają na wsi.
[b]Rozmawiamy w Pałacu Kultury i Nauki – klonie siedmiu podobnych moskiewskich budynków. Jak pan się tu czuje?[/b]
Dziwnie. Gdy podjeżdżaliśmy samochodem, przecierałem oczy. Miałem wrażenie, że wciąż jestem w Moskwie.
[b]Co chce pan zobaczyć w Warszawie?[/b]
Nie będę odwiedzał muzeów, bo mam na to za mało czasu. Z samolotu widziałem, że Warszawa to bardzo zielone miasto, więc nie mogę się doczekać spaceru.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA