fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Niezwykłe ceny zwykłych znaczków

Para znaczków o numerach katalogowych 189a i 191; omyłkowo klisza znaczka 189 dostała się do arkusza znaczków 191
Rzeczpospolita
Maleńki kawałek papieru za milion dolarów? O wartości znaczków decyduje ich unikalność, a także błędy drukarskie
Obecnie najdroższy polski walor to znaczek o nominale 10 koron z wydania krakowskiego z 1919 r. w wersji z czarnym nadrukiem Poczta Polska. Wydrukowano go w 440 egzemplarzach. Wyceniany jest, zależnie od typu, na 37 – 70 tys. zł.
Najdroższym znaczkiem świata jest jednocentowa Gujana Brytyjska, wydana w tej kolonii angielskiej w 1856 r. Jest w posiadaniu nieznanego zbieracza. Szacunkowa cena to 2 mln dolarów. Gdy tygodnik „Life” zapragnął reprodukować Gujanę, trzeba było wielomiesięcznych zabiegów, by przez jedynego agenta znającego sekret uzyskać zezwolenie na sfotografowanie znaczka. Podobno właściciel ukrywa go przed własną żoną.
Na liście najcenniejszych znajdują się m.in. trzyszylingówka ze Szwecji w kolorze żółtym z 1855 r., sprzedana w 1996 r. za 2,3 mln dolarów, Gujana z 1856 r. wylicytowana w 1980 r. za 935 tys. dolarów.
Przykłady te pokazują, że najwyższe ceny osiągają znaczki z okresu klasycznego, czyli wydane do 1914 r. Niektórzy specjaliści uważają za klasyczne walory sprzed 1939 r. Wysoko cenione są również komplety składające się ze znaczków, interesujących kopert i rzadkich stempli pocztowych. Kiedyś kolekcjonerzy wyrzucali koperty, zostawiając tylko wycięty kawałek ze znaczkiem.
Wśród całkiem nowych znaczków także trafiają się cenowi rekordziści. Ciekawym przykładem jest niemiecki znaczek przedstawiający Audrey Hepburn palącą papierosa. Syn aktorki zaprotestował przeciwko wprowadzeniu go na rynek, gdyż propaguje palenie papierosów. Konsekwencją było odebranie niemieckiej poczcie prawa do tego wizerunku i wycofanie wydrukowanych znaczków. Nie wszystkie zostały zniszczone. Trzy arkusze po dziesięć znaczków zginęły w nieznanych okolicznościach. Na razie na rynek wypłynęły trzy znaczki. Są wyceniane na 135 tys. euro.
W Anglii pierwszy znaczek został wydany w 1840 r., a na terenie dzisiejszej Polski w 1860 r. Filatelistyka zaczęła być popularna po pierwszej wojnie światowej. Pojawiły się wtedy publikacje dotyczące wartości znaczków. Spowodowało to wzrost liczby kolekcjonerów i cen. W Stanach Zjednoczonych w latach 30. wielu kolekcjonerów wykupiło zapasy znaczków z nadzieją na sprzedaż ich ze znacznym zyskiem. Tak się jednak nie stało. Nawet dziś można je niedrogo kupić.
[ramka][b]Opinia
Andrzej Fischer, wydawca katalogów filatelistycznych[/b]
Czy znaczki to dobry przedmiot inwestycji? Uczciwa odpowiedź na to pytanie nie może być jednoznaczna. Jeżeli ktoś ma do wydania np. pół miliona złotych i kupi 500 tys. znaczków po złotówce, może nimi w najlepszym razie wytapetować ścianę. Gdyby tę samą kwotę zainwestował w trzy – cztery starannie wybrane walory, mógłby sporo zyskać, zwłaszcza odsprzedając je później na aukcji. W przypadku szybkiej sprzedaży, wymuszonej sytuacją losową, można ponieść stratę.Osoby słabo zorientowane powinny korzystać z pomocy eksperta, który zagwarantuje, że znaczek jest autentyczny. Stanowczo odradzam samodzielne zakupy, zwłaszcza z niepewnego źródła i gdy słyszymy, że „to prawdziwa okazja”.
Pytany o szanse na wzrost ceny określonego waloru konsekwentnie odmawiam odpowiedzi. Oczywiście można zaobserwować pewne prawidłowości, ale o cenach decydują również okresowe mody.Nieodwracalną tendencją jest zapewne wzrost wartości znaczków sprzed 1914 r., czyli z tzw. okresu klasycznego. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się wszystkie najstarsze walory skatalogowane na pierwszych pozycjach (np. do numeru dziesięć), niezależnie od kraju pochodzenia. Bardzo interesujące mogą być też dokumenty pocztowe z okresu przedznaczkowego. O zawrót głowy mogą przyprawić np. ceny listów z okresu Księstwa Warszawskiego, nie mówiąc już o znaczkach i listach misjonarskich z Hawajów, czarnej „penny”, Mauritiusie i innych światowych szaleństwach.
Poważny obrót, sięgający liczb z wieloma zerami, odbywa się poprzez znane domy aukcyjne: austriackie Dorotheum, niemieckie: Kohler, Gaertner, Württembergisches Auctionhaus, Felzman (gdzie zresztą odbędzie się niebawem licytacja czwartego egzemplarza znaczka z Audrey Hepburn), szwajcarski Corinphila, brytyjski Sotheby’s czy amerykański Cherrystone.[/ramka]
[ramka][b]Warto postawić na rzadkie walory.[/b] [link=http://www.rp.pl/artykul/294946.html]Wywiad z Jeremim Mielnikiem, ekspertem Polskiego Związku Filatelistów[/link][/ramka]
[link=http://www.rp.pl/temat/7.html][b]Więcej na rp.pl/pieniądze[/b][/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA