fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Dudi znów przy głosie

Mały alfabet Magdy i Andrzeja
Materiały Promocyjne
Literatura i plastyka. W środę ukaże się opowieść Magdy i Andrzeja Dudzińskich
[b]A[/b]lfabet jako schemat opowieści wspominkowej jest konstrukcją użyteczną i chętnie stosowaną przez autorów.
[b]B[/b]ywa, że forma jest wykorzystywana do załatwienia porachunków osobistych – wspominając kolegę, można mu w łatwy i elegancki sposób wbić szpilę.
[b]C[/b]o zaskakuje przy lekturze "Małego alfabetu Magdy i Andrzeja Dudzińskich", to całkowity brak złośliwości, zawiści, niechęci, wypominania i upominania.
[b]D[/b]udzińscy opowiadają razem, choć piszą osobno. Andrzej, rysownik, w niczym nie ustępuje swojej żonie, pisarce – ma własny styl i precyzyjny język, za co chwalił go kiedyś Miłosz ("Czy mógłby pan to powtórzyć przy mojej żonie?", poprosił natychmiast Dudi).
[b]E[/b]ksplorują świat też wspólnie – są ze sobą wiele lat, dobrze się znają i lubią. Narrację wzbogaca inne postrzeganie spraw: Magda nie stroni od filozoficznych komentarzy, Andrzeja bawi konkret.
[b]F[/b]antastycznie potrafią uzupełniać swe opowieści, wracając do postaci, miejsc czy wydarzeń, by wzbogacić opis indywidualnie dostrzeżonymi cechami.
[b]G[/b]łowacki dla przykładu ("Czy to ten, co napisał "Lalkę" Prusa?", spytała Magdę przedstawicielka Polonii w USA) pojawia się w tomie jako warszawski kompan i nowojorski sąsiad. Ścieżki jego i autorów przecinają się w różnych miejscach i okolicznościach, a duch unosi się nad książką.
[b]H[/b]erbert jest jedynym bohaterem, który Andrzeja "rozzłościł": o fotografii powiedział, że to "głupi pośrednik". "Oczekiwałem od niego większej wyrozumiałości", mówi rozżalony autor. Ale niezbyt pozytywna ocena szkiców poety nie jest zemstą, rysownik krytykuje Herberta jako fachowiec.
[b]I[/b] znów wychodzi, że Dudzińscy nie potrafią źle mówić o ludziach… Po prawdzie to dar. Wolą tych niesympatycznych pominąć, niż wytykać im brzydkie cechy.
[b]J[/b]ak to możliwe? Chcą, aby ich życie było "zdecydowanie uzasadnione", zgodnie z prostą deklaracją Miłosza wygłoszoną podczas wspólnej kolacji: "Co więcej potrzeba do szczęścia, kiedy jest śledź i wódeczka?". Dudzińscy wolą empatię od egoizmu, kredyt zaufania od długu.
[b]K[/b]omentują i wyrażają swoje opinie, opowiadają nie unikając ocen, ale łatek nie przyklejają. Bo i po co?
[b]L[/b]ektura na tym zyskuje. Można smakować opisy, wyłapywać szczegóły, cieszyć się poczuciem humoru autorów, dowcipem i solidną dozą autoironii.
[b]M[/b]agda pozwala sobie czasem na odrobinę melancholii, wspominając ludzi i zwierzęta. Andrzej o swoich uczuciach mówi poprzez szkicowane portrety bohaterów.
[b]N[/b]arysował ich mnóstwo. To nie tylko postaci, w tym niezwykły ptak Dudi i jego późniejsze wcielenie, czyli Pokrak, ale także ulubione koty.
[b]O[/b]kładek pism i książek też nie wolno zapomnieć. Jest wspaniała seria poetycka WL, był miesięcznik "Ty i ja". I te zachodnie – undergroundowe pismo "OZ", jakie wychodziło w Londynie w szalonych latach 70., albo stateczny "New Yorker", najwyższy szczebel ilustratorskiej drabiny.
[b]P[/b]lastycznie książka jest majstersztykiem. Andrzej uzupełnił teksty swoimi rysunkami i zdjęciami Magdy, ujawnił fragmenty kolekcji "obsztuków", np. wariacji na temat nazwiska "Dudziński", w czym specjalizowali się obcojęzyczni korespondenci (ale i znajomi artyści – aby drażnić listonosza).
[b]R[/b]aptularz, album, pamiętnik, monografia, sztambuch, powieść graficzna – mieszanka wszystkiego. Ale to tylko tło dla historii przyjaźni pary twórców.
[b]S[/b]ukcesy nie zawróciły im w głowach. "Jeśli uwierzysz w sukces, jesteś skończony", przestrzega Magda. Dlatego stale próbują czegoś nowego.
[b]T[/b]en mariaż pisarki i plastyka okazuje się wyjątkowo twórczy, ich narracja odkrywa przed czytelnikiem światy nieznane lub przywraca pomijane.
[b]U[/b]zupełniają się, co jest sztuką trudną – tak w literaturze, jak w życiu. Nawet hasła pisane wspólnie ujawniają podobny system ocen.
[b]W[/b]yborne są przykłady humoru ścichapęk: "Chcieliśmy spalić rosyjską flagę w ognisku ze świeżo skoszonej trawy, co nie było łatwe, więc się nam upiekło".
[b]Y[/b]eti również tu jest, bez niego nie byłoby abecadła. Obok bestii Young (Neil, piosenkarz). Yoko Ono ma tylko zdjęcie.
[b]Z[/b] lektury "Małego alfabetu" płyną, niczym z elementarza, rozliczne nauki. I to wszystko w obrazkach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA