Wiadomości

Kto chce zamknąć archiwa IPN

To obecne kolegium powinno w przyszłym roku wybrać kandydata na szefa IPN – mówi dr Sławomir Radoń
Fotorzepa
Zadania, które wykonuje instytut, są dla wielu wpływowych dziś ludzi niebezpieczne – mówi członek Kolegium IPN Sławomir Radoń
[b]RZ: Politycy ścigają się ostatnio w pomysłach na reformowanie IPN. Lewica proponuje przekazanie jego zbiorów do Archiwów Państwowych.[/b]
Dr Sławomir Radoń, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych: Pomysł przekazania zasobu IPN np. do Archiwum Akt Nowych to w istocie sposób, by te dokumenty na długi czas zamknąć. Zasób IPN to 80 km akt, czyli około jednej trzeciej tego, co obecnie znajduje się w Archiwach Państwowych. Przed przejęciem tego zasobu trzeba byłoby dokładnie sprawdzić, co przejmujemy, aby w czasie tej operacji nic nie zginęło. Przejmowanie trwałoby kilka lat, a w tym czasie dokumenty nie byłyby dostępne. [b]Inne pomysły to wymiana Kolegium IPN lub likwidacja instytutu.[/b]
IPN to placówka wyspecjalizowana w badaniu dziejów najnowszych. Na jej zorganizowanie wydano sporo pieniędzy. Likwidacja oznaczałaby wyrzucenie ich w błoto. Jeśli chodzi o pomysł wymiany składu kolegium za pomocą ustawy, to nie mogę jako urzędnik państwowy dyskutować z wolą parlamentu. Uważam jednak, że to obecne kolegium powinno w przyszłym roku wybrać kandydata na szefa IPN. [b]Były członek Kolegium IPN Andrzej Friszke krytykuje władze instytutu. A jak pan ocenia poprzednie i obecne kolegia?[/b] Zarówno w poprzednim, jak i w obecnym nigdy nie dostrzegałem ludzi, którzy kierowaliby się względami politycznymi. Ale naprawdę największy wpływ na to, co dzieje się w instytucie, ma jego prezes. Tak było za Leona Kieresa i tak jest teraz. Kieres i Kurtyka to dwie różne osobowości. Prof. Kieres ma niezaprzeczalne zasługi, jeśli chodzi o zorganizowanie IPN. Borykał się z ciężkimi tematami, np. zbrodnią w Jedwabnem czy sprawą ojca Konrada Hejmy. Równie wysoko oceniam prezesa Kurtykę, który jest niezwykle kompetentny. Dość powiedzieć, że w czasie posiedzeń kolegium jest w stanie odpowiedzieć na każde merytoryczne pytanie we wszystkich obszarach. [b]Czy jednak prezesa nie ponosi temperament? Ostatnio zaatakował Aleksandra Kwaśniewskiego.[/b] Prezes referował nam tę sprawę na posiedzeniu kolegium. W wywiadzie przekazał tylko to, co powiedział o tej sprawie niezawisły sąd – potwierdził, że Aleksander Kwaśniewski został zarejestrowany jako TW „Alek“. Nie miało to jednak dalszych konsekwencji, gdyż nie odnaleziono innych dowodów poza samą rejestracją. [srodtytul]Dlaczego tak głośno ostatnio o IPN?[/srodtytul] To kolejna wojna o instytut. Od roku 1999 byłem świadkiem paru takich wojen. Dotychczas hasło do nich dawało środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej“. Tym razem sprawa zaszła dalej. Obserwujemy dziś atak na instytut z powodu, który z IPN nie ma nic wspólnego: książki Pawła Zyzaka. „GW“ otrąbiła wojnę przeciw IPN, mając świadomość, że książka Zyzaka o Lechu Wałęsie powstała poza instytutem. Mamy tu ewidentnie do czynienia z wojną o pamięć. [srodtytul]Jaki jest cel takiej wojny?[/srodtytul] Chodzi o to, jak będą przedstawiane wydarzenia z najnowszej historii Polski. To, co robi IPN w ramach zadań, do których został powołany przez parlament, jest po prostu niebezpieczne dla wielu wpływowych dziś ludzi. Liczni współpracownicy służb specjalnych na fundamentach działalności agenturalnej zbudowali kariery w PRL. W III RP spadali na cztery łapy. Dla takich osób działalność naukowa i prokuratorska IPN jest śmiertelnym zagrożeniem. Instytut, prowadząc badania, może naruszać czyjeś interesy. Wolałbym, by IPN pracował w spokoju. Jednak historia najnowsza, często dotycząca ludzi żyjących, zawsze będzie budziła emocje. Z prawdą historyczną usiłuje się więc walczyć za pomocą argumentu o rzekomym upolitycznieniu IPN. Ale to demagogia. Działalność instytutu skupia się na odkrywaniu prawdy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL