fbTrack

Sprawa Olewnika

Sprawa Olewnika: policja nie zbadała telefonów

Ojciec i siostra porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika.
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Sześć telefonów, które policja zabrała po przeszukaniach w firmie żony szefa gangu porywaczy, zatrzymano i po miesiącu zwrócono. W aktach nie ma śladu, czy ktoś je zbadał
Na jaw wychodzą skandaliczne zaniedbania w postępowaniu z dowodami rzeczowymi, jakie przez lata zgromadzono w sprawie zabójstwa i uprowadzenia Krzysztofa Olewnika.
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, nie jeden – jak początkowo sądzili prokuratorzy – ale aż sześć telefonów komórkowych i kilka kart SIM, zabranych z firmy żony herszta gangu Wojciecha Franiewskiego Katarzyny, zaraz potem zostało jej zwróconych. Gdańscy prokuratorzy badający nieprawidłowości w sprawie Olewnika są tym zaskoczeni i zszokowani. Oficjalnie Krzysztof Trynka, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, mówi: – W ramach prowadzonego przez nas śledztwa sprawdzana jest też kwestia postępowania z dowodami rzeczowymi. – Ale przed jego zakończeniem nie chciałbym się wypowiadać na temat ustaleń – zastrzega.
Jednak rodzina Olewników i jej pełnomocnicy nie kryją wzburzenia. – Oddanie sześciu telefonów tuż po ich zatrzymaniu jest dziwne i niezrozumiałe – komentuje mecenas Ireneusz Wilk. – Wierzymy, że prokuratura wyjaśni, kto doprowadził do tak skandalicznej sytuacji. Kiedy i w jakich okolicznościach znaleziono telefony? Był 2004 rok. Los uprowadzonego Krzysztofa był jeszcze nieznany, a porywacze nieustaleni. Ale już wtedy tropy prowadziły do szefa gangu Wojciecha Franiewskiego. Jego wspólnik i prawa ręka Sławomir Kościuk z telefonu wykorzystywanego do kontaktów z rodziną Olewników dzwonił też do wypożyczalni przyczep prowadzonej przez żonę Franiewskiego. Z tych powodów w 2004 roku policjanci przeszukali jej firmę. Znaleźli m.in. sześć telefonów komórkowych, które zostały zabezpieczone. – Powinny być włączone do akt sprawy i zbadane. Aby ustalić, do kogo i kiedy dzwoniono z tego aparatu – twierdzi osoba znająca sprawę. Zamiast tego stała się rzecz zadziwiająca. – Komórki sfotografowano i oddano właścicielce. Połączeń nie zbadano – dodaje. To potwierdzenie informacji „Rz”: w aktach są dowody, że policjanci zatrzymali i wydali telefony. Natomiast nie ma śladu, by powstały ekspertyzy. Rok później sytuacja się powtórzyła. Podczas kolejnego przeszukania posesji szefa gangu funkcjonariusze znaleźli telefoniczne karty SIM. Znów nie ma śladów, by je zbadano. Według naszych rozmówców możliwa jest jeszcze inna wersja: – Akta mogą być niekompletne. Może jakieś ekspertyzy czy billingi były, ale zniknęły – sugeruje inny nasz rozmówca. Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że gdańscy prokuratorzy szczegółowo sprawdzają, kto i kiedy podejmował kontrowersyjne decyzje dotyczące istotnych dowodów rzeczowych. W tej sprawie przez kilka lat śledztwa zebrano ich ok. 400. Śledczy chcą też wiedzieć, dlaczego gros ważnych dowodów potraktowano z lekceważeniem. Krzysztof Olewnik został porwany w 2001 roku, zamordowano go dwa lata później.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL