fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Obama w Notre Dame

Barack Obama
AFP
Zaproszenie Baracka Obamy przez czołową uczelnię katolicką w USA wywołało burzliwą dyskusję wśród amerykańskich katolików. Czy wypada honorować polityków popierających legalność aborcji?
W połowie maja podczas rozdania dyplomów świeżo upieczonym absolwentom uniwersytetu Notre Dame prezydent Obama wygłosi przemówienie i odbierze honorowy doktorat prawa. Obecność tak wpływowego gościa na najważniejszej uniwersyteckiej uroczystości w roku byłaby wielkim wyróżnieniem dla każdej uczelni, także dla położonego w Indianie Notre Dame, które od lat należy do ścisłej czołówki katolickich uniwersytetów w USA.
Nie wszyscy są jednak zachwyceni. – Nie zamierzam uczestniczyć w tej uroczystości – oświadczył biskup John D’Arcy, w którego diecezji leży Notre Dame i który powinien być jednym z honorowych gości. Pod adresem uczelni napłynęły z całego kraju słowa oburzenia i sprzeciwu. Przyczyna jest prosta: liberalne podejście Obamy do sprawy aborcji.
[srodtytul]„Gorszy” niż Clinton?[/srodtytul] Niektórzy konserwatywni krytycy prezydenta zarzucają mu, że w ciągu pierwszych tygodni swej prezydentury zrobił dla jej promowania więcej niż nielubiany przez nich Bill Clinton przez całą swą prezydenturę. Jeszcze jako senator Obama wielokrotnie podkreślał, że jest zwolennikiem „prawa do wyboru”. Jedną z pierwszych decyzji jego administracji było uchylenie tak zwanej dyrektywy meksykańskiej zakazującej agencjom rządu federalnego udzielania wsparcia organizacjom w jakikolwiek sposób promującym usuwanie ciąży. Jego rząd postanowił też znieść klauzulę sumienia dającą pracownikom służby zdrowia w placówkach korzystających z rządowego wsparcia możliwość odmowy wykonania usługi medycznej, gdy jest ona niezgodna z ich przekonaniami. Organizacje aborcyjne mają też do Obamy pretensje o nominowanie znanej z liberalnych poglądów gubernator Kansas Kathleen Sebelius na stanowisko sekretarza zdrowia oraz jego wieloletnie poparcie dla wzbudzającego kontrowersje projektu ustawy o wolności wyboru (tzw. FOCA). Dlatego ich zdaniem, choć na Notre Dame występowali w przeszłości trzej inni urzędujący prezydenci – Jimmy Carter, Ronald Reagan i George W. Bush – Obama nie powinien był dostać zaproszenia. Władze Notre Dame tłumaczą, że poglądy Obamy w tych kwestiach to sprawa osobna. – To zaproszenie nie powinno być rozumiane jako wyraz poparcia dla stanowiska prezydenta w kwestii ochrony życia – wyjaśnia szef uczelni ojciec John Jenkins. Konserwatywne skrzydło Kościoła jest jednak innego zdania. Biskup diecezji Phoenix w Arizonie Thomas Olmsted wystosował pełen oburzenia list, zarzucając mu „publiczny akt nieposłuszeństwa” wobec przywództwa Kościoła w Ameryce. Przypomina, że przed paroma laty Konferencja Biskupów USA wyraźnie opowiedziała się przeciw wyróżnianiu polityków, którzy popierają aborcję. „Ta decyzja ogromnie mnie zasmuciła i zatroskała. Modlę się, byście zrozumieli, jak poważny błąd popełniliście” – napisał Olmsted. Stanowy kongresmen z Wirginii Robert Marshall także wystosował do Jenkinsa list, w którym zwraca uwagę, że nie na miejscu jest „przyznawanie honorowego tytułu doktora prawa komuś, kto pragnie postawić poza nawiasem i ochroną prawa całą kategorię istot ludzkich niemogących się bronić przed niesprawiedliwą agresją”. – Ludzi, którzy wystosowali to zaproszenie, można by nazwać katolickimi zombi. To ludzie, w których najwyraźniej zmarła wiara w prawdy głoszone przez Kościół – twierdzi jedna z liderek Amerykańskiej Ligi Życia Judie Brown. [srodtytul]Dialog czy promocja własnych poglądów?[/srodtytul] Po stronie władz uczelni stanęło wiele organizacji i komentatorów związanych z bardziej liberalnym skrzydłem Kościoła w Ameryce. Na przykład organizacja Zjednoczeni Katolicy prowadzi akcję „Wspieramy Notre Dame”. – Jako katolik jestem głęboko rozczarowany zaciekłym sprzeciwem wobec decyzji Notre Dame. Wizyta prezydenta Obamy będzie wielkim honorem dla wszystkich katolików – stwierdził dyrektor Zjednoczonych Katolików Chris Korzen. – Ani Kościół, ani Notre Dame nie są własnością prawicowców – twierdzi liberalny publicysta katolicki Michael Sean Winters. Jego zdaniem uniwersytet powinien być miejscem otwartej wymiany poglądów. W podobnym tonie swą decyzję uzasadniają władze uczelni. – Chcemy, by ta wizyta stała się okazją do podjęcia dialogu z prezydentem – wyjaśnia Jenkins. Nie wszystkich to jednak przekonuje. „Gdyby prezydent jechał do Notre Dame z zamiarem podjęcia dialogu, nie byłoby źle. Ale Obama nie jedzie do Notre Dame, by podjąć dialog. On jedzie promować własne przekonania” – napisał jeden z komentatorów dziennika „Wall Street Journal”.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA