fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Strategia i taktyka: wielkie zadania małej floty

Rzeczpospolita, Norbert Suchorzewski
Uzyskanie dostępu do morza sprawiło, że odradzające się państwo polskie musiało zadbać o własną flotę wojenną.
Niemal przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego w kierownictwie armii ścierały się różne koncepcje wykorzystania polskiej Marynarki Wojennej w przyszłym konflikcie zbrojnym. Nie zważając na możliwości finansowe państwa oraz potencjał militarny najważniejszych przeciwników – Niemiec i ZSRR, przed polską flotą postawiono niezwykle ambitne zadania.
W razie wojny z Sowietami polskie okręty miały ubezpieczać linie komunikacyjne na Bałtyku i konwojować transporty morskie z materiałami wojennymi z zachodu. Zakładano także, że będą operować na wodach przeciwnika oraz współdziałać z siłami morskimi Finlandii i Estonii, m.in. korzystając z ich portów wojennych. Przyjęcie takiej strategii wymagało od Polski posiadania jednostek pełnomorskich. Z kolei skromne środki finansowe nie pozwalały na równomierny rozwój wszystkich rodzajów broni w ramach polskiej Marynarki Wojennej.
Budowa dywizjonów niszczycieli i okrętów podwodnych pochłonęła większość funduszy, w efekcie czego zaniedbano rozbudowę lotnictwa morskiego i sił obrony wybrzeża. Dowództwo floty wskazywało na brak odpowiednio zabezpieczonych baz morskich oraz niedostateczną siłę artylerii nadbrzeżnej. Próby instalacji baterii ciężkich dział 305 mm i dodatkowych baterii 152,4 mm rozbiły się o trudności finansowe. Z budżetu wojskowego na potrzeby marynarki przeznaczano zaledwie 2,5 proc.Wzrost zagrożenia ze strony hitlerowskich Niemiec zmusił Sztab Główny do przedefiniowania celów wojennych i skoncentrowania wysiłków na obronie wybrzeża od strony lądu. Obronny charakter przyszłych działań sugerował rozwój mniejszych jednostek, takich jak ścigacze, kutry torpedowe czy małe okręty podwodne, które mogłyby operować na płytkich wodach przybrzeżnych i skutecznie atakować większe jednostki przeciwnika. Mimo to dotychczasowe tendencje rozwoju floty nie uległy zmianie. Pod koniec lat 30. większość środków finansowych (64 proc.) w dalszym ciągu przeznaczano na budowę większych jednostek, podczas gdy na budowę umocnień 27 proc., a na bazy morskie zaledwie 7 proc. W dużej mierze zadecydowały o tym względy prestiżowe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA