fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Miasto idealne

Sopot to miasto na skalę ludzką - przyjazne, „mała ojczyzna. Tak wyglądał wczoraj.
Fotorzepa, Piotr Wittman
Magdalena Staniszkis, architekt i urbanistka, mówi Joannie Bojańczyk o tym, jak tworzyć lokalną przestrzeń do dobrego życia miejskiego. Sklep blisko domu‚ knajpka na rogu‚ mała szkoła – to łączy ludzi najbardziej
[b]Była pani niedawno w Katowicach na konferencji "Metropolie rządzą światem". Mówiono tam o tym‚ jak rozwiązania techniczne‚ przede wszystkim informatyka, mogą poprawić jakość życia w mieście. Wizja milionów mieszkańców zarządzanych przez komputery jest dość ponura. [/b]
Poruszano wszystkie tematy związane z miastem – edukacja‚ komunikacja‚ architektura‚ infrastruktura. Duże miasta się rozrastają. Jak je zorganizować‚ żeby dało się w nich żyć? Normalny człowiek się nad tym nie zastanawia. Platon mówi‚ że ludzie stworzyli miasto dla dobrego życia. [b]Na miasto jesteśmy cywilizacyjnie skazani. Ale czy ono zapewnia dobre życie? [/b]
Dobrze się żyje w takim mieście‚ w którym wychodzi się z domu, idzie ulicą i widzi ludzi‚ których zna się z widzenia‚ a w sklepie sprzedaje ktoś‚ kto mówi: "niech pani tego sera nie kupuje‚ on jest nieświeży". Jak się ma dzieci‚ można je wziąć za rękę i zaprowadzić do przedszkola‚ a jak są starsze‚ mogą same bezpiecznie dojść do szkoły. [b]Ale chcemy‚ żeby w mieście było także kino czy centrum handlowe. I wtedy ono już tak się rozrośnie‚ że odległości przestaną być przyjazne. [/b] Wcale nie. Przecież jeśli ktoś mieszka np. w Warszawie na Saskiej Kępie‚ to niespecjalnie go obchodzi‚ co się dzieje kilkanaście kilometrów od niego w rejonie ronda Babka. I nie musi go to obchodzić‚ bo sklepy pierwszej potrzeby ma niedaleko domu. Życie składa się z potrzeb codziennych i niecodziennych. Niewiele osób chodzi każdego dnia do filharmonii. A konieczne sprawy da się co dzień załatwić, nie wsiadając do samochodu ani do metra. Ludzie mają niezmienne zachowania od zawsze. Jak człowiek ma gdzieś iść dłużej niż 10 minut‚ to nie idzie. W zasięgu tych 10 minut powinien mieć mały park albo plac zabaw dla dzieci (one też nie lubią chodzić daleko). Plac zabaw to miejsce, gdzie powstają ważne więzi społeczne. [b]Dojść piechotą można do parku‚ ale do pracy już trudniej.[/b] Dlaczego? To też możliwe. Na przykład: jeśli ktoś ma własną firmę z siedzibą blisko domu. Albo jeżeli miejsca pracy nie są skoncentrowane wyłącznie w centrum miasta, lecz znajdują się w środku dzielnicy. Miasto idealne nie powinno wymagać jeżdżenia samochodem. Bo to jest i koszt, i zanieczyszczenie środowiska, i kłopot z parkowaniem. Są badania‚ które dowodzą‚ że w miastach‚ gdzie jest dużo zieleni‚ ludzie są zdrowsi. Miasto do 40‚ 50 tysięcy mieszkańców może funkcjonować tak‚ że się po nim tylko chodzi. Oczywiście‚ może po nim jeździć autobus‚ ale w zasadzie wszędzie można w 15 minut dojść na piechotę. [b] A co z miastami, które mają więcej niż te 50 tysięcy mieszkańców? [/b] Dam przykład miasta‚ które znam‚ bo jest moim miastem rodzinnym. To Sopot. Nie jest wyizolowany‚ bo to część dużej aglomeracji. Ale zarazem ma mocną własną identyfikację. Ludzie z Trójmiasta wiedzą‚ kto jest z Sopotu‚ a nie na przykład z Orłowa czy Wrzeszcza. Taka mała ojczyzna. Dodatkowy bonus to kontakt z przyrodą – piękny krajobraz‚ dobra jakość powietrza i płynące z tego doznania estetyczne. Ktoś powiedział: "nie ma społeczeństw bez miejsca". [b]Ile jest w Polsce takich miast‚ które dzięki warunkom naturalnym‚ organizacji‚ architekturze zbliżają się do ideału miasta? [/b] Mnóstwo. [b]Chyba tych mniejszych‚ bo duże już się nie zmniejszą. Warszawa to piekielne miasto do życia‚ z podłą komunikacją‚ korkami‚ jedną linią metra. [/b] Duże miasto to zespół małych miast. Takich miejskich wiosek. Żoliborz‚ Bielany‚ Saska Kępa to warszawskie dzielnice‚ z którymi ludzie się identyfikują. Ta identyfikacja sięga najczęściej młodości – jesteśmy z tej samej szkoły. [b]Za Peerelu były domy kultury. W wolnej Polsce zanikły‚ bo ludzie nie chcieli, żeby ich instytucjonalnie ukulturalniać. Teraz się odradzają.[/b] Unia daje nam na nie pieniądze. Europa wie‚ że dom kultury to pożyteczne miejsce‚ gdzie powstaje społeczeństwo obywatelskie. Zaczyna się od poczucia‚ że jestem stąd‚ że jesteśmy razem i możemy wspólnie działać. Zresztą społeczeństwo się starzeje‚ mamy coraz więcej wolnego czasu‚ a na emeryturę przechodzą ludzie‚ którzy są w pełni aktywni. Im takie wspólnoty lokalne dają kontakt z młodszymi‚ aktywne spędzenie czasu wolnego oraz poczucie‚ że są potrzebni. [b]Ale czy w dużych miastach da się odbudować zerwane więzi? W nowych osiedlach nie znają się nawet sąsiedzi z tego samego piętra. [/b] Jeśli Kowalskiemu‚ który zjeżdża rano windą do garażu‚ wiezie dziecko do przedszkola‚ a potem wraca wieczorem tylko na spanie‚ da się szansę załatwienia tych spraw blisko domu‚ to więzi się odrodzą. Zamiast wieźć dziecko daleko‚ zaprowadzi je do przedszkola piechotą‚ zamiast do Auchana pójdzie po bułki do sklepu osiedlowego. [b]Ale czy da się stworzyć takie więzi sąsiedzkie‚ jakie istniały dawniej? Gdy ludzie są dziesięć godzin poza domem‚ kobiety też‚ to jak tu gadać przy piaskownicy? [/b] Nie wszyscy pracują. Decydenci‚ grupa czynna zawodowo i średnio zamożna patrzy na świat wyłącznie z własnego punktu widzenia. I to jest głęboko niesprawiedliwe. Bo marginalizuje dwie znaczące społecznie grupy: dzieci i młodzież oraz ludzi starszych. Socjologia nazywa ich grupami zorientowanymi lokalnie. Oni właśnie najbardziej korzystają z przestrzeni lokalnej. To nie znaczy‚ że zrobią wielkie zakupy w osiedlowym sklepie. Ale na przykład starsi chętnie kupują na bazarach. [b]Władze uważają bazary za zakałę‚ którą koniecznie należy zlikwidować albo zepchnąć na przedmieścia. A na przykład w centrum Paryża raz w tygodniu organizuje się targ‚ który działa kilka godzin i zwija się, nie zostawiając po sobie ani jednego śmiecia. Albo sobotni targ w Nowym Jorku w pobliżu Rockefeller Center. [/b] U nas ludzie handlujący na bazarach nigdy nie mają pewności‚ czy za chwilę nie zostaną z nich wyrzuceni. To wpływa na opłakany stan tych miejsc. A na przykład w Niemczech‚ we Francji‚ we Włoszech miasto ma obowiązek zorganizować bazar. Tam powstaje inny kontakt z towarem i z człowiekiem. To są spontaniczne więzi międzyludzkie. [b]To kiedy miasta zaczęły się psuć? [/b] Wyraźne przyspieszenie psucia miasta‚ zaniedbanie myślenia o przestrzeni publicznej zbiega się z uwolnieniem kapitału. To jakieś 20‚ 30 ostatnich lat. Ideologia liberalizmu i oddania wszystkiego prawom tzw. wolnego rynku doprowadziła do załamania wszystkich zdrowych reguł. Padliśmy na twarz. To dotkliwie wpłynęło na planowanie przestrzenne w Polsce. Zapanował chaos‚ bo każdy buduje, jak chce i gdzie chce. [b]Teraz, kiedy ustawa odrolniła tereny w obrębie miast‚ każdy skrawek zieleni będzie zabudowany. Ale może dobrze‚ że zamiast kapusty na Ursynowie będziemy mieli osiedla.[/b] Ta ustawa sprzyja pogłębianiu się wszystkich negatywnych zjawisk liberalnej urbanizacji: rozproszeniu zabudowy na peryferiach‚ budowaniu mieszkaniowych sypialni bez transportu publicznego‚ kanalizacji czy usług oraz ułatwieniu presji na zabudowę terenów zielonych. Natomiast tzw. zielona polityka miast, czyli utrzymywanie terenów zielonych, powinna być szczególną troską władz samorządowych. Nacisk inwestorów na zabudowę każdego zielonego kawałka jest ogromny. Na przykład w Warszawie nikt się jeszcze nie dobrał do Łazienek‚ ale już choćby tzw. park Pod Skocznią będzie zabudowany. A zrównoważona struktura miejska polega na tym‚ żeby teren zabudowany przeplatał się z niezabudowanym. [b]Po okresie liberalizmu przyjdzie okres regulacji? [/b] Bez regulacji nie ma szans. Muszą być przepisy‚ standardy zagospodarowania miasta‚ także instrumenty podatkowe‚ które umożliwią racjonalny rozwój i będą przeciwdziałać spekulacjom gruntami miejskimi. Bez tego nie będziemy społeczeństwem obywatelskim‚ pozostaniemy jedynie ludnością i konsumentami. [b]Do Warszawy przyjechali szwajcarscy ekolodzy i na widok chaszczy nad Wisłą powiedzieli z podziwem: – Utrzymanie tych dzikich brzegów musi was bardzo drogo kosztować. [/b] Jeżeli chodzi o Wisłę‚ to z powodu wieloletnich niemożliwości czy mówiąc wprost – z biedy, znaleźliśmy się nieoczekiwanie w czołówce modelowego zagospodarowania rzeki w mieście. To fenomen natury w wielkim mieście. Tym właśnie powinniśmy promować Warszawę‚ obok odbudowanych zabytków i dziur w budynkach po kulach w powstaniu. I chodzi nie tylko o Wisłę w centrum. Wał wiślany za miastem mógłby być wspaniałym deptakiem. Niewiele trzeba: utwardzić powierzchnię‚ zrobić wypożyczalnię rowerów‚ parking‚ otworzyć knajpkę‚ gdzie można coś zjeść i popatrzeć na rzekę. [b]Więc jakie jest miasto idealne? [/b] Nie myślmy o tym‚ jak zbudować idealne nowe miasto wśród łąk i pól. Myślmy‚ jak dostosować strukturę istniejących miast do potrzeb człowieka‚ jak stworzyć warunki życia lokalnego. To jest możliwe nawet w dużej aglomeracji. Nie chodzi o to‚ żeby budować monofunkcyjne blokowiska‚ takie same jak w PRL‚ tylko trochę ładniejsze. Chodzi o stworzenie miejskich wiosek‚ takich jak Saska Kępa‚ gdzie ulica‚ przedszkola‚ szkoły‚ sklepy‚ kawiarenki‚ organizują życie dzielnicy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA