fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Abonament na bezpieczeństwo

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Branża bezpieczeństwa komputerowego wydaje się bardziej odporna na recesję niż inne – mówi „Rzeczpospolitej” Kimmo Alkio, prezes fińskiego F-Secure
[b]Rz: Jak przekonać do kupowania oprogramowania zabezpieczającego w czasach kryzysu finansowego, kiedy klienci wstrzymują się z zakupami?[/b]
[b]Kimmo Alkio:[/b] Mimo kryzysu rynek domowego oprogramowania zabezpieczającego rośnie dwa razy szybciej niż oprogramowania domowego w ogóle. IDC oszacowało, że sprzedaż tego ostatniego wzrośnie w tym roku o 2 – 4 proc. w porównaniu z 10 proc. wzrostu sprzedaży programów zabezpieczających. Oczywiście wiele zależy od tego, jak głęboka będzie recesja, która może wiele zmienić. Jednak niezależnie od sytuacji makroekonomicznej rośnie popyt na bezpieczeństwo. W czasach kryzysu ludzie nie przestaną korzystać z sieci. A w niej czyha na nich coraz więcej zagrożeń. Dlatego nasza branża, warta ok. 8 mld euro rocznie, wydaje się bardziej odporna na recesję niż inne, nawet jeśli globalne wydatki na IT i technologie spadają.
[wyimek]Mówimy naszym klientom: nawet jeśli zdarzy się coś złego, nie stracicie swoich danych, bądźcie spokojni[/wyimek] [b]Skąd biorą się zagrożenia w sieci?[/b] Są tworzone dla pieniędzy przez grupy profesjonalistów. W większości przypadków za twórcami wirusów, programów szpiegujących czy fałszywych stron internetowych stoją przestępcy. Dotrzymanie im kroku jest największym wyzwaniem dla branży zabezpieczeń. W styczniu 2008 r. w sieci krążyło ok. 500 tys. unikatowych rodzajów wirusów, malware i innych zagrożeń. W grudniu było ich już 1,5 miliona. Tak szybki wzrost napędzają głównie kraje rozwijające się – Azja, Ameryka Południowa. Tamtejsi użytkownicy nie są jeszcze świadomi zagrożeń, jakie niesie ze sobą sieć. [b]W Polsce tylko 42 proc. internautów korzysta z jakichkolwiek zabezpieczeń.[/b] To rzeczywiście mało. W Europie Zachodniej ok. 85 proc. użytkowników komputerów twierdzi, że podjęło kroki, by się zabezpieczyć. Problem jednak w tym, że większość z nich nie dokonuje aktualizacji oprogramowania antywirusowego. Kupili komputer z zainstalowanym programem antywirusowym i na tym się skończyło. Niewielu wie, że licencja na programy przyinstalowane na komputerze często wygasa po 60 dniach. Inna sprawa to skomplikowanie zabezpieczeń. Trzeba pójść do sklepu, kupić program, zainstalować go, skonfigurować, zaktualizować. Za rok licencja na produkt się kończy i proces trzeba powtórzyć. To jeden z powodów niskiego stanu zabezpieczeń wielu komputerów na świecie. Bezpieczeństwo powinno być sprzedawane w postaci usługi abonamentowej. Na przykład we współpracy z lokalnym dostawcą Internetu. Produkt jest dostosowany do jego infrastruktury, nie trzeba nic konfigurować. Wystarczy kliknąć i zainstalować program, a wszystko inne robi się automatycznie. [b]Ile jest wart rynek wirusów i szkodliwego oprogramowania?[/b] Miliardy dolarów rocznie. Dawniej mieliśmy do czynienia z hobbystami piszącymi wirusy. To się zmieniło wraz ze spamem, który pokazał, że na działalności można zarobić. Sytuacja bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat. Zagrożenia internetowe to już nie tylko wirusy, ale także phishing, czyli fałszywe strony internetowe, przypominające witrynę np. banku, przejmowanie kontroli nad konkretną aplikacją, analizowanie zachowań użytkownika komputera. Dlatego można powiedzieć, że takie firmy jak nasza nie skupiają się już tylko na bezpieczeństwie, ale na zapewnieniu ogólnego komfortu korzystania z sieci. Użytkownicy chcą spokojnie korzystać z banku online, odbierać i wysyłać e-maile. Dlatego też oferta firm zabezpieczających poszerza się o nowe usługi, jak np. zapisywanie online kopii bezpieczeństwa plików. Mówimy w ten sposób klientom: nawet jeśli zdarzy się coś złego, nie stracisz swoich danych, bądź spokojny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA