fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Zbrojownia tamtych lat - 26 tysięcy browningów i mauzerów w arsenale PPS

Mauser C96/86
Muzeum Wojska Polskiego
Działania Polskiej Partii Socjalistycznej zmierzające do uzyskania broni jako żywo przypominają zabiegi podejmowane przez polskie organizacje niemal pół wieku temu, tuż przed wybuchem powstania styczniowego.
Z początku sięgnięto oczywiście po domowe arsenały, a więc noże, kordelasy, szable, dubeltówki. W kuźniach tradycyjnie już podjęto produkcję kos, pik, szabel. Uzupełnieniem była broń improwizowana, wytwarzana przez robotników w fabrykach: sztylety wykonywane z pilników, kastety, maczugi nabijane ćwiekami lub okuwane metalem.
Nic nie mogło jednak zastąpić broni palnej. W kraju pozyskano jej stosunkowo niewiele, rozbrajając policjantów i żołnierzy czy też kupując na czarnymrynku. Nieodzowne okazały się zakupy za granicą. Najpierw należało zdobyć fundusze, potem zorganizować zakup i transport, następnie przerzut przez granicę i wreszcie magazynowanie broni. O dziwo, wszystko przebiegło niezwykle sprawnie; środki zebrane wśród robotników („na bomby dla cara”) i datki bogatych sponsorów uzupełnione zostały przez Japończyków toczących wówczas wojnę z Rosją i chętnie wspierających wszelki opór na zapleczu wroga. Bardzo pomocne okazały się doświadczenia zebrane przy przemycaniu bibuły, a carska kontrola, choć w teorii rozbudowana i szczelna, okazała się nieefektywna. Dużą rolę odegrało, tradycyjne w Rosji, łapownictwo. Kupiona w Anglii, Belgii czy Niemczech broń przewożona była przez zabory pruski i austriacki i magazynowana przed przerzuceniem do Królestwa, m.in. w Krakowie; pieczę nad tym arsenałem sprawował Józef Piłsudski. Innym szlakiem przerzutu była Finlandia, skąd cenny ładunek trafiał do Petersburga, a stąd był transportowany dalej. Bardzo często uzbrojenie transportowały przez granicę kobiety, które zwano dromaderkami. Proceder ułatwiała ówczesna moda, z jej gorsetami, płaszczami, długimi spódnicami i pelerynami. Gros przemycanej broni stanowiły pistolety.
Na początku XX wieku nowoczesne pistolety samopowtarzalne robiły niesłychaną furorę; co prawda na razie tylko na rynku cywilnym, bowiem wojskowi wciąż pozostawali wierni sprawdzonym rewolwerom. Najbardziej rozpoznawalną konstrukcją epoki był niemiecki Mauser C96/98, obecny także w rękach polskich bojowców. Broń wykorzystywała krótki odrzut lufy i strzelała z zamka zaryglowanego; w magazynku, mieszczącym się tuż przed kabłąkiem spustu, mieściło się dziesięć nabojów kaliber 7,63 x 25mm ładowanych z łódki. Pistolet wyposażono w drewnianą kaburę, którą po zamocowaniu do chwytu wykorzystywano jako kolbę, czyniąc tym samym z broni rodzaj karabinka. Jednym z użytkowników mauzera był Winston Churchill, który kupił go w sklepie w Londynie i skutecznie używał podczas kampanii w Sudanie. Najbardziej jednak poszukiwaną bronią były browningi. Genialny amerykański konstruktor zastosował w tych pistoletach zasadę odrzutu zamka swobodnego, bowiem słaby nabój 7,65 x 17 mm nie wymagał ryglowania podczas strzału. W czasie rewolucji w magazynach PPS zgromadzono ponad 26 tys. sztuk krótkiej broni palnej. Około 90 procent stanowiły pistolety systemu Browninga, resztę mauzery i rewolwery rozmaitych wzorów; do tego dochodziło ponad 4,3 mln sztuk amunicji. Poza tym było 4,5 tys. karabinów różnych modeli wraz z 18 tys. sztuk amunicji, a także bagnety, sztylety, szable, kosy, piki, a nawet pięć mitraliez.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA