fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Filmowcy w służbie Kremla

Rosyjskie czołgi opuszczają Abchazję (październik 2008)
AP
Propaganda czy sztuka. Państwowy Pierwyj Kanał pokaże sensacyjny rosyjski film „Olympus Inferno” o wojnie w Gruzji
Sierpień 2008 roku. Michael (Henry David), który jako dziecko wyjechał z rodzicami z Rosji do USA, i Żenia (Polina Fiłonienko), jego dawna koleżanka z klasy, spotykają się po latach w Osetii Południowej. Ona jest dziennikarką, on entomologiem, który prowadzi badania nad ćmami. Kamery, które montują w osetyjskim rezerwacie do obserwacji nocnych motyli, w nocy z 7 na 8 sierpnia zapisują gruziński atak na Osetię Południową.
Z dowodami, że to nie Rosja napadła na Gruzję, jak twierdzą międzynarodowe media, Żenia i Michael zaczynają się przedzierać – jak można przeczytać w zapowiedziach – „przez okupowane przez Gruzinów terytorium do Cchinwali”, żeby poinformować świat, jaka jest prawda. Ale żeby przekazać światu najważniejszego newsa, młoda dziennikarka musi najpierw ujść z życiem. Takich informacji o filmie udziela Pierwyj Kanał. W zwiastunie, który można zobaczyć w telewizji, młodzi bohaterowie kryją się przed bombami i wybuchami, uciekają przed ostrzałem. Zupełnie przypadkowo trafili do piekła. Dlaczego jest to „Olympus Inferno”? Bo w tym samym czasie w Pekinie trwają igrzyska.
Mówiąc o „Olympus Inferno”, rzecznik kanału porównał go do filmów o Jasonie Bournie, bohaterze powieści Roberta Ludluma. – To film akcji nakręcony praktycznie bez efektów specjalnych i sztucznego oświetlenia – mówi „Rzeczpospolitej” reżyser Igor Wołoszyn. Film ze względu na warunki pogodowe kręcono w Abchazji. – Akcja toczy się w lecie, a podczas nagrań w Cchinwali leżał śnieg – tłumaczyli twórcy. Reżyser i scenarzysta podkreślają, że w swojej pracy opierali się na materiałach dokumentalnych i relacjach naocznych świadków. Część z nich brała także udział w zdjęciach. – To, co zrobiliśmy, ani na jotę nie różni się od materiału dokumentalnego – zapewnia reżyser w rozmowie z „Rz”. Zaznacza, że w filmie najważniejsi są ludzie, którzy przypadkowo znaleźli się na wojnie, i ich przeżycia, a nie polityka. Nie ma wątpliwości, że film wywoła kontrowersje. Spór o to, kto zaczął, trwał od pierwszych dni kaukaskiego konfliktu. – Ten film jest skierowany zarówno do Rosjan, jak i do zagranicznego widza – ocenia rosyjski politolog Aleksiej Makarkin. – W Rosji ma po prostu przypomnieć te wydarzenia. Ta wojna skonsolidowała społeczeństwo, zdecydowana większość poparła działania władz. A na Zachodzie ma wykazać, że to jednak Rosja od początku mówiła prawdę. Makarkin zwraca uwagę na obecność w filmie entomologa z USA. – Podobny chwyt stosowano już u nas w serialu o blokadzie Leningradu. Chodzi o to, by ktoś z zewnątrz podzielił nasz punkt widzenia – tłumaczy. Niektóre rosyjskie media internetowe już ochrzciły film mianem państwowej propagandy. Wołoszyn wzrusza ramionami. – Jeszcze nawet nie było premiery, a już zostałem propagandzistą. Nie przejmuję się tym. Prawda jest taka, że to Gruzja zaczęła tę wojnę – kwituje. [i]wyślij e-mail do autorki [mail=j.prus@rp.pl]j.prus@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA