fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Banki muszą same dbać o reputację

Stanisław Kluza jest doktorem nauk ekonomicznych i absolwentem warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. W 2006 r. był ministrem finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, wcześniej m.in. szefem zespołu analiz ekonomicznych, a następnie głównym ekonomistą Banku Gospodarki Żywnościowej
Fotorzepa, Marcin Łobaczewski MŁ Marcin Łobaczewski
- JP Morgan sam powinien ocenić na ile nierzetelne analizy obniżają wiarygodność instytucji. O dalszy ciąg sprawy fixingu cudów należy zaś pytać prokuraturę - mówi Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego
[b]Rz: Czym zakończyło się postępowanie KNF w sprawie raportu JP Morgan dotyczącego prognoz walutowych? Czy to prawda, że KNF zwrócił się w tej sprawie do brytyjskiego nadzoru finansowego? [/b]
[b]Stanisław Kluza:[/b] Sprawa jest w toku, dlatego wolałbym jej nie komentować. Ale mogę dodać, iż uważnie przyglądamy się działaniom JP Morgan na rynku finansowym w Polsce i monitorujemy m.in. operacje tej instytucji na GPW. Przeprowadziliśmy działania wyjaśniające w sprawie zakończenia sesji giełdowej z 12 listopada, [link=http://www.rp.pl/artykul/223106.html]tzw. fixingu cudów[/link], w którym swój udział miał JP Morgan. Efektem tych działań było złożenie zawiadomienia do prokuratury. I ją należy pytać o dalszy ciąg tej sprawy.
Inną kwestią są analizy i raporty JP Morgan odnoszące się do parametrów ekonomicznych, [link=http://www.rp.pl/artykul/210829.html]w tym do kursu walutowego[/link]. Tą sprawą zajęło się Ministerstwo Finansów. Nadzór dokonał własnej analizy. Z naszych wyliczeń wynika, że autorzy raportu przyjęli błędne założenia przy wyliczaniu tzw. poduszki finansowej dla Polski. Sądzę jednak, że instytucja ta sama powinna ocenić, w jakim stopniu wpływa to na jej reputację. Warto pamiętać, że nierzetelne analizy obniżają wiarygodność ich autorów.
[b]Czy podziela pan pogląd, że celem tego raportu, który uznał złotego za najbardziej zagrożoną kryzysem walutę w regionie, mogło być jej spekulacyjne osłabienie? [/b]
Uczestnicy rynku, zwłaszcza duzi gracze, mogą znacząco wpływać na zachodzące na nim procesy. Każdy inwestor dba o własne interesy. Dlatego bardzo ważne jest wyraźne oddzielenie uczestnictwa o charakterze inwestorskim od pracy analitycznej. Można sobie wyobrazić np. teoretyczną sytuację, w której przygotowywane raporty zachęcają uczestników rynku do kupowania pewnych aktywów w momencie, w którym ta sama instytucja zamierza takie właśnie aktywa sprzedać.
[wyimek]Każda instytucja finansowa może informować o swoich pozycjach. Możliwość zestawienia takich komunikatów z analizami z pewnością sprzyjałaby przejrzystości rynku finansowego[/wyimek]
Z punktu widzenia rzetelności analitycznej dobrym rozwiązaniem byłoby prezentowanie nie tylko rekomendacji i prognoz, ale także informacji o zaangażowaniu w aktywa, na które przedstawione analizy mają wpływ. Przykładowo: jeśli dana instytucja rekomenduje „kupuj” lub „sprzedaj” akcje, jednocześnie podaje informacje o pośrednim lub bezpośrednim stanie ich posiadania. Analogicznie – jeżeli mówimy, że złoty się osłabi, dobrze byłoby poinformować, czy nie mamy instrumentów pochodnych, które w takiej sytuacji pozwolą nam zarobić.
[b]Czy KNF chce wprowadzić te wymogi o informowaniu o inwestycjach przez banki czy biura maklerskie w sposób instytucjonalny czy jedynie myśli o tym, by zalecić takie zasady jako dobre praktyki? To byłaby rewolucja.[/b]
Każda instytucja finansowa może informować o swoich pozycjach. Możliwość zestawienia takich komunikatów z analizami z pewnością sprzyjałaby przejrzystości rynku finansowego. Myślę, że instytucje finansowe same powinny dokonać takiej autorefleksji.
[b]Jakie są priorytety KNF na 2009 rok?[/b]
Chcemy budować model nadzoru oparty na monitorowaniu ryzyka. To jest nasz cel strategiczny i długookresowy. Ważne jest także standaryzowanie procedur nadzorczych z uwzględnieniem odrębnego charakteru poszczególnych sektorów rynku finansowego. Istotną kwestią pozostaje licencjonowanie niektórych uczestników rynku finansowego.
[b]Jakie instytucje powinny zostać objęte procedurą nadawania licencji i nadzoru? Teraz są to m.in. banki, TFI i biura maklerskie.[/b]
Od mniej więcej dwóch lat apelujemy o objęcie publicznym nadzorem systemu SKOK. Podobnie jest w przypadku działalności pośredników finansowych. Jednak decyzje w tej sprawie podejmuje ustawodawca. Nie chcielibyśmy narzucać własnych rozwiązań, choć mamy pewne propozycje. [b]Kiedy zostanie wprowadzona rekomendacja T dla banków dotycząca zasad liczenia zdolności kredytowej? Czy nie uważa pan, że w czasie, gdy banki ograniczają akcję kredytową, dodatkowe zaostrzanie tej polityki przez nadzór uderzy w gospodarkę?[/b]
Na razie zależało nam na sprawnym przyjęciu rozwiązań poszerzających rekomendację S o dodatkowe informowanie klientów o ryzyku walutowym, zwłaszcza wpływie spreadu walutowego na koszt kredytu. Chodziło nam zarówno o tych klientów, którzy obecnie spłacają kredyty walutowe, jak i o tych, którzy noszą się z takim zamiarem.
Natomiast rekomendacja T będzie dotyczyć zarządzania ryzykiem kredytowym, a w efekcie – bezpieczeństwa systemu bankowego, co oznacza również bezpieczeństwo depozytów nie tylko gospodarstw domowych, ale także przedsiębiorstw, które nie są chronione w takim stopniu jak pieniądze gromadzone na rachunkach osób fizycznych. Warto uświadomić sobie, jakie byłyby skutki utraty zaufania firm do polskich banków i sytuacji, w której zaczęłyby one przenosić depozyty za granicę. Mamy przygotowany projekt rekomendacji T, nad którym cały czas toczą się prace, dlatego wolałbym nie wskazywać terminu jej przyjęcia. Natomiast faktem jest, że banki same zaczęły zaostrzać politykę kredytową, zanim powstała nasza propozycja. Najwcześniej zaczęły to robić banki o korzeniach amerykańskich. To są jednak ich własne decyzje, za które odpowiedzialny jest zarząd, a nie efekt regulacji nadzorczych.
[b]Czy będzie pan rekomendował bankom zatrzymanie dywidendy za 2008 rok, by wzmocniły swoje kapitały i miały więcej pieniędzy na kredyty?[/b]
Od półtora roku postulujemy, by sektor finansowy, w tym bankowy, zatrzymywał dywidendę w celu zwiększenia swoich kapitałów. W ostatnich dwóch latach bardzo dynamicznie rosły aktywa banków. Wprawdzie w 2009 roku ta dynamika prawdopodobnie będzie niższa, ale priorytetem staje się maksymalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności finansowej. Bardzo ważną rolę w tym procesie odgrywają zarządy, a zwłaszcza prezesi, którzy rekomendują swojej radzie nadzorczej kwotę dywidendy. To oni oceniają, jaka może być przyszła sytuacja makroekonomiczna i jaka będzie sytuacja ich instytucji finansowej, biorąc pod uwagę to, że być może będzie musiała się zwrócić o pomoc ze środków publicznych. Bylibyśmy bardzo zdziwieni, gdyby jakaś instytucja zdecydowała się na wysoką dywidendę, a potem domagała się wsparcia lub gwarancji ze strony państwa. Wierzymy, że takich sytuacji nie będzie. Dodatkowo instytucje finansowe, które mają znaczący udział pożyczek podporządkowanych, powinny poważnie zastanowić się nad zatrzymaniem dywidendy.
[b]Jaki współczynnik wypłacalności w bankach można dziś uznać za poziom bezpieczny?[/b]
Minimalny wymagany poziom wynosi obecnie 8 proc., ale stabilność sektora finansowego jest pod znacznie większą presją niż rok czy dwa lata temu. Przede wszystkim zaś banki funkcjonują w innych realiach makroekonomicznych, a prognozy gospodarcze się pogorszyły. Dlatego uważamy, że w obecnej sytuacji na rynkach finansowych optymalny współczynnik wypłacalności działającego w Polsce banku powinien oscylować w okolicach 11 proc. Trzeba też pamiętać, że każda instytucja finansowa jest wystawiona na różnego rodzaju ryzyko i w niektórych przypadkach ten pożądany poziom mógłby być nawet wyższy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA